wtorek, 30 czerwca 2026

#8 TBR 2026 lipiec - grudzień

Wraz z nadejściem czerwca oraz w związku z ukończeniem ostatniej planowansj książki z TBR-u na pierwsze półrocze 2026 toku, przyszedł czas na ustalenie kolejnych planów czytelniczych, tym razem obejmujących drugą połowę roku. Tradycyjnie, moje wybory zawierają trzy polskie i trzy zagraniczne tytuły.
Zapraszam do zapoznania się z poniższą listą książek, po które zamierzam sięgnąć w nadchodzącym półroczu.


                                                                   Lista TBR-owej szóstki


3. "Na zachodzie bez zmian" (Erich Maria Remarque)
4. "Konopielka" (Edward Redliński)
6. "Uwierz w Mikołaja" (Magdalena Witkiewicz)

Jako, że niemal rok minął od ukończenia czwartego tomu słynnego cyklu o przygodach młodego czarodzieja, jak najbardziej zasadne jest rozpocząć nową szóstkę książek wybranych na ten rok właśnie od piątego tomu cyklu. Początek lata powinien więc upłynąć mi z książką "Harry Potter i Zakon Feniksa". Jestem bardzo ciekawa dalszych losów Pottera i jego przyjaciół. Mam też nadzieję, że uda mi się ukończyć tą książkę w planowanym przeze mnie czasie tak, żeby zmieścić się w jednym miesiącu.

Skoro będziemmy mieć pełnię lata, to nie mogło zabraknąć czegoś związanego z letnim klimatem. Dlatego mój wybór padł na "Wakacje pod morzem" Marty Bijan. Po lekturze "Muchomorów w cukrze", spodziewam się, że również ta książka będzie miała podobny klimat. Moim zamiarem jest przekonać się o tym jeszcze tego lata.

"Na zachodzie bez zmian" Remarque'a to książka, którą brałam pod uwagę gdy planowałem poprzednie TBR-y. Od niej miałam rozpocząć przygodę z tym Autorem. Ostateczne wybrałam "Łuk triumfalny", co okazało się być dobrym wyborem. Tym razem liczę na równie dobrą lekturę. 

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem przeczytaniu "Konopielki". Sporo dobrego słyszałam o tej książce. Poza tym to klasyka, po którą nie sięgam często. Tym bardziej - podczas moich poszukiwań polskiego tytułu - uznałam, że dobrze byłoby umieścić w tym zestawieniu książkę Edwarda Redlińskiego, która prawdopodobnie już drugi rok czeka na swoją kolej.

Kilka miesięcy temu, podczas przeglądu moich półek z zagraniczne literaturą piękną, wpadła mi w ręce książka "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)". Jest to jeden z takich tytułów, który czeka na przeczytanie od paru lat. Prawdopodobnie jeszcze dłużej, jeśli brać pod uwagę czas, w którym dowiedziałem się o jej istnieniu i czytałam pochlebne recenzje dzieła Jerome K. Jerome. Zamarzyło mi się, aby sięgnąć po nią właśnie w tym roku.

Chwilę zastanawiałam się, którą z rodzimych książek wybrać jako grudniową książkę. Miałam kilka typów, które - sama nie wiem dlaczego - były głównie thrillerami, bądź literaturą detektywistyczną (od Mossa, przez Chmielarza po Ałbenę Grabowską). Już miałam którąś z nich wybrać, kiedy "oświeciło mnie", że skoro mamy mieć koniec roku, zimę i świąteczny czas, to najlepszym wyborem będzie książka, o której myślałam od dawna, ale kupiłam ją gdy było już po świętach i jakoś głupio było zabierać się za nią na przełomie marca i kwietnia. Ponadto, właśnie w okołoświątecznym okresie często chodziłam do kina na polskie komedie romantyczne ze świątecznym klimatem (co również tyczy się ekranizacji wybranego tytułu). Dlatego w te święta postanowiłam, że nie może zabraknąć "Uwierz w Mikołaja" Magdaleny Witkiewicz. Liczę na przednią rozrywkę równą ekranizacji, albo nawet i lepszą.

Zapraszam do śledzenia postępów tego wyzwania oraz pozostałych książek spoza TBR-owego zestawienia. które będą pojawiały się w nadchodzącym półroczu.

Podsumowanie czerwca

🍒 W czerwcu ukończyłam tylko cztery książki, z których jedynie jedna okazała się być niezła, a pozostałe trzy to marne romansidła.

Miesiąc rozpoczęłam od lektury mało wciągającego romansu "Tajemnica hiszpańskiej winnicy", autorstwa Trish Morey, która choć nie była tragiczna, to jej lektura ciągnęła się bardzo długo, bo aż trzy tygodnie. Zważywszy na to, iż ta książka nie jest długa, to bardzo słabo.

W połowie miesiąca przeczytałam kolejny kiepski harlequinowy romans Lynne Graham zatytułowany "Jesteś moim cudem". Było to harlequinowe romansidło, równe poziomem tej poprzedniej książki. Jedyną różnicą jest fakt, iż tą znaczenie szybciej przeczytałam.

"Kto zabił mamusię?" Małgorzaty Starosty, to komedia kryminalna, która miała fajny początek i zwiastowała naprawdę udaną lekturę. Jednak im bliżej końca książki, tym bardziej oczekiwałam jakichś większych wydarzeń. Tymczasem, po połowie książki, odnosi się wrażenie, jakby bohaterowie kręcili się w miejscu. Wszystko wyjaśniło się w dwóch ostatnich rozdziałach, a ja pozostałam z poczuciem niedosytu. Jeśli brać pod uwagę rozrywkę i humor - było w porządku, ale nie aż tak dobrze, żeby śmiać się do rozpuku.

"Miłość wbrew zasadom" autorstwa Lucy King to trzecie ukończone w tym miesiącu harlequinowe romansidło, które choć było nieco lepsze od dwóch poprzednich, to trochę rozczarowało. Przez pierwszą połowę zapowiadał się nieźle. Wszystko popsuło się wraz ze zwiększająca się moją irytacją spowodowaną zachowaniem głównego bohtera. 

Wraz z końcem czerwca nadszedł czas na zestawienie kolejnej szóstki książek do przeczytania na ten rok. Zapraszam więc do zapoznania się z drugim w tym roku TBR-em na miesiące lipiec-grudzień 2026 🌳


Czerwiec w liczbach:

Przeczytanych książek: 4
Łączna liczba stron czytanych książek: 784
Komedia kryminalna: 1
Literatura obyczajowa/Romans: 3



wtorek, 23 czerwca 2026

Miłość wbrew zasadom

W tym harlequinowym romansie z serii "Światowe Życie" wyruszamy do Grecji, gdzie poznajemy Zandera Stanhope'a. Facet zmienia kobiety jak rękawiczki, uznając "zasadę jednej nocy". Pewnego dnia poznaje on Mę Halliday, z którą oczywiście spędza noc. Miało być według zasad, a staje się inaczej...
Czy Mia usidli wiecznego playboya? Czy jest coś, co może sprawić, że Zander porzuci swoje zasady dla tej jedynej? Odpowiedzi na te i inne pytania należy szukać w książce Lucy King.
 
Jeśli chodzi o tą opowieść, to ma niezły początek. Po pierwszej połowie zaczyna nieco wiać nudą. Ot, taka sobie para, która postanawia być ze sobą z rozsądku, a kończy się wiadomo - jak zawsze. Nic więc odkrywczego. Minus za naiwność głównej bohaterki - cóż, jakby nie było: facet jest antypatyczny, raczej mało rokujący na przyszłość i mimo wszystko mogła była rzucić go w diabły i pójść w swoją stronę. Tylko, że wtedy nie byłoby tej historii.
 
Przeciętne, lekkie czytało, którego historia (pomimo znośnej treści) nie pozostanie na dłużej w pamięci.

Data przeczytania: 23-06-2026 (od: 13-06-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2/5                         5/10                          2,5/5

 


wtorek, 16 czerwca 2026

Kto zabił mamusię?

Pewnego dnia Małgonia dowiaduje się o śmierci swojej byłej teściowej. Zagadka jej śmierci jest dziwna i ekscytująca, tym bardziej, gdy Małgonia dowiaduje się, że denatka zostawiła dla niej list ze wskazówkami dotyczącymi nie tylko jej tajemniczej śmierci, ale też zagadkowego morderstwa sprzed lat. Małgorzata Starosta, wraz z obecną teściową Małgorzatą Starostą (seniorką), niezawodną, zwariowaną przyjaciółką Barbarą (dla znajomych Barbs) oraz z pomocą podkomisarza Bączka, wezmą sobie za cel rozwikłać obie tajemnicze śmierci.
 
Typowa komedia kryminalna, napisana lekkim piórem, pełna zabawnych sytuacji oraz śmiesznych dialogów. Komedia omyłek z dobrze zapowiadającą się fabułą. Tylko "dobrze zapowiadającą", gdyż po pierwsze: można było domyślić się niektórych rzeczy, więc niewiele mnie tutaj zaskoczyło; po drugie: kilka ostatnich rozdziałów przed końcem wydały się być nieco chaotyczne, a to z kolei sprawiało, że zaczynałam wypatrywać końca tej opowieści.
 
Oba te fakty nie przeszkadzają w czytaniu, bo jest to komedia kryminalna i - jak wiadomo - ten gatunek rządzi się swoimi prawami. Dlatego też nie musiała to być doskonała książka, żeby dobrze się bawić podczas lektury. Z pewnością broni się ona dobrym humorem. Fabularnie czuję delikatny niedosyt. Tym bardziej, że jeśli brać pod uwagę umiejętność tworzenia zabawnych, a przy tym ciekawych i wciągających historii, to Panią Małgorzatę Starostę zdecydowanie stać na więcej.

Data przeczytania: 16-06-2026 (od: 30-05-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10           2,5/5                     5/10                         2,5/5

niedziela, 14 czerwca 2026

Jesteś moim cudem

CYKL: "CINDERELLA SISTER FOR BILLIONAIRES" (TOM 2) 


W tym harlequinowym romansie z serii "Światowe Życie" mamy nawiązania do poprzedniego tomu z cyklu "Cinderella Sister for Billionaires". Tym razem główną bohaterką jest Alana Davison - siostra znanej z książki "Smak miłości" Skye. Dziewczyna jest pokojówką, która ze swoje pensji ledwo wiąże koniec z końcem. Tymczasem Ares Sarris ma możliwość odziedziczenia sporego majątku rodzinnego, ale jest jeden warunek: musi się ożenić. Jedna kandydatka, właśnie nie dochowała warunków umowy, co mężczyzna jej wypomina. Przypadkowo ich wymianę zdań słyszy Alana, która wpada na świetny pomysł. Dziewczyna proponuje Aresowi, że to właśnie ona może zostać jego żoną. To, co początkowo miało być tylko układem, z czasem przeradza się w uczucie, którego Ares wcale nie oczekiwał...
Jak potoczą się losy Aresa i Alany? Czy ich układ ma szansę stać się trwałym, pełnym miłości związkiem? Tego należy dowiedzieć się z książki Lynne Graham.
 
Ten romans wykorzystuje motywy fake dating i trochę enemie to lovers (głownie w pierwszej połowie). Historia jest mocno przeciętna, mało interesująca. On chce fałszywej narzeczonej. Akurat nadarza się okazja: pojawia się Alana, która decyduje się wyjść za milionera, bo akurat potrzebuje pieniędzy. Znany motyw w tych historyjkach. Całość byłaby jeszcze do przełknięcia, gdyby ie kilka ostatnich rozdziałów, w których nasi bohaterowie zaczynają irytować swoim zachowaniem - zwłaszcza dotyczy to głównego bohatera.
 
Na minus także korekta - w książce dopatrzyłam się paru literówek, a także braków całych spójników, czy też przyimków. 
Ogólnie mówiąc ten romans to taka mało ciekawa opowiastka z kilkoma scenami erotycznymi. Do przeczytania na raz. Z pewnością szybko uleci z pamięci. 

Data przeczytania: 14-06-2026 (od: 6-06-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                          2/5

piątek, 5 czerwca 2026

Tajemnica hiszpańskiej winnicy

W tym harlequinowym romansie z cyklu "Światowe Życie Extra", poznajemy Simone Hamilton, która pewnego dnia przyjeżdża do Hiszpanii. Przed laty rodzinna winnica weszła w posiadanie rodziny Esquivelów. Dziadek dziewczyny jest bardzo chory, więc Simone chce aby odszedł spokojnie, ze świadomością, że jego ukochana winnica pozostanie w rękach rodziny. Simone wpada na genialny pomysł - postanawia wyjść za Alesandra Esquivela, tylko po to, żeby odzyskać winnicę dziadka. Małżeństwo ma być tylko tymczasowe. Alesandro godzi się, gdyż zauważa w tej propozycji wiele korzyści dla siebie...
Jak potoczą się losy Simone i Alesandra? Czy będą zgodnym małżeństwem? Jak zareaguje senior rodu na wieść o ślubie wnuczki? Tego należy dowiedzieć się z lektury ksiażki Trish Morey.
 
Wprawdzie ten romans nie był totalną katastrofą, ale był tak nijaki, że te sto sześćdziesiąt stron czytałam niemal przez miesiąc. Autorka serwuje nam fabułę z motywem fake dating oraz enemies to lovers. Tytuł wskazuje na wielką tajemnicę, która wyjaśnia sie pod koniec, ale nie jest aż tak wielka, jak można by sobie było wyobrażać. Historia jest schematyczna, wtórna, mało wciągająca, do tego pod koniec pojawiają się między bohaterami głupie dialogi.
 
To jeden z tych mało ciekawych romansów z tych, które ani ziębią, ani grzeją. Nie polecam.

Data przeczytania5-06-2026 (od: 13-05-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                          2/5

niedziela, 31 maja 2026

Podsumowanie maja

🌱 W maju przeczytałam dziewięć książek, z których większość to literatura obyczajowa (gorszej i lepszej jakości). Znalazło się również miejsce dla dwóch ciekawych thrillerów oraz udało się przeczytać kolejną książkę z mojego TBR-u na to półrocze.

Pierwszy tydzień maja rozpoczęłam od przeczytania trzech harlequinowych romansideł, z których dwa były słabymi historiami ("Niezapomniany wernisaż" autorstwa Lucy King i "Życie na Manhattanie" autorstwa Lucy Monroe) oraz całkiem niezły romans "Kobieta w czerwieni", której Autorką jest Elizabeth Bevarly). Spośród tej trójki, zdecydowanie najlepiej wypadła ta trzecia, gdyż poza zwyczajnym romansem, czytelnik może obserwować tajemnicę głównej bohaterki, a co za tym idzie - coraz bardziej wciągać się w historię. I choć nie są to wyżyny literatury, to nawet dobrze spędziłam czas z tą książką.
 
Drugi tydzień maja należał do thrillera Tarryn Fisher "Bad Mommy. Zła mama", w którym to - poza śledzeniem głównej historii - mogłam przyjrzeć się niektórym postaciom oraz obserwować ich psychikę i zachowania podczas niektórych działań. Dobra książka, z którą warto się zapoznać. Przy czym warto nadmienić, iż może nie przypaść do gustu tym czytelnikom, którzy liczą na jakieś większe zbrodnie, czy detektywistyczne śledztwa.
 
Z książką Lynne Graham, zatytułowaną "Francuski kochanek", nie wiązałam większych nadziei. Może to i lepiej, bo okazała się kolejnym słabym romansidłem, z rodzaju tych, które raczej nie zapadną na dłużej w pamięci.
 
Z pewnością rzeczą wartą uwagi jest książka "Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy" autorstwa Marilyn Monroe to książka, która może zaskoczyć nawet fana tej Aktorki. Bo to nie jest kolejna biografia, do których mogliśmy przyzwyczaić się w ostatnich dekadach. Tym razem mamy do czynienia z faktycznymi listami, odręcznymi zapiskami Monroe, które notowała w swoich dziennikach, czy też notesach. Niektóre są zwyczajnymi notatkami dotyczącymi jej codzienności, inne wierszami, przemyśleniami, a jeszcze inne wyrażają jej wielki ból i krzywdę, którą doświadczała, a których konsekwencją było tak  naprawdę osamotnienie, Wszystkie te zapiski prowadzą do jednego: mogą pokazać nam Marilyn z zupełnie innej strony - bardziej wrażliwej, ludzkiej, bez maski hollywodzkiej superstar.
 
Spore nadzieje wiązałam z książką "Góry śpiewają" wietnamskiej Autorki Nguyễn Phan Quế Mai. Jest to saga rodzinna, którą porównuje się do innej tego typu opowieści - mianowicie "Pachinko". Według mnie jest to triche nietrafione porównanie, bo wspomnianą książkę Min Jin Lee czytało mi się zupełnie inaczej - z większym zaangażowaniem w wydarzenia. W przypadku opowieści Dieu Lan, jej podrózży i historii jej życia, niestety przyszło rozczarowanie. A szkoda, bo książka miała potencjał. Co jednak wcale nie znaczy, że skoro mnie się nie spodobała, to komuś również się nie spodoba. Warto przeczytać, choćby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie.
 
Końcem miesiąca przeczytałam drugi tom cyklu "No Better Friends", czyli książkę Kamilii Kolińskiej (znanej jako "Zocharett), zatytułowanej "Benjamin nie potrafił zapomnieć", czyli dalsze losy Benjamina i jego nowych przyjaciół. Książka, która trzyma poziom pierwszego tomu ("Genevieve nie mówiła wszystkiego"). Warto się zapoznać, ale najlepiej po lekturze "jedynki".
 
Miesiąc zakończyłam książką "Pamiętnik mojej siostry" autorstwa Loreth Anne White. Jest to ciekawa powieść detektywistyczna, w której mamy zagadkę morderstwa sprzed ponad czterdziestu lat. Pai detektyw Jane Munro będzie próbowała odnaleźć mordercę nastolatki, którą w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zakopano pod kapliczką na Hemlocku. Historia, która ma swoje słabsze chwile. Warto jednak dać jej szansę, bo to jest jednak z tych książek, które rozkręcają się pomału, na koniec zaskakując czytelnika.
 
Wciąż kontynuuję ksiązki, które mam zaczęte. W planach jest tez kilka nowych tytułów (niektóre zaczęłam już  maju). A już w czerwcu zamierzam przygotować kolejną listę TBR na lipiec - grudzień!
 
Zapraszam do obserwowania mojego bloga oraz komentowania postów. Za każdy serdecznie Wam dziękuję 🌷


Maj w liczbach:

Przeczytanych książek: 9
Łączna liczba stron czytanych książek: 2512
Biografia/Autobiografia/Dziennik: 1
Literatura historyczna: 1
Literatura obyczajowa/Romans: 5
Thriller/Kryminał/Sensacja: 2



sobota, 30 maja 2026

Pamiętnik mojej siostry

Wraz z bohaterami powieści kryminalnej Loreth Anne White przenosimy się do Kanady. To właśnie tutaj dokonano makabrycznego odkrycia: podczas prowadzonych prac budowlanych ujawniono ludzki szkielet. Najprawdopodobniej kobiety, gdyż wciąż posiadał damski but na platformie. Śledztwa podejmuje się detektyw Jane Munro, która sama od wielu miesięcy czeka na jakiekolwiek wieści o jej zaginionym mężu. Wszystkie dowody wskazują, że odnalezione ludzkie szczątki należą do uznanej za zaginioną ponad czterdzieści lat temu Annalise Jansen...
Tymczasem, gdy o makabrycznym odkryciu dowiaduje się grupa sześciu przyjaciół, po pierwszym szoku zaczynają się: niepewność i wzajemne podejrzenia...
Czy zawarty ponad czterdzieści lat temu pakt Szóstki z Shoreview będzie na tyle silny, że nawet policja nie będzie w stanie go złamać? Co się wydarzyło wiele lat temu? Kto i dlaczego zamordował nastolatkę? Tego należy się dowiedzieć z lektury książki.

"Pamiętnik mojej siostry" to bardziej thriller detektywistyczny. Mamy tu panią detektyw, której przydzielono sprawę zadawnionego morderstwa. Od tej pory, wraz ze swoim zespołem, próbuje ona odnaleźć mordercę nastolatki. Ponadto, mamy rodzinę zmarłej oraz grupę przyjaciół, którą przed laty (podczas pierwszego dochodzenia) nazwano "Szóstką z Shoreview". Autorka buduje największe napięcie właśnie w rozdziałach poświęconych grupie przyjaciół Annalise. Pozostałe rozdziały przenoszą do pobocznych postaci, jak na przykład: biuro pani detektyw Munro, rodzice i siostra Annalise, dwójka rządnych sensacji reporterów, czy inne osoby powiązane ze sprawą sprzed lat.

Akcję nieco spowalniają opisy silące się na naukowe wywody podczas niektórych tematów. Te fragmenty są mniej interesujące, jednak potrzebne, gdyż pełnią rolę wyjaśniającą czytelnikowi meandry detektywistycznej wiedzy.
 
Moje pierwsze spotkanie z piórem Loreth Anne White uważam za dobre. Pomimo tych spowolnień jest to interesujący thriller. Rozdziały nie są długie, co jeszcze bardziej ułatwia czytanie. Mamy tajemnicę, która z czasem coraz bardziej się wikła, prowadząc do zaskakującego zakończenia. I choć nie jest to thriller tak angażujący jak "Pomoc domowa", czy choćby "Zanim zasnę", to jednak warto dać szansę tej książce.

Data przeczytania: 30-05-2026 (od: 22-05-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

wtorek, 26 maja 2026

Benjamin nie potrafił zapomnieć

CYKL: "NO BETTER FRIENDS" (TOM 2)


Dalsze losy Benjamina Lowella i jego przyjaciół - Dominicka, Geneviebe, Ronnie, Tiny, Louisa i Stana, których poznaliśmy w pierwszym tomie cyklu "No Better Friends", zatytułowanej "Genevieve nie mówiła wszystkiego". Benjamin odnalazł swoje miejsce na ziemi w Cleveland, w hotelu Lindy, ale czy aby na pewno? Pewnego dnia, ten jego niczym niezmącony spokój zostaje wystawiony na próbę, z chwilą otrzymania pierwszego listu z pogróżkami. Jakby tego było mało, jego przyjaciółka - Genevieve 
McKenney - również zaczyna dostawać pogróżki. Od tej pory, z każdym kolejnym tygodniem, sielankowy świat Bena zaczyna się walić. Problemy w szkole, poważne napięcia w jego relacji z Dominickiem, kłopoty Louisa... Kto chce zaszkodzić przyjaciołom? Kto tak bardzo chce uprzykrzyć im życie, że nie cofnie się przed niczym aby osiągnąć cel? Czy wszystkie te nieszczęścia, które spotykają Benjamina i Louisa mają ze sobą jakiś związek? Tego należy dowiedzieć się z lektury drugiego tomu z cyklu "No Better Friends" Kamili Kolińskiej.

Z uwagi na to, iż jest to kontynuacja, nie mogę zbyt wiele zdradzić, żeby nie zaspojlerować wydarzeń z pierwszego tomu. Za to mogę szczerze stwierdzić, że drugi tom cyklu trzyma poziom "jedynki", a co za tym idzie, jest dobrą kontynuacją opowieści. Pokazuje czytelnikowi, że przebaczenie może mieć wielką moc oraz to, jak ważne jest by nie stracić w życiu tego, co istotne - miłości i przyjaźni.
 
Mamy tu kolejną tajemnicę do rozwiązania, trochę dramatów, a pod koniec Autorka potrzyma czytelnika w napięciu. I choć w kilku momentach może być nieco przewidywalna, to tą historię wciąż dobrze się czyta, co jest też zasługą niektórych zabawnych dialogów i ciętych ripost bohaterów.
 
Dobra książka, którą warto poznać, ale najlepiej po lekturze pierwszej części, gdyż w paru miejscach nawiązuje do wydarzeń z pierwszego tomu. 

Data przeczytania26-05-2026 (od: 1-03-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

poniedziałek, 18 maja 2026

Góry śpiewają

W książce Nguyễn Phan Quế Mai poznajemy Dieu Lan - staruszkę, która opowiada swojej wnuczce Hương historię swojego życia. Opowieść przedstawiona w książce traktuje o poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi, o nędzy wywołanej kolejnymi wojnami, ale też o przebaczeniu, Jest osadzona w dwóch liniach czasowych - latach pięćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W tle mamy między innymi: wojnę w Wietnamie, czasy Wielkiego Głodu oraz Reformę Rolną, która miała ogromny wpływ na życie Dieu Lan i jej rodziny. Najpierw poznajemy ją jako małą dziewczynkę, później jako kobietę, która wraz z sześciorgiem dzieci zmuszona jest opuścić swoje gospodarstwo i wyruszyć w pełną niebezpieczeństw wędrówkę.
 
W opisie książki czytamy, że jest to "poetycka i poruszająca saga rodzinna". Tak, zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to saga rodzinna i w niektórych momentach można ją nazwać poetycko opowiedzianą. Jednak mnie nie poruszyła, natomiast ta poetyckość chwilami nużyła. Do tego stopnia, że po przeczytaniu pierwszych rozdziałów, musiałam zacząć ją od nowa, gdyż nie mogłam wciągnąć się w tą historię. Na początku książki kilkakrotnie miałam poczucie, że chyba nie podołam tej książce. Miałam jednak nadzieję, że z czasem ta opowieść się rozkręci. I tak było, ale dopiero w drugiej połowie książki. Jej pierwsza połowa to: rozwleczone opisy wojennych przeżyć, głodu, biedy i tęsknoty. Tak, zgadzam się: losy Dieu Lan i jej rodziny są chwilami wstrząsające (zwłaszcza historia Minha). Jednakże, przeskoki czasowe wprowadzają tutaj sporo chaosu, co nie pozwalało mi skupić się na tej historii oraz czerpać z niej tyle, ile zapewne czerpałabym, gdyby napisano ją bez przenoszenia się w kółko z lat pięćdziesiątych do siedemdziesiątych i z powrotem.
 
Mamy tu dużo ówczesnej polityki (zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę pierwszą połowę książki), co też nie zawsze mnie interesowało. Do tego nagromadzenie sporej ilości podobnie brzmiących, wietnamskich imion również nie ułatwiało lektury. Tak samo, jak niektóre wtrącenia wietnamskich wyrazów, bądź całych zdań, które nie zawsze są przetłumaczone. Wszystko to czyni tą książkę toporną w odbiorze.
 
Co więcej, czytamy w opisie, że książka Nguyễn Phan Quế Mai to "idealna lektura dla czytelników <<Pachinko>>". No tak, między innymi dlatego skusiłam się na jej przeczytanie. Trochę mnie złości to porównanie. Bez przesady, nie obrażajmy powieści Min Jin Lee, bo obie książki łączy jedynie fakt, iż są to sagi rodzinne mające miejsce w jednym z azjatyckich krajów i nic poza tym. I tu też bym polemizowała, bo powieść pani Nguyễn Phan Quế Mai bazuje głównie na wielkiej wędrówce Dieu Lan, drodze powrotnej celem odzyskania dzieci oraz na życiu miłosnym Hương i tajemnicy jej matki, podczas gdy w "Pachinko" ujęto wielopokoleniową historię na tle wojennych wydarzeń w Korei. Tam mieliśmy o wiele więcej ciekawych opowieści poszczególnych osób, konsekwencji ich wyborów i rodzinnych powiązań. W przypadku "Góry śpiewają" mam wrażenie, że Autorka bardzo pobieżnie potraktowała temat, skupiając się na kilku wątkach.  Szkoda, bo byłam ciekawa historii pozostałych członków rodziny Dieu Lan, a dostałam pobieżne informacje przedstawione tylko z puntu widzenia jednej kobiety.
 
Jednak, żeby nie było tak całkiem źle, są też plusy. Książka jest ładnie wydana. Użyto wygodnej czcionki. przyjemnej dla oczu  (prawdopodobnie Bookman Old Style). Rozdziały są długie, ale podzielone trzema gwiazdkami, więc można na chwilę przerwać. Twarda oprawa, przyjemna w dotyku, barwne wklejki w środku. Co do samej fabuły: podobały mi się rozdziały: "Droga na południe", "Wędrówka", "Sekret mojej mamy", "Miejsce przeznaczenia" (czyli te zaczynające się po dwusetnej stronie), choć niektóre z nich są wstrząsające i chwilami przewidywalne, to jednak były najbardziej interesujące. Na plus zasługuje też rozdział "Wujek Minh", postać tego człowieka i jego przeżycia, które opisano najdokładniej tylko w tym rozdziale oraz zaskakujące zakończenie.
 
W mojej ogólnej ocenie uznaję "Góry śpiewają" za przeciętną książkę i to tylko dzięki jej drugiej połowie, która uczyniła tą opowieść trochę ciekawszą i bardziej dynamiczną. Przez porównanie do "Pachinko" liczyłam na równie wciągającą historię, która nie pozwoli oderwać się od książki. Tymczasem, czytałam ją trochę na siłę. Początkowo mając nadzieję, że historia mnie zaintryguje, z czasem - przyzwyczajona do ciągłych przeskoków czasowych, trudnych imion i mało interesującej fabuły - czytałam już tylko po to, żeby ją skończyć, gdyż nie lubię zostawiać niedokończonych książek.
 
Nie zniechęcam do lektury, bo każdy powinien wyrobić sobie o niej swoje zdanie. Nie odradzam, jeśli ktoś lubi wciągające, pełne dramatów historie rodzinne, oparte na rzeczywistych wydarzeniach historycznych. Zwracam jednak uwagę, że akurat ta książka nie od razu wciąga, chwilami może zmęczyć politycznym bełkotem, lub nadmierną poetyckością, czy też brakiem przetłumaczenia wietnamskich zwrotów.
 
Szkoda, bo sądziłam, że książka mnie pochłonie, będzie kolejną sagą rodzinną, która na długo pozostanie w mojej pamięci. Przyszło rozczarowanie i książka, której bohaterowie raczej nie zostaną ze mną na dłużej.

Data przeczytania18-04-2026 (od: 15-04-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2,5/5                      5/10                          2,5/5

czwartek, 14 maja 2026

Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy

Książka, która kilkanaście lat czekała  u mnie na przeczytanie nie jest kolejną biografią o Marilyn Monroe. Suche fakty  z jej życia - tak dobrze znane, bo też wielokrotnie objaśniane w kolejnych opracowaniach na jej temat - tutaj są jedynie umieszczone w kalendarium na końcu książki. Istotą tego opracowania są teksty samej Marilyn. A właściwie fragmenty jej osobistych notatek, zapisków, wierszy i listów, etc. Po śmierci Marilyn Monroe, wszystkie jej osobiste rzeczy trafiły do Lee Strasberga, z kolei po jego śmierci otrzymała je wdowa po nim - Paula Strasberg. To właśnie ona znalazła podczas porządków zapiski Monroe, które aktorka notowała na przeróżnych kartkach.
 
Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do publikowania dzienników i pamiętników różnych artystów. Zwłaszcza, kiedy są one wydawane po ich śmierci - a przeważnie właśnie wtedy tak się dzieje. Gdy je widzę, nie mogę nie zadać sobie pytania: czy aby na pewno ta osoba chciałaby, aby wydano jej luźne przemyślenia, intymne zapiski, które po napisaniu lądowały w szufladzie (a więc z założenia - nikt nie miał ich oglądać). W takich momentach przypominam sobie jednak "Dzienniki 1950-1962" Sylvii Plath, które choć są również osobiste, to jednak bardzo wartościowe z punktu widzenia ich przekazu merytorycznego.

Tutaj mamy do czynienia nie tylko z krótkimi notatkami zawierającymi przemyślenia Marilyn na temat życia, otaczającego ją świata, tego jak postrzegają ją inni, ale też jej emocjonalne zapiski w postaci pełnych melancholii wierszy, czy też "złotych myśli", które zapisywała na luźnych kartkach. Dzięki tym materiałom czytelnik wielokrotnie na wrażenie, że wchodzi w duszę Monroe, zagląda w głąb jej umysłu, poznaje jej lęki i niepokoje - jest to szczególnie odczuwalne podczas czytania jej notatek z sesji terapeutycznych, opisywanych snów, czy też listów do psychoterapeutów (między innymi do dr Margaret Hohenberg i dr Greensona), zwłaszcza jeśli brać pod uwagę jej spostrzeżenia na temat swojego kilkudniowego pobytu w szpitalu psychiatrycznym.  Tak samo w przypadku jej wierszy, które pokazują nam "inną Monroe" - tą wrażliwą, emocjonalną, która lubiła układać w wersy swoje głębokie przemyślenia egzystencjalne, często nadając im mroczne, depresyjne tło.
 
Jej luźne zapiski pokazują ją jako zwyczajną dziewczynę o różnych zainteresowaniach, która lubiła czasem coś upichcić w swojej kuchni - o czym świadczą zapisane w pośpiechu przepisy. Notatki i spostrzeżenia odkrywają jej mądrość i pokazują, że nie była głupią blondynką - jak wielokrotnie sądzono. Przeciwnie: wykazywała chęć ciągłego doskonalenia się i kształcenia, gdyż ciągle czuła potrzebę bycia lepszą w zawodzie aktorki.
 
Można przeczytać wiele biografii o tej aktorce, ale prawdopodobnie żadna z nich nie odzwierciedli tego, jaką osobą była Marilyn Monroe - tak naprawdę. Taką bez maski hollywoodzkiej gwiazdy. Dzięki zebranym materiałom, a także zamieszczonym fotografiom (które pokazują nam Marilyn siedzącą na kanapie z książką w ręku, a nie seksowną blondynkę, zmysłowo patrzącą w obiektyw aparatu), możemy poznać tą legendę kina od innej strony - tej ludzkiej, pełnej wrażliwości, chęci życia i spełniania się zawodowo, ale też cierpiącej i pogubionej.
 
Książkę polecam nie tylko miłośnikom aktorki, ale też każdemu, kto chciałby zobaczyć właśnie tą drugą, mniej znaną stronę Marilyn Monroe.

Data przeczytania14-05-2026 (od: 28-04-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3,5/5                      3/10                          3/5

środa, 13 maja 2026

Francuski kochanek

CYKL: "MARIAGE BY COMMAND" (TOM 3)

 

W tym harlequinowym romansie z serii "Światowe Życie", poznajemy Navarre Caziera - francuskiego przemysłowca Pewnego dnia przyłapuje on w swoim pokoju hotelowym dziewczynę, która usiłuje ukraść jego laptopa. Tą dziewczyną okazuje się być Tawny Baxter - pokojówka, która (za namową przyjaciółki Julie) zgodziła się zabrać jego laptop, aby skasować zdjęcia kompromitujące Julie. Gdy na jaw wychodzi podstęp, a Navarre zaczyna twierdzić, że Tawny chciała sprzedać prasie informacje na jego temat, dziewczyna zaczyna rozumieć, że padła ofiarą wielkiej nieuczciwości. Jest już jednak za późno na wyjaśnienia. Zamiast wydać ją policji Navarre postanawia wykorzystać tą sytuację - Tawny przez kilka dni ma udawać jego narzeczoną. Później oboje pójdą w swoją stronę. Ona nie straci pracy pokojówki, on w końcu zakończy plotki o jego rzekomym romansie.

Jak potoczą się losy bohaterów? Czy uda się uciszyć plotki? Co jeszcze się wydarzy? Tego należy dowiedzieć się z lektury książki Lynne Graham.

Co my tu mamy? Akcję osadzoną trochę w Londynie, a trochę w Paryżu;. Motywy fake dating i enemies to lovers, choć w przypadku tego drugiego - występuje on głównie w pierwszej połowie i jest mizerny. Ponadto, mamy dziewicę, która pod wpływem nagłego przypływu pożądania idzie do łóżka z praktycznie mało znanym jej facetem oraz owego faceta, który po uświadomieniu sobie, że kochał się bez zabezpieczenia dostaje ataku paniki i pokazuje prawdziwą twarz. Co na to Tawny? Cóż, zraniona acz wielce zakochana, nie widzi świata poza sowim francuskim kochankiem...

Historia przewidywana, schematyczna i naiwna jak większość tego typu opowiastek. Irytujący główny bohater i kolejna głupiutka gąska, której czytelnik nie przyklaskuje, a wręcz przeciwnie - woła: "uciekaj dziewczyno gdzie pieprz rośnie!". Odrobinę zaskoczenia na koniec nie ratuje sytuacji, czyniąc tą historię jeszcze bardziej pokręconą i nieprawdopodobną. Książki nie polecam.

Data przeczytania13-05-2026 (od: 13-05-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                          1,5/5

niedziela, 10 maja 2026

Bad Mommy. Zła mama

W książce Tarryn Fisher poznajemy szczęśliwe małżeństwo ze Stanów Zjednoczonych - Dariusa Avery i jego piękną żonę Jolene. Razem wychowują małą Mercy Moon. Poza małżeństwem Avery'ch, poznajemy też niejaką Fig Coxbury. Dziewczyna nie miała w życiu łatwo. W przeszłości straciła dziecko, co mocno odcisnęło się na jej psychice. Pewnego dnia, Fig tak bardzo zafiksuje się na jednej myśli - widząc małą Mercy - że zacznie żyć w przekonaniu, iż dziewczynka jest wcieleniem jej nienarodzonego dziecka. Postanowi więc wprowadzić się blisko domu Avery'ch. Tak Jolene i Darius poznają trochę nieśmiałą i pogubioną, ale też bardzo miłą, sympatyczną Fig. Jolene staje się jej przyjaciółką. Ufa Fig do tego stopnia, że jest w stanie powierzyć jej opiekę nad małą Mercy, tym bardziej, że przecież Fig tak wspaniale opiekuje się jej córeczką...
Z czasem zaczyna dochodzić do pewnych niepokojących zdarzeń. Najpierw niewinnie: od kupowania tych samych ubrań, które nosi Jolene, farbowania włosów na ten sam kolor. Z czasem, przeradza się to w prawdziwą obsesję - od tych samych sprzętów i mebli w domu, nawet po... zdjęcia męża Jolene na Instagramie u Fig! O co tu chodzi? Dlaczego Fig tak się zachowuje? Czego ona chce od jej rodziny? Tego należy się dowiedzieć z lektury książki "Bad Mommy. Zła mama".

To moje pierwsze spotkanie z pisarskim stylem Tarryn Fisher, które okazało się być dobre, ale nic ponad to. Choć w opisie czytamy, że jest to thriller psychologiczny, to próżno szukać tu thrillera, czy kryminału. Psychologia? O tak! Jak najbardziej - mamy tu bardzo dużo psychologii postaci zwłaszcza jeśli chodzi o Dariusa i Fig. Dzięki tym bohaterom, ich cechom ich osobowości, postawie życiowej oraz wpływie na wydarzenia, to ta opowieść chwilami wzbudza lekki niepokój i konsternację. Jednakże, polemizowałabym przy określaniu tej książki jako thriller. Zaliczyłabym ją bardziej do literatury obyczajowej z elementami psychologicznymi.

Książka podzielona jest na trzy części: "Psychopatka", "Socjopata" i "Pisarka". W każdej z nich czytelnik może poznać tą historię opowiedzianą z trzech perspektyw. Autorka bardzo dobrze przedstawiła charaktery trójki głównych bohaterów, gdzie przynajmniej dwoje z nich to psychopatyczni, nieźle pokręceni mentalnie ludzie. Stach poznać tak moralnie zepsutych, toksycznych ludzi, którzy do tego stopnia mogą manipulować innymi...

Prawdopodobnie przez ukazanie tak pokopanych postaci, których najlepiej nie spotkać w prawdziwym życiu, "Bad Mommy. Zła mama" ma szansę zostać w mojej pamięci na dłużej. I choć to dobra książka, to jednak nie aż tak dobra, żeby polecać ją z czystym sercem każdemu. Bo nie każdemu przypadnie do gustu. Miłośnikom książek obyczajowych, psychologicznych - owszem, jak najbardziej polecam. Miłośnikom thrillerów psychologicznych też, z uwzględnieniem aby nie nastawiali się na krew, zabójstwa etc. Jednakże, jeśli ktoś liczy na historię, w której "dużo się dzieje", akcja pędzi jak Pendolino przez pół kraju, a "na końcu drogi tej" spotka się z jakimś większym wyjaśnieniem, to przykro mi - nie ten adres.

Książkę szybko się czyta, dzięki krótkim rozdziałom oraz, bądź co bądź, wciągającej historii. Tak, bo większość tej opowieści wciąga - zwłaszcza na początku - i sprawia, że chcemy dowiedzieć się co się dalej wydarzy. Raczej nie da się tu pokibicować żadnemu z bohaterów, ani zżyć z którymś z nich. Natomiast gdzieś w połowie można zauważyć, że gubi się główny wątek Mercy Moon, a bardziej skupiamy się na innych postaciach. Niemniej jednak, nie zniechęcam do lektury. Warto się zapoznać z tą historią, choćby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie na jej temat.

Data przeczytania10-05-2026 (od: 6-05-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

piątek, 8 maja 2026

Kobieta w czerwieni

Tym razem "wzięłam na warsztat" książkę z harlequinowej serii "Gorący Romans", w której poznajemy pewną kobietę - tytułową "Kobietę w czerwieni". Główny męski bohater - Marcus Fallon - spotyka ową nieznajomą trzykrotnie w ciągu jednego dnia. Pierwszy raz w wykwintnej restauracji dla ludzi z wyższych sfer. Drugi raz podczas występu w operze, kiedy to zamieniają parę słów. Trzeci raz następuje w klubie, do którego poszedł na drinka. Za każdym razem kobieta miała na sobie sukienkę w jego ulubionym, czerwonym kolorze. Marcus uznaje te zrządzenia losu za przeznaczenie i postanawia poznać piękną nieznajomą... 
Czy uda mu się odkryć sekrety tajemniczej kobiety? Jakie to tajemnice? I co skrywa sam Marcus? Odpowiedzi na te oraz wiele innych pytań, należy szukać w książce Elizabeth Bevarly.

Niezwykle rzadko mam jakiekolwiek większe oczekiwania sięgając po tego typu "romansowe opowiastki". Zazwyczaj z góry zakładam klapę. Przyznam jednak, że w przypadku tej książki miałam pewne oczekiwania. Jej opis brzmi tak tajemniczo, jak (przez ponad połowę książki) tajemnicza jest tytułowa "Kobieta w czerwieni". Autorka długo każe nam czekać na wyjaśnienie sytuacji głównej bohaterki. Jakie ma tajemnice? Dlaczego ta kobieta ma obawy, żeby podać swoje imię (już nawet nie wspominając o nazwisku)? Czego się boi? Kim właściwie jest? Czytelnik wraz z Marcusem Fallonem musi pomału odkrywać sekrety "Kobiety w czerwieni", będąc przy tym nie mniej zaintrygowanym, jak sam Marcus.
 
Autorka umiejętnie poprowadziła tą fabułę, pomału odkrywając przed czytelnikiem kolejne fakty i jednocześnie angażując w trzymające w napięciu wydarzeniaPrzyznam, że intrygował mnie wątek tajemnic Delli Hannan. Ciekawie czytało mi się te fragmenty, w których Marcus próbował prowadzić swoje małe śledztwo na temat pięknej nieznajomej.
 
Dobrze przedstawiono też emocje głównych bohaterów - zwłaszcza mając na uwadze lęki i obawy Delli oraz niepewność Marcusa.
Na plus również sceny erotyczne - zmysłowe, ale nie przeładowane wulgarnością. Ponadto, bohaterowie są rozważni w swoich działaniach: nie prowadzą głupich dialogów, czy też bezsensownych kłótni. Ich życie nie skupia się wyłącznie do budowania relacji, oraz przekomarzania się co do [przykładowo] dziewictwa partnerki, tudzież debatowania nad burzliwą przeszłością. Dzięki temu, czytelnik nie odnosi wrażenia, że ma do czynienia z kolejną głupawą opowiastką o niczym.

Nie... tym razem to nie jest zła książka. To jest dobry romans z wciągającą fabułą. Uważam nawet, że ta historia może być jedną z tych, które zapadną mi w pamięci na dłużej. Tym razem polecam ten tytuł tym, którzy lubią niedługie, lekkie romanse z tajemnicą w tle i pewną dozą sensacyjnej akcji, które czyta się szybko i z zainteresowaniem.

Data przeczytania8-05-2026 (od: 3-05-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

wtorek, 5 maja 2026

Życie na Manhattanie

W tym harlequinowym romansie z serii "Światowe Życie Extra", poznajemy Vincenzo Tomasiego - bajecznie bogatego właściciela banku i dyrektora generalnego w Tomasi Enterprises. Po śmierci brata przejmuje on opiekę nad jego osieroconymi dziećmi. Z czasem stwierdza, że potrzebuje opiekunki. Każe więc swojej asystentce zrobić listę potencjalnych kandydatek, które będą spełniały jego specjalne warunki. Wszystko miało być tajemnicą w firmie, jednakże o tej ofercie dowiaduje się jedna z pracownic banku - Audrey Miller. Kobieta akurat pilnie potrzebuje pieniędzy, a Vincenzo oferuje za tą posadę spore wynagrodzenie. Zgłasza więc ona swoją kandydaturę, podając przy tym, że kocha dzieci i zna się na nich jak mało kto. Audrey nie wie jednak, że jednym z wymagań w tej ofercie jest... pozostanie żoną Vincenza!
O tym, czy Audrey przyjmie propozycję szefa oraz jak potoczą się losy bohaterów, należy się dowiedzieć z lektury ksiażki Lucy Monroe.
 
Fabuła jest schematyczna i przewidywalna - jak zresztą każdy z tych romansideł, w których ona ma zostać żoną i oboje mają czerpać z tego korzyści. To, co lekko zdumiewa na samym początku, to rozmowa kwalifikacyjna, którą Vincenzo prowadzi z Audrey. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego - wszak z założenia miał to być "casting na opiekunkę" - gdyby nie zachowanie samej Audrey. Autorka przedstawiła ją jako odważną, pewną siebie kobietę. Ja jednak odebrałam tą postać jako zarozumiałą babę, która uparła się na tą posadę i idzie "po trupach do celu". Ma się za nie wiadomo jaką ekspertkę od dzieci i zaczyna się strasznie wymądrzać (także w innych aspektach życia), co w pewnym momencie zauważa sam Vincenzo. Nie da się jej polubić. Mamy tu trochę motyw enemies to lovers, który jest najbardziej widoczny w czasie słownych przepychanek między Vincenzo, a Audrey. Celowo nazywam to "przepychankami", bo o ile normalne przekomarzania byłyby znośne, tak tutaj jest to denerwujące.
 
Pomijając irytującą główną bohaterkę oraz niektóre opisy miłosnych uniesień, to romans ten nie jest tragiczny. Nie jest też dobry. Raczej jest to mocno przeciętne romansidło, które ujdzie w tłumie innych tego typu opowiastek. Do przeczytania na raz.

Data przeczytania5-05-2026 (od: 2-05-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                          2/5


"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty