Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prószyński i s-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prószyński i s-ka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2026

Rozwódki Konstancina

CYKL: "TAJEMNICE KONSTANCINA" (TOM 3)

 

Kolejny powrót do konstancińskiej sagi, w której Ewelina Ślotała odsłania tajemnice blichtru świata celebrytów i ważnych biznesmenów. Tym razem jednak, bierze pod lupę rozwody. Te drogie i te jeszcze bardziej drogie rozwody milionerów. Ile pieniędzy konstancinianie są w stanie zapłacić za rozwód swoim byłym małżonkom? Jak i kiedy przezorna małżonka swojego bogatego męża powinna przygotować się do ewentualnego rozwodu w przyszłości? Z kim warto trzymać sztamę i jakich ludzi powinna ona mieć po swoje stronie? Na te oraz wiele innych pytań, odpowie Wam Ewelina Ślotała w trzecim tomie cyklu "Tajemnice Konstancina".
 
Książka jest kontynuacją losów bohaterki, którą czytelnik mógł poznać w "Żonach Konstancina". Opowieść, trzyma poziom poprzednich części. Jest tak samo intrygująca, jak "Kochanki Konstancina". Tutaj również mamy część fabularną oraz tą typowo reportażową, pisaną inną czcionką. Wprawdzie historia głównej bohaterki znacznie zwalnia. Nie ma już takiej dynamiki, jak choćby w drugim tomie. Za to część reportażowa - bardzo na plus. Głównie dzięki tym fragmentom, książkę przeczytałam błyskawicznie i z dużym zainteresowaniem. Mam tez wrażenie, że Autorka przeszła samą siebie pod względem ilości podanych anegdotek - i to przyrównując do dwóch poprzednich tomów.
 
Książkę jak najbardziej polecam, ale głównie tym czytelnikom, którzy poznali dwie poprzednie części (a zwłaszcza ten drugi tom) ze względu na kontynuację oraz bohaterów z poprzednich części, którzy pojawiają się również w "Rozwódkach Konstancina".

Data przeczytania: 3-02-2026 (od: 1-02-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                          3,5/5

sobota, 10 stycznia 2026

Kochanki Konstancina

CYKL: "TAJEMNICE KONSTANCINA" (TOM 2)

 

Po "Żonach Konstancina" przyszedł czas na drugi tom konstancińskich opowieści. Tym razem Ewelina Ślotała "bierze pod lupę" kochanki wpływowych, konstancińskich mężów. Co za tym idzie, poznajemy dalsze losy głównej bohaterki z pierwszego tomu, która na warszawskim Wilanowie poznaje Laurę. Kobieta ta nie jest żoną żadnego z konstancińskich mężczyzn, ani nawet nie aspiruje do tej roli. Jest natomiast luksusową kochanką jednego z bogaczy...
Co wyniknie ze znajomości obu kobiet? I najważniejsze - jak wygląda życie kochanek grubych ryb z Konstancina? Odpowiedzi na te i inne pytania należy szukać w drugim tomie cyklu Eweliny Ślotały.
 
Książka utrzymana jest w podobnym klimacie, jak je poprzedniczka. Napisana równie łatwym stylem, czyta się błyskawicznie i z zainteresowaniem, momentami nawet większym, niż część pierwszą. Pomimo prostego stylu wypowiedzi, Autorka porusza tu niełatwy i ważny społecznie  temat, a niektóre fragmenty szokują swoją wstrząsającą treścią. Ta książka również przypomina klimatem "Dziewczyny z Dubaju" Piotra Krysiaka. Powiedziałabym nawet, że w niektórych fragmentach to podobieństwo da się odczuć o wiele mocniej, niż w przypadku pierwszego tomu.
 
Tak jak poprzednio, tutaj również mamy treści, które odróżniają się od głównej historii inną czcionką, a ich wydźwięk jest typowo "reportażowy". Tym samym, patrząc na "Kochanki Konstancina" z punktu widzenia stricte literatury faktu, można powiedzieć, że jest to bardzo dobry reportaż. Intrygujący, szokujący, wstrząsający, który czyta się z dużym zainteresowaniem. Po lekturze tej ksiażki, nie trudno nie odnieść wrażenia, iż świat celebrytek, show businessu (a także polityki), to świat niezwykle zepsuty...

Data przeczytania: 10-01-2026 (od: 8-01-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          3,5/5                      7/10                          3,5/5

poniedziałek, 3 listopada 2025

Żony Konstancina

CYKL: "ŻONY KONSTANCINA" (TOM 1)

 

Pierwszy tom otwierający cykl książek z podwarszawskim Konstancinem w tle. Luksusowe apartamenty, drogie samochody, czarne karty z nieograniczonymi możliwościami konta ich bogatych właścicieli - mieszkańców Konstancina. Być żoną jednego z nich, to marzenie niejednej modelki, aktorki, bądź celebrytki. Która kobieta nie chciałby móc wydawać dziesiątek, setek tysięcy na markowe ubrania i dodatki? Która nie chciałabym pławić się w luksusach?
Ten blichtr i luksus jest jednak pozorny. To, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami luksusowych domów żon Konstancina, wiedzą tylko one same. Inne żony - z bogatego, konstancińskiego towarzystwa - mogą się tylko tego wszystkiego domyślać, bo... znają to z autopsji.
Tutaj bogactwo i luksus nie idzie w parze z miłością i szczęściem, a jeśli komuś się wydaje, że jest (lub może być) inaczej, to jest on w błędzie.
 
Czy żony Konstancina mogą liczyć na wzajemną pomoc koleżanek, kiedy ich mężowie stosują na nich przemoc fizyczną? Jak wygląda świat luksusu w konstancińskich apartamentach? I jak odnajdują się  w tym świecie nowe, młode i często niedoświadczone "zdobycze" kontancinian? Odpowiedzi na te i inne pytania, należy szukać w pierwszym tomie cyklu "Żony Konstancina".
 
Książkę Pani Eweliny Ślotały, pomimo niełatwego tematu, czyta się szybko i z zainteresowaniem, a zawarte w niej treści, które są napisane przystępnym językiem, "lekko wchodzą:. Gdybym miała porównać tą historię (pod względem klimatu, ale też stylu wypowiedzi), do jakiejś innej książki, to najszybciej przychodzi mi na myśl Piotr Krysiak i jego "Dziewczyny z Dubaju". 
 
"Żony Konstancina" to nie tylko opowieść o kobietach pławiących się w luksusie i doświadczających przemocy. To również historia o tym, jak długą drogę te kobiety muszą przejść (a także do jakich sytuacji musi dojść), aby znalazły one w sobie siłę do podjęcia decyzji aby zmienić coś w swoim życiu. 
 
Jest to bardziej literatura faktu z elementami biograficzno-obyczajowymi, aniżeli literatura obyczajowa, bądź stricte biografia - bo do takich gatunków przeważnie jest zaliczana na portalach poświęconych książkom. Część tekstu ma charakter typowy dla prozy odpowiedniej właśnie dla stylu reporterskiego. Fragmenty te, dla rozróżnienia, napisane są inną czcionką, niż pozostałe, mają fabułę, swoich bohaterów i opowieść, która swoją brutalnością może chwilami wstrząsnąć i zmrozić krew w żyłach.

Książkę polecam głównie tym czytelnikom, których interesuje temat. Jeśli lubicie książki, które są właśnie takim połączeniem konkretnej fabuły, opartej na faktach z elementami biograficznymi jakiejś osoby, bądź osób, do tego przeplatane narracją non-fiction, to jest to odpowiedni tytuł. 

Data przeczytania: 3-11-2025 (od: 19-10-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

sobota, 13 września 2025

Diabli nadali

Od wielu lat chciałam poznać twórczość Olgi Rudnickiej, głównie za sprawą pozytywnych recenzji "Zacisza 13", a później słynnego cyklu "Natalii 5". Właściwie najbardziej chciałam zacząć przygodę z tą Autorką od wspomnianych tytułów, ale ostatecznie wybór padł na równie znany tytuł "Diabli nadali". Długo zabierałam się do książek Autorki, gdyż nie znałam jej stylu, a nie wiedziałam czy przypadną mi do gustu akurat jej komedie kryminalne. W zeszłym roku przekonałam się jednak, że humor Pani Olgi do mnie trafia - a to za sprawą opowiadania ze zbioru "Trupów hurtowo trzech", które miałam okazję przeczytać początkiem tego roku. Czy "Diabli nadali" spełniło wszystkie moje oczekiwania? 

Z pewnością jest to bardzo dobry kryminał, z zaskakującymi zwrotami akcji, w których czytelnik ze zdumieniem odkrywa, że ta z pozoru zwyczajna sprawa kryminalna bynajmniej nie jest taka znowu zwyczajna. Fabuła jest więc bardzo na plus, zwłaszcza gdy w połowie książki przyspiesza i intryguje z każdym rozdziałem coraz mocniej. Autorka wplotła też w fabułę przeskoki czasowe, za którymi ja osobiście nie przepadam, jednak tutaj są one zgrabnie poprowadzone i nie wybijają z rytmu. 
W skrócie: mamy morderstwo dokonane na Dagmarze Różyku - cieszącym się niezbyt chlubną opinią kobieciarza. Różyk, nazywany przez wszystkich "Diabłem", jest szefem Moniki Kapuśnik, która jest jego sekretarką i - jak na złość - to właśnie ona zostaje głóną podejrzaną w sprawie morderstwa. Sprawie dodaje smaczku fakt, iż z firmy nagle znika Magdalena Wikcińska vel "Zdzira", która nie jest zbyt lubianą prezeską. Kobieta nie daje znaku życia, a na dodatek podejrzany może być każdy. Kto więc zabił? Tego należy się dowiedzieć z kart książki.
 
Jeśli chodzi o element humorystyczny - odrobinę się zawiodłam, gdyż po wspomnianym wcześniej opowiadaniu Autorki spodziewałam się, skręcania ze śmiechu. Tymczasem wiele humorystycznych akcentów to - owszem zabawna - ironia i sarkazm bohaterów, aczkolwiek przez całą książkę zaśmiałam się "w głos" tyle razy, że można by było policzyć na palcach jednej ręki. Nie jest to jednak wielkim minusem, gdyż mimo wszystko dostajemy ciekawie ograną intrygę, będącą jednocześnie fajną komedią omyłek w wykonaniu głównej bohaterki Moniki, jej szefa Dagmara Różyka vel "Diabła" oraz bohaterów drugoplanowych (Renia, Magdalena Wikcińska, czy tez przedstawiciele policji).
 
Książkę polecam fanom komedii kryminalnych, humoru Joanny Chmielewskiej, a także tym czytelnikom, którzy lubią podczas czytania kryminału podejrzewać każdego po kolei, a lektura zaczyna ich wciągać w wir wydarzeń.

Data przeczytania: 13-09-2025 (od: 23-08-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10           3/5                        7/10                          3,5/5

piątek, 11 lipca 2025

Cieszę się, że moja mama umarła

Jennette McCurdy swego czasu była aktorką dziecięcą, popularną głównie za sprawą serialu młodzieżowego "i Carly". W swojej książce opisuje swoje życie, ale głównie z perspektywy relacji z matką. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że owa matka była bardzo toksyczną osobą, a jej wpływ na życie Jennette był bardzo destrukcyjny.
 
Wbrew pozorom kontrowersyjny tytuł, paradoksalnie, niesie ze sobą głęboki przekaz. I, choć może wzbudzać kontrowersje, a w najmniejszym stopniu lekką konsternację, to jest całkiem uzasadnionym wytłumaczeniem trudnej relacji Jennette z matką. Wszak w swojej autobiografii, będącej jednocześnie formą autoterapii, pisze o uwolnieniu się od matki, która pod płaszczykiem matczynej "troski", była sprawczynią przemocy, psychicznej, emocjonalnej, cielesnej.  Całkowicie przejęła ona kontrolę nad życiem córki, począwszy od marzeń, na zdrowiu psychicznym kończąc.
 
McCurdy, w opowiadaniu swojej historii, nie sili się na zbędny patos. Pisze szczerze, momentami oszczędnie, czasami ironicznie. Krótkie rozdziały nie zawsze łączą się z poprzednimi. Niejednokrotnie bywa, że czytelnik odnosi wrażenie jakby przeglądał wyrywkowe zapisy z kolejnych dni w dzienniku nastoletniej dziewczyny zmagającej się z problemami. Dzięki temu buduje atmosferę intymności swoich wspomnień, do której to intymności zaprasza czytelnika, który doświadcza przeżyć Jennette .
 
A przeżycia te do łatwych nie należą. Pogoń za marzeniami, o które mała Jennette nigdy nie prosiła, bo to matka pragnęła być aktorką, ale się jej nie udało, więc wychowuje sześcioletnią córkę w przekonaniu, że będzie sławną aktorką. Przy okazji możemy się przyjrzeć drugiemu, ważnemu aspektowi tej książki, czyli toksyczności przemysłu rozrywkowego dziecięcych gwiazd w Hollywood. McCurdy opisuje kulisy produkcji programów Nickelodeon, nadużycia ze strony anonimowego "Twórcy", brak psychologicznego wsparcia, kult posłuszeństwa wobec dorosłych autorytetów. Jej opowieść jest więc nie tylko opisem własnych relacji z matką, ale też ważnym głosem w dyskusji o traktowaniu nieletnich w showbiznesie oraz obrazem tego, jak ich "sukces" bywa okupiony cierpieniem.
 
Głównym temat książki  jest jednak portret przemocy emocjonalnej. Trudna relacja młodocianej aktorki   z egoistyczną, narcystyczną matką, która zdominowała życie swojej córki. Jennette wiele lat żyła w cieniu toksycznej matki, początkowo nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo matka miała destrukcyjny wpływ na jej życie, a w późniejszym czasie nie mogąc/nie chcąc w to uwierzyć. Książka pokazuje mechanizmy przemocy domowej, które często pozostają niewidoczne dla otoczenia. Matka McCurdy kontrolowała każdy aspekt życia córki: jej wygląd, wagę, myśli, ambicje. Zmuszała ją do aktorstwa, ignorując jej niechęć, i wmawiała jej, że wszystko robi „dla jej dobra”. To klasyczny przykład przemocy emocjonalnej, podszytej manipulacją i szantażem emocjonalnym. Książka uświadamia więc, że przemoc nie zawsze ma postać krzyku czy bicia, a często może się objawiać jako „miłość”.

Pomimo ciężkiego tematu, książka daje nadzieję. Pokazuje długotrwały proces wychodzenia z dna. Proces bolesny, będący sinusoidą wzlotów i upadków, cofania się w tył, jednak ostatecznie prowadzący do celu - do zrozumienia samej siebie, a przede wszystkim do przejęcia kontroli nad własnym życiem. Czy Jennette McCurdy odniosła sukces? Jako dziecięca gwiazda z pewnością nie, ale jako człowiek zapewne jest na dobrej drodze do tego aby ten sukces osiągnąć. 
 
"Cieszę się, że moja mama umarła" to historia z rodzaju tych, które zostają z czytelnikiem na długo. Momentami brutalna i szczera, ale myślę, że bardzo potrzebna opowieść o tym, jak wielki wpływ na młodego człowieka mają traumy, o tym jak trudno uwolnić się od destrukcyjnego wpływu rodzica, który sam ma problemy ze sobą. A przede wszystkim książka pokazuje, że nawet z najbardziej mrocznych doświadczeń, można wyjść cało. Poobijanym, ale silniejszym.
 
Choć książkę czyta się szybko, to nie jest to łatwa lektura. Jest jednak potrzebna. McCurdy porusza tutaj tematy tabu: poza toksycznym rodzicielstwem i dziecięcą sławą, mamy ty też: zaburzenia odżywiania, PTSD, trudności z wyrażaniem własnych emocji. Ta opowieść jest jej głosem sprzeciwu wobec destrukcyjnym zachowaniom. Głosem, który nazywa wyżej wymienione problemy po imieniu i  wyrazem walki o swoje życie.

Data przeczytania: 11-07-2025 (od: 18-06-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

niedziela, 7 stycznia 2024

Samotność w sieci

CYKL: "SAMOTNOŚĆ W SIECI" (TOM 1)

 

Twórczość Janusza Leona Wiśniewskiego rozpoczęłam wprawdzie od opowiadań ("Zespoły napięć"), jak często robię w przypadku autorów znanych i lubianych, głównie po to, żeby zapoznać się ze stylem pisania danego autora i zobaczyć czy ten styl przypadnie mi do gustu. Obiecałam sobie w końcu poznać najbardziej znany tytuł J.L. Wiśniewskiego, gdyż miałam wrażenie, że chyba jestem jedną z nielicznych osób mojego pokolenia, która nie czytała tej historii.

No właśnie: "pokolenie". To słowo-klucz jeśli chodzi o tą książkę, zwłaszcza gdy czytamy w opiniach zarzuty, że źle się zestarzała. Mam tylko nadzieję, że rzeczywiście piszą te hasła osoby, które nie wiedzą, że kiedyś jedyną formą elektronicznego porozumiewania się były e-maile, a szczytem technologii był taki wynalazek jak komunikator ICQ. Dziś, w dobie Messengera, Whatt'sUpa czy Instagrama (dostępnych przecież pod ręką na naszych smartfonach), niemal niemożliwością jest uzmysłowić sobie, że aby porozmawiać z kimś przez internet, trzeba było najpierw przyjść do domu i włączyć komputer. ICQ, potem Gadu-Gadu. Któż z nas pamięta jeszcze wiadomości na naszej-klasie? Dziś możemy włączyć Messenger w każdym miejscu na Ziemi i połączyć się nie tylko głosowo ale też za pomocą video. Bohaterowie "Samotności w sieci" mieli bardziej ograniczone możliwości. Czy jednak przez to książka "źle się zestarzała" - ja niektórzy sądzą? Według mnie wystarczy wyłączyć myślenie o dzisiejszych możliwościach i włączyć wyobraźnię. Na pewno łatwiej będzie tym, którzy znają z autopsji jak to wyglądało kiedyś.

Nasza para w "Samotności w sieci" przeżywa wiele emocji związanych ze swoją internetową znajomością. Czytelnik przygląda się tej relacji, czyta e-maile, które między sobą wymieniali i ma wrażenie jakby podglądał tę parę. Widzimy ją rodzi się romantyczna znajomość, pożądanie, silne uczucie. Autor podkręca atmosferę, dodaje do historii co i rusz nowe "smaczki", dowiadujemy się coraz więcej o przeszłości Jakuba, z czasem obserwujemy jak znajomość tej dwójki wspina się po kolejnych szczeblach, dostajemy kilka zwrotów akcji i napięć. Wciąż kibicujemy tej, bądź co bądź zakazanej relacji. Jak potoczą się losy bohaterów? Tego należy dowiedzieć się z książki.

Poza samą historią, Wiśniewski dostarcza wielu informacji głównie z dziedziny informatyki i genetyki. Techniczne, naukowe fragmenty brzmią odpychająco, aczkolwiek Autor jednak podaje nam te stwierdzenia w interesujący sposób. Plusem jest też fragment, który początkowo myślałam, że mnie znudzi, a okazał się jednym z najmądrzejszych z całej książki, bogaty w mądre cytaty (o ile nie jest jednym wielkim cytatem). A jest to dialog między sercem, a mózgiem. Warto było przeczytać tę książkę choćby dla tego wątku.

Tytuł dobry, polecam. Choć z pewnością łatwiej będzie czytać tę książkę tym, którzy nie wychowali się wyłącznie na smartfonach.

Data przeczytania: 7-01-2024 (od: 8-12-2023)


LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

wtorek, 3 stycznia 2023

Zespoły napięć

Ta niewielkich gabarytów książka Janusza Leona Wiśniewskiego to zbiór sześciu niedługich opowiadań dotykających uczuciowej i emocjonalnej strony ludzkiej natury. Wiele lat temu polecił mi ktoś tę książkę. Dziś już nie pamiętam od czego w ogóle zaczął się temat rozważań właśnie nad tym tytułem. Po latach przypomniałam sobie o "Zespołach napięć". 

Przez karty tej książki przewijają się: miłość, tęsknota, zdrada, przyjaźń, śmierć, przemijanie. Tęsknota za bliskimi lub za ludźmi, których bohaterowie opowiadań kochają, bądź kochali, stracili lub niedługo stracą. Kruchość ludzkiego życia to motywy przewodnie tych krótkich historii. Historii, które bądź co bądź trzymają bardzo wyrównany poziom. Mile się zaskoczyłam, bo jeśli chodzi o zbiory opowiadań - rzadko się zdarza aby większość tytułów trzymało równy poziom. Przeważnie jedne są mocno słabsze, inne lepsze. I nie ważne czy książkę napisało parę różnych mniej znanych autorów (jak np. "W łóżku z..."), czy noblistka ("Opowiadania bizarne"). Po prostu z tym bywa naprawdę różnie.

O Wiśniewskim podobno mówią, że jest mistrzem krótkiej formy. Ciężko mi porównać, bo muszę zapoznać się z innymi zbiorami jego opowiadań. Jednakże ta "równość" poziomu opowiadań podoba mi się. Każde z nich gdzieś tam głęboko skłania do przemyśleń.

Poniżej moje niedługie, niezdradzające szczegółów wnioski o każdym z tych sześciu opowiadań:

1) "Syndrom przekleństwa Undine" (6/10) - życiowe opowiadanie o pewnej przyjaźni. Skłaniające do refleksji.

2) "Anorexia nervosa" (7/10) - kolejne bardzo życiowe opowiadanie. Poruszająco i refleksyjnie o stracie.

3) "Kochanka" (7/10) - emocje związane z utratą nadziei na spełnienie marzeń.

4) "Noc poślubna" (6/10) - opowiadanie z historią w tle utrzymane w klimacie drugiej wojny światowej.

5) "Menopauza" (7/10) - gorzko o przemijaniu. Nie tylko tym związanym wiekiem. Także o kruchości życia i tęsknocie za bliskimi.

6) "Cykle zamknięte" (6/10) - opowiadanie o emocjach związanych z miłością, utratą, tęsknotą. Sporo tu uczuć. Emocje opisane troszkę z innego (wcale nie aż tak kobiecego) punktu widzenia.

Jak widać trzy z nich uznałam za bardzo dobre, pozostałe trzy w moim mniemaniu są dobre. Ciężko mi wskazać, które jest najlepsze. Jako całość książka wypada dobrze.

 

Data przeczytania: 3-01-2023 (od: 15-12-2022)


Ocena 

LC          Goodreads           nakanapie.pl            booklikes.com

6/10        3/5                        6/10                          3/5

piątek, 17 września 2021

Billy Summers

”Billy Summers" jest powieścią sensacyjną i kryminałem w jednym. Nie ma w sobie nic z horroru ani typowych dla Kinga elementów fantasy. Troszeczkę przypomina "Misery" ale w małym procencie.
Zaczynamy od poznania głównego, tytułowego bohatera. Summers jest płatnym zabójcą i mimo, iż właśnie ma zamiar skończyć ze swoim dotychczasowym zajęciem, przyjmuje ostatnie zlecenie.

Książkę czyta się jednym tchem i nawet nie czuć jej gabarytów. Kolejne strony wchodzą jedna po drugiej. Ani się obejrzeć a już jest 200, potem 300 stron... King stworzył ciekawy świat i intrygujące postaci, zwroty akcji. Choć fabuła tej powieści nie jest specjalnie odkrywcza, to ma w sobie coś, co nie każe od niej odchodzić.
W mojej ocenie ta powieść jest bardzo dobra. Nie tylko za to, że się ją szybko czyta. Także za to, że niesie ze sobą pewien morał oraz ma dobre zakończenie.

"Billy Summers" to książka o złych ludziach, szukaniu własnego "ja" i dziwnej przyjaźni. Jest lekturą, podczas której można się złapać na kibicowaniu głównemu bohaterowi, a niekiedy nawet na współczuciu. King niewątpliwie zagrał na emocjach czytelnika, co według mnie nie obniża powieści oceny.

Poznajemy tu paru różnych bohaterów i jednego w trzech osobach, a mimo to nie dało się pogubić w tym rozgardiaszu, co już mi się niegdyś zdarzyło przy powieści tego Autora. Dostrzegam przekaz, mimo iż książka miała być dobrą rozrywką. A u Kinga przy ostatnio przeczytanych "Panu Mercedesie" i "Znalezione nie kradzione" miałam tylko rozrywkę i nic ponadto.

Tytuł jak najbardziej polecam.
 
 
Data przeczytania: 17-09-2021 (od: 20-08-2021)
 

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                          3,5/5

 

piątek, 14 maja 2021

Ostatnie dni Sylvii Plath

Nie do końca rozumiem zachwyty nad tą książką. Tytuł sugeruje, że poznamy ostatnie dni życia Poetki. I owszem są fragmenty temu poświęcone. Gdyby wyjąć je wszystkie wyszłaby kilkunasto stronicowa broszura, a gdyby streścić mógłby być artykuł w magazynie. Tymczasem mamy książkę, która jest próbą odpowiedzi na pytanie jak wyglądały ostatnie dni Sylvii Plath (o czym najwięcej pod koniec książki) oraz co skłoniło tę kobietę do targnięcia się na swoje życie (co czytelnik poznaje w kilku pierwszych rozdziałach).

A reszta? Reszta, to wywody na temat męża Plath - Teda Hughesa, jej kochanek (niekiedy każdej jednej po kolei), jej psychoterapeutki, siostry męża, i tak dalej, i tak dalej...
Wywody nudne, którym w wielu rozdziałach można było poświęcić mniej miejsca na rzecz właściwej treści - Sylvii, jej życia, problemów, psychiki, powodów jej czynu i tym podobnych. Tego tu mamy jak na lekarstwo.

Dodatkowym minusem są tu liczne odniesienia do twórczości Plath i twórczości jej męża oraz próba wyjaśnienia tego jak ta twórczość tłumaczy wydarzenia faktyczne... W porządku, tylko że autor książki rozwodzi się nad tym w paru rozdziałach - i nie zaliczam tych fragmentów do interesujących.

Owszem, Rollyson wykonał dobrą robotę, co widać po spisie źródeł, którymi się posiłkował a mimo to czytało mi się to wszytko bardzo opornie.

Jeśli komuś pasuje forma i styl wypowiedzi (ciężko się czyta niektóre fragmenty przez użyty tu język); jeśli komuś nie przeszkadza, że w książce o Plath w większości czytamy o wszystkim innym dookoła - to super. Jeśli czytelnik liczy na ciekawą opowieść o Plath, jej życiu i chce spróbować zrozumieć Poetkę to nie polecam. Lepiej uruchomić wyobraźnię i złapać za jej "Dzienniki".
 
 
Data przeczytania: 14-05-2021 (od: 17-03-2021)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com
 
3/10          1,5/5                      3/10                         1,5/5

niedziela, 14 października 2018

Outsider

Książka podzielona jest na dwanaście zatytułowanych części. Podczas jej lektury czytelnik zostaje wciągnięty w historię pewnego zabójstwa, a mordercę poznaje już w pierwszych rozdziałach. Ale czy aby na pewno? Stephen King w swojej powieści wprowadza czytelnika w ciekawą opowieść, w której z pozoru wszystko jest jasne.

Outsider" to bardzo wciągająca książka, której większą część przeczytałam jednym tchem, gdzie tempo lekko zwolniło na około sto stron przed końcem. To, co mnie zaskoczyło, to fakt, iż pojawia się tu znana mi postać z innych powieści Kinga - Holly Gibney. Coś, czego nie wiedziałam przed rozpoczęciem "Outsidera", co w przeciwnym wypadku sprawiłoby, że zanim sięgnęłabym po ten tytuł, zapewne wzięłabym się za trzeci tom trylogii z cyklu z Billem Hodges'esm. Tymczasem przed czasem zdradziłam sobie co nieco z treści. Dlatego ostrzegam: jeśli nie znacie całej trylogii ("Pana Mercedesa", "Znalezione nie kradzione", "Końca warty"), bądź któregokolwiek z tomów, a nie lubicie jak niektóre fakty Wam się zdradza przed lekturą, to odłóżcie "Outsidera" na późniejszy czas. Może nie łączy się ona bardzo z tamtą serią, ale pojawienie się bohaterki znanej z wyżej wymienionych książek sprawia, że autor powraca trochę do przeszłości Holly, zdradzając co nieco z fabuły.

Wracając do książki: "Outsidera" czyta się szybko i ze sporym zainteresowaniem. Czytelnik długo nie wie jakie niespodzianki przygotował mu autor. Jest gruba (ponad sześćset stron) ale pochłania się ją tak szybko, że tego się prawie nie czuje. Jedynym minusem (według mnie) jest zakończenie, które mnie trochę rozczarowało.


Data przeczytania: 14-10-2018 (od: 9-08-2018)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

czwartek, 31 lipca 2014

Lalki z getta

W pierwszym rozdziale tej książki poznajemy starszego Pana - Mikę oraz jego wnuczka Danny'ego. Podczas spaceru z wnuczkiem u Miki budzą się wspomnienia. Postanawia on opowiedzieć trzynastoletniemu Danny'emu historię swojego życia. I tak chłopiec poznaje dotąd skrywaną opowieść o losach swojego dziadka, o cierpieniu oraz wojnie, która zmieniła życie wielu ludzi.

Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej poznajemy losy Miki oraz jego rodziny. Spotykamy także inne ważne postaci. Ta część porusza temat trudów wojny i walkę Żydów o przetrwanie. Tutaj też czytelnik ma szansę przyjrzeć się historii płaszcza Miki i pacynek. Poznajemy funkcje jakie pełnił ten płaszcz podczas wojny.
Część druga dotyczy losów pewnego niemieckiego żołnierza. O ile pierwsza część poniekąd przypomina mi troszeczkę "Pianistę", o tyle część druga w dużej mierze skojarzyła mi się z filmem jaki niegdyś oglądałam "Jeniec: tak daleko jak nogi poniosą" (tym samym z książką o tym tytule).
Nie będę przytaczać treści drugiej i trzeciej części, gdyż zniszczyłabym całą radość z czytania. Reszty należy dowiedzieć się samemu.

Historia opowiedziana w tej książce jest bardzo ładna, i niekiedy miałam wrażenie, że wyszłaby z tego równie ładna ekranizacja. Nie jest niestety wolna od błędów. Mamy na przykład błąd w dacie, lub błędy historyczne. I tak, można odnieść wrażenie jakoby Żydzi z warszawskiego getta byli jedynymi, którzy ucierpieli w owym czasie. Natomiast Polacy jawią się tu jako ci, którzy niczego nie dostrzegali, byli obojętni i żyło im się wręcz sielankowo).

Do minusów dodałabym też liczne literówki lub braki niektórych wyrazów (szczególnie na początku i pod koniec książki), które nierzadko zmieniały sens zdania. Może to irytować, choć u mnie nie mają one wpływu na ocenę w takim stopniu, w jakim mają wyżej wymienione błędy.
Podczas lektury denerwowały mnie czasami dialogi Miki z pacynkami. Na początku mi nie przeszkadzały ale później lubią się pojawiać w najmniej oczekiwanym momencie. Najbardziej irytowało mnie to w drugiej części książki, gdy zamiast śledzić kolejne losy historii, następował mało ciekawy dialog z pacynką.

Mimo tych błędów, literówek i dialogów z lalkami, uważam, że warto zapoznać się z tą książką. Opowiedziana w niej historia jest piękna i wzruszająca choć przedstawia fikcyjne losy bohaterów. Oceniam ją jako dobrą, gdyż nie czułam się znudzona. Książka była wciągająca, napisana lekkim stylem i z chęcią wracałam do lektury kolejnych rozdziałów.
 
Data przeczytania: 31-07-2014 (od: 7-07-2014)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

sobota, 29 czerwca 2013

Złodziejka mojej córki

Diane i Jim Lefwishowie przeżywają ogromną tragedię, gdy pewnego dnia po jednej przejażdżce, w wypadku ich jedyne najukochańsze dziecko - córka Alyssa - ponosi śmierć na miejscu. W jednej chwili życie rodzinne Leftwishów rozsypuje się na kawałki nie do posklejania. Sprawczynią wypadku jest nastolatka bez prawa jazdy, która kilka lat później trafia na dziesięć lat do więzienia za zupełnie inne wykroczenie. Zrozpaczona Diane odnajduje się w pracy na rzecz porzuconych dzieci. Gdy pewnego dnia dowiaduje się, że morderczyni jej dziecka pójdzie do więzienia, a w tym czasie Lissy, mała córka zbrodniarki, trafi do adopcji, Diane postanowi zrobić wszystko by dziewczynka została jej córką. W myśl zasady dziecko za dziecko, córka za córkę. Czy mała Lisa odnajdzie szczęśliwy dom? Czy biologiczna matka będzie jej chciała szukać? Czy adopcyjna matka zdoła pokochać dziecko, które adoptowała głównie z zemsty na jej matce? Odpowiedzi w tej interesującej historii.

Książka jest podzielona na trzy części.
W pierwszej poznajemy całą historię z punktu widzenia Diane Leftwich. Resztę informacji dowiadujemy się z raportów więziennych i z listów odsiadującej wyrok matki do córki.
W części drugiej widzimy jak całą sprawę postrzega Bobby, matka Lisy. W tle mamy zapiski z pamiętnika Lisy.
Część trzecia obejmuje wszystko ze strony Lisy a w tle mamy poszczególne listy Jima Leftwisha, maile między poszczególnymi bohaterami.

Korespondencje umieszczone w każdej z trzech części są ciekawym zabiegiem. Poniekąd są kolejnymi losami bohaterów, a opisywane w takiej postaci jako poboczne pozwalają na śledzenie głównych postaci. Tym samym każda część powieści ma swojego własnego bohatera, a bohaterowie poprzedniej/następnej są drugim planem. Zabieg ten jest o tyle bardziej interesujący, że lektura listów i maili jest równocześnie zapowiedzią tego co będzie się działo dalej.

Oprócz wcześniej zadanych pytań, książka ta porusza też kilka innych ważnych zagadnień, między innymi:

- Czy rodzice są w stanie pogodzić się ze śmiercią jedynego, najukochańszego dziecka? Czy są w stanie przebaczyć osobie, która doprowadziła do jej śmierci?
- Czy kobieta, która dopuściła się do śmierci niewinnej istoty jest w stanie zapomnieć o zdarzeniu i żyć normalnie? Czy może liczyć na wybaczenie od rodziców?
- Czy adopcyjna matka może uciec przed przeszłością i razem z dzieckiem zniknąć tak, by nikt z "poprzedniego życia" nie wpadł na ich ślad i nie wdarł się w ich małą, prywatną przestrzeń życiową jaką sobie stworzyły przez lata?

Powieść tą czyta się szybko, przy połowie traci tempo, jednak później jest już tylko lepiej. Mimo, iż czytając wiemy o wszystkich wszystko, to i tak prawie do końca nie wiadomo jak potoczą się losy poszczególnych bohaterów.
Są też minusy. Dla mnie były to głównie błędy korekcyjne: literówki, a czasami brak na przykład jakiegoś zaimka co często wybijało z rytmu czytania - większość tych błędów jest przez pierwszą część książki.
I muszę o tym wspomnieć: nie lubię gdy ktoś mówi "chłopacy", co dopiero gdy to czytam. Tym bardziej dziwi mnie niekonsekwencja w tłumaczeniu, gdzie mamy ten błąd, a zdanie później widzimy wersję poprawną. Mam tylko nadzieję, że było to zamierzone w przypadku jednego z listów niewykształconej, siedzącej w więzieniu Bobbie do jej córki. Tylko ciekawa jestem, jak to "zamierzenie" wyglądało w wersji oryginalnej...

Według mnie historia Diane, Lisy i Bobbie jest dobra, zasługuje na sześć gwiazdek i jest jak najbardziej warta polecenia.
 
Data przeczytania: 29-06-2013 (od: 20-06-2013)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

środa, 8 maja 2013

Dziewiętnaście minut

Ta opinia będzie nieco się różnić od innych jakie napisałam. Głównie za sprawą wychowania i akceptacji. Bo właśnie "wychowanie" i "akceptacja" - to słowa-klucze, które w tej książce są główną przyczyną zachowań, postaw i działań bohaterów.
Dlaczego tak sądzę?
W książce spotykamy charaktery wielu osób, opisy wielu sytuacji, które miały wpływ na ich późniejsze zachowania:

- Pani Sędzia Alex Cormier i jej córka Josie.
- Lacy Matka Petera Houghtona. Peter - sprawca zbrodni, wrażliwy, cichy i spokojny dzieciak.
- Ojciec Petera, którego hobby to myślistwo, zaraził swoją pasją syna.
- A także każdy z uczniów, czy też nauczycieli którzy mniej lub bardziej ucierpieli w opisywanej tu masakrze.

Co by było gdyby: Peter nigdy nie poznał zasad skutecznego obchodzenia się z bronią? Gdyby matka wpajała mu inne zasady, niż być grzecznym, ułożonym i nie wyrządzał innym krzywd?
A co by było gdyby nauczyciele interweniowali gdy dzieci dokuczały Peterowi?
Właśnie... mobbing, czyli w skrócie dręczenie fizyczne i/lub psychiczne. Inaczej: nękanie, zastraszanie, szykanowanie; bardziej potocznie i bardziej przyziemnie: szydzenie, kopanie, przezywanie, opluwanie, wyśmiewanie... Takich i bardziej podobnych nazw jest więcej i można by jeszcze je wymieniać w nieskończoność. Ale nie w tym rzecz. Mobbing i wychowanie idą ze sobą w parze.
Bo gdyby Peter Houghton nie miał dostępu do broni i nie poznał obchodzenia się z nią może nie doszłoby do masakry... Z kolei, gdyby "dręczyciele" Petera Houghton'a byli WYCHOWANI w taki, sposób, żeby WIEDZIELI, że osoby spokojne, wrażliwe, ciche NIE SĄ od tego, żeby ich dręczyć i poniżać prawdopodobnie nie doszłoby do masakry... I wreszcie, gdyby nauczyciele wiedzieli, że mobbing w szkole może prowadzić do wielu przykrych sytuacji, że tak to ujmę, [poczynając od: traumy z dzieciństwa (bynajmniej nie u sprawców), poprzez późniejsze trudności z nawiązywaniem kontaktu (przez brak zaufania do innych osób), a co za tym idzie - ciąg wielu problemów także w późniejszym życiu zawodowym, a w skrajnych przypadkach do samobójstw bądź do aktów zemsty (takiej jak tutaj na przykład)], to świat wyglądałby inaczej...
Dlaczego akceptacja? Nie trzeba chyba wyjaśniać jak wielkie znaczenie ma to słowo w przypadku dręczonych uczniów...

Nazbyt emocjonalnie to napisałam, jednak mimo, że w żadnym wypadku nie zgadzam się z czynem jakiego dopuścił się ten dzieciak, to jestem w stanie zrozumieć pobudki, jakie nim powodowały.
Bo spróbujcie sobie wyobrazić sytuację tego chłopca i odpowiedzieć na pytanie: czy lubilibyście chodzić do szkoły, w której czeka was strach? Gdzie z pewnością będziecie musieli znowu przyjmować postawę obronną bo zawsze natkniecie się na któregoś ze swoich prześladowców? I tak dzień w dzień, przez kilkanaście lat. Non-stop... Czy pewnego dnia nie będziecie mieli poczucia, że czas w końcu coś z tym zrobić?

Obok trudnego tematu mobbingu książka ta podejmuje też inne ciekawe zagadnienia, między innymi:
  • co czuje rodzic, którego dziecko padło ofiarą ataków ze strony rówieśników? - co czuje rodzic, którego dziecko stało się sprawcą szkolnej masakry?
  • co czuje sędzia, której dziecko mogło ucierpieć/bądź ucierpiało w podobnej tragedii?
  • co czuje osoba, którego przyjaciel okazał się bezwzględnym mordercą?
  • co czuje nastolatek bądź nastolatka, który/a nie chce być wyśmiewany/a, szykanowany/a etc. i dlatego działa niezgodnie ze swoimi poglądami tylko po to by przypodobać się tzw. "klasowej elicie"?
  • i wreszcie najważniejsze: co czuje dzieciak, który musi pójść do szkoły wiedząc, że spotka się tam ze swoją codzienną gehenną w postaci jego... rówieśników-dręczycieli?

Peter Houghton postąpił bardzo źle, ponieważ nie widział innego sposobu rozwiązania swojej sytuacji, nikt też nie starał się pomóc mu w rozwiązaniu swoich problemów, ani nie wskazał nastolatkowi właściwej drogi postępowania. Zarówno rodzice, jak i nauczyciele. Pozostał ze swoim problemem sam, a złość, gniew na cały niewdzięczny świat, duża chęć obrotu spraw oraz ogromne, przeogromne poczucie osamotnienia w swojej sytuacji pociągnęło go do "tych dziewiętnastu minut". Minut, które zadecydowały o dalszym losie wielu ludzi. Zapewne gdyby nie nauczył się korzystać z broni palnej, i gdyby nie miał do niej dostępu znalazłby inny sposób "wyjścia z sytuacji". A czego Peter Houghton pragnął najbardziej? Dowiedzcie się tego oraz innych sytuacji z lektury tej książki.

Kto powinien przeczytać tę książkę?
Przede wszystkim uczniowie szkół, gdzie podobne zachowania mają miejsce: czyli "uczniowie-dręczyciele" - ku przestrodze.
Następnie uczniowie dręczeni - ku przestrodze również: by w swoim osamotnieniu odszukali możliwości pomocy dla własnej osoby. I uwierzyli, że nie są tak naprawdę sami. Tym bardziej, iż sama autorka przyznaje, że napisała tę książkę właśnie z myślą o nich.
Na koniec: rodzice i nauczyciele - w szczególności ci drudzy, którzy często problemu nie widzą, a jak już zauważą to bywa, że o wiele za późno. Jeśli nie mają czasu, ochoty bądź nie wiedzą, że mogą sięgnąć po poradniki (jakże liczne) na temat mobbingu, to niech chociaż sięgną po ten tytuł.
 
Data przeczytania: 8-05-2013 (od: 1-04-2013)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                         3,5/5

wtorek, 19 marca 2013

Josef Mengele doktor z Auschwitz

Książka, której nie czyta się lekko a już na pewno nie przyjemnie. Oceniam ją jednak jako bardzo dobrą. Choć nie lubię dawać wysokich ocen dla tego typu historii. Historii, które opisują ludzką krzywdę wynikłą z chorej działalności oprawców. Jednak jakbym jej nie oceniała, trzeba przyznać, że autor w bardzo dobry, wnikliwy sposób przedstawia nam postać Josefa Mengele. Mężczyzny, który przez swoją działalność w czasie wojny skazała samego siebie na ukrywanie się do końca życia, rozstanie z rodziną, wieczne kombinowanie i ciągłe zmiany miejsca zamieszkanie a przede wszystkim rozstanie z synem i potępienie (zarówno ze strony najbliższych, jak i społeczeństwa).

Josef Mengele - to obozowy lekarz w Aushwitz, zwany "Doktorem Śmiercią". Potwór, diabeł w ludzkiej skórze - jak wypowiadali się o nim więźniowie. Wyzbyty z jakiejkolwiek dobroci. Celowo nie piszę "człowiek"...
Ciężko uwierzyć ale ten mężczyzna gdy w 1943 roku przyjechał do pracy w Aushwitz wiedząc, że do jego zadań będzie należał między innymi nadzór więźniów podczas egzekucji, nie przejawiał żadnych symptomów, że jest świetnym materiałem na potwora. Gdy w pierwszych dniach pobytu w obozie widział coraz większe sterty kart zgonu (które on musiał podpisać) dziwił się, że z każdym dniem przybywa ich coraz więcej. A gdy już dowiedział się, że to kapo katują więźniów zebrał ich w jednym miejscu i zakazał im tego. Początkowo też dobrze traktował więźniów i interweniował w ich sprawach. Tym bardziej ciężko uwierzyć, że człowiek tak szybko może się zmienić. Dla chorej idei, w którą uwierzył (i której hołdował), Mengele zmienił się w jednego z najgorszych diabłów czasów II wojny światowej.

W książce tej poznajemy go od czasów jego dzieciństwa, poprzez szkoły, do których uczęszczał. Poznajemy jego "pracę/działalność" w Aushwitz: tj. metody w jaki osiągał zamierzone cele (zbrodniczą medycynę) oraz późniejsze ukrywanie się po wojnie między innymi w Brazylii.

Sadysta, kat, potwór takimi słowami można określić tego osobnika, który był lekarzem, a który na miano lekarza nie zasługiwał. Jego pseudomedyczne działania przerażają, i wzbudzają obrzydzenie. Za najbardziej wstrząsające rozdziały uważam te zatytułowane: "Selekcje", "Bliźnięta i karły", "Zbrodnicza medycyna". W tych rozdziałach mamy największy wgląd w poczynania Mengelego, poznajemy motywy jakimi się kierował oraz sposoby w jaki swoje cele osiągał.
Na czym polegały jego makabryczne eksperymenty i jak ich dokonywał? Jak zachowywał się wobec kobiet ciężarnych i noworodków? Czy dzieci w obozie nazywające go "wujkiem doktorem" mogły liczyć na jego uznanie i dobroć względem nich? I wreszcie co stało się z doktorem Mengele po wojnie i czy otrzymał karę stosowną do swoich czynów? Odpowiedzi na te pytania i na wiele innych w książce.

Polecam osobom interesującym się II wojną światową i zbrodniami dokonanymi w tamtym okresie oraz tym, mającym mocne nerwy (ze względu na niektóre opisy).
 
Data przeczytania: 19-03-2013 (od: 9-02-2013)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                          3,5/5

czwartek, 28 lutego 2013

Tarantula

Książka podzielona jest na trzy części: "Pająk", "Jad" i "Ofiara".
W pierwszej części poznajemy Richarda Lafargue'a i piękną Ewę. Co łączy tych dwoje? Richard potrafi przynieść jej śniadanie do łóżka, jednocześnie będąc dla niej pełnym pogardy. Wrzeszczy na nią i szczerze jej nienawidzi, ale chodzą razem na przyjęcia... Do szewskiej pasji doprowadzają go takty piosenki "The Man I Love". Dlaczego akurat ta piosenka tak go denerwuje? Podczas gdy on idzie do pracy (a jest sławnym chirurgiem plastycznym), jego kobieta siedzi w domu zamknięta pod kluczem i oddaje się swoim zajęciom (m.in. grze na pianinie).
Ewa jest cicha i uległa. Kim dla Richarda jest Ewa? Czy to jego żona? Czy Richard jest jej kochankiem, czy bardziej alfonsem? Relacje między nimi są co najmniej niezdrowe.
W części tej oprócz doktora Lafargue'a i jego towarzyszki są też dwie inne osoby: niejaki Alex Barny oraz tajemniczy Vincent Moreau, którego poznajemy z całkowicie odrębnej historii, pisanej w książce kursywą. Historia z Vincentem w roli głównej brzmi bardziej jak osobne opowiadanie pisane przez jakiegoś obserwatora. Kim są dwaj mężczyźni? Czy maja jakiś związek z naszą dwójką bohaterów?
W części drugiej wciąż obserwujemy relacje między Ewą a Vincentem, poznajemy bardziej Alexa. Nadal wysłuchujemy historii uwięzionego Vincenta. I coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że "Tarantula" to książka, której motywami przewodnimi są: "kat", "ofiara", "zniewolenie", "uzależnienie". Bo jak widać wszyscy są tu od kogoś uzależnieni. Vincent od swojego kata, Alex od pewnego Legionisty gdy siedzi w urządzonym domu i jego zadaniem jest czekać, Ewa od Richarda (poniekąd też sam Richard od Ewy.)
W dodatku mamy mieszane uczucia w stosunku do bohaterów. Raz współczujemy Ewie. Potem żałujemy biednego Vincenta by z czasem odczuwać litość wobec samego Richarda.
Poznajemy też niejaką Viviane. Kim jest umieszczona w szpitalu psychiatrycznym kobieta? I czy w ogóle ma jakikolwiek związek z cała historią?
Trzecia część od pierwszych słów zaskakuje. Z tego też względu celowo nie opisze żadnych konkretów na temat tej ostatniej części. Tutaj wszystko się wyjaśnia, nic już nie jest takie jak sobie wyobrażaliśmy, a wszystko co przeczytaliśmy wcześniej zaczyna nam się pięknie układać w całość.

Teraz - co ja osobiście myślę o tej książce i czy polecam?
Otóż, gdy czytałam część pierwszą myślałam: "co za dziwna książka o wyrafinowanych metodach przemocy!". Po zapoznaniu się z częścią drugą stwierdziłam w myślach: "Ok, rozumiem, wiele się wyjaśniło, wiem już prawie wszystko. Reszty można się domyślić." Kiedy przeczytałam pierwsze kilka zdań części trzeciej... pomyślałam "Wow!". Po czym zamknęłam książkę, otworzyłam ponownie i drugi raz przeczytałam ten sam początek z niedowierzaniem w oczach.

Nie powiem dlaczego bo kto nie widział filmu i nie czytał książki powinien sam odkryć to, co ja odkryłam. Czy polecam? Osobom, które nie są wrażliwe na nagość, seks, brutalność jak najbardziej polecam. Książka jest ciekawa, o ile pierwsza część i cała jej dziwność i chaotyczność z początku sprawiła że zabrałam się za czytanie po kilku dniach przerwy, o tyle całą resztę pochłonęłam w jeden dzień do samego końca. Sama się dziwię, że to tylko 143 strony książki, a wydarzyło się tak wiele. To dowodzi temu, że wcale nie trzeba rozpisywać się na nie wiadomo jak długą powieść by móc przekazać tak wiele różnych przeżyć, emocji, opisów, charakterów postaci i jeszcze powiązać to z psychologicznym thrillerem (bo tak nazwałabym tą historię). Tym, co jest na plus w tej książce, jest to jak umiejętnie autor prowadzi czytelnika przez kolejne rozdziały, mydli mu oczy jednym, za chwilę pokazuje coś innego co sprawia, że czytający nie wie kto jest kim w książce, zakręca czytelnikiem jak korkiem od ruskiej butelki a na koniec daje mu po prostu bombę(zupełnie tak, jakby chciał powiedzieć: "Patrz czytelniku, przecież to od początku było takie proste, a ty dopiero teraz otworzyłeś oczy.")

Do przeczytania książki zachęcam, historia wciąga i nie daje o sobie zapomnieć. Polecam zapoznanie się z wersją papierową. Sama film obejrzę dopiero teraz gdy już znam treść książki. I dobrze, że w ten sposób. Warto było powoli dawkować sobie ten końcowy moment zaskoczenia.
 
Data przeczytania: 28-02-2013 (od: 25-02-2013)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                         3,5/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty