piątek, 31 października 2025

Podsumowanie października

🍁Październik obfitował w parę dobrych lektur. Nie tylko tych ukończonych, także pod względem tych, które zaczęłam czytać.

Początkiem miesiąca nie tylko udało się nadrobić zaległości tegorocznego, wiosenno-letniego TBR-u, ale też rozpocząć w końcu ten jesienno-zimowy TBR, który czekał kilka miesięcy aż zacznę zabierać się za lekturę tych książek zaplanowanych na jesień i zimę. Przeczytałam więc osiem książek, w tym cztery harlequiny, z których jeden okazał się porażką, a pozostałe trzy to przeciętne fabuły.

Już w pierwszych tygodniach października, przeczytałam więc bardzo wciągającą książkę "Yellowface", której Autorką jest Rebecca F. Kuang. Jeśli macie ochotę przeczytać ciekawy thriller psychologiczny oraz poznać nieco mechanizmy rządzące dzisiejszym światem mediów społecznościowych, które są obecne na przykład przy promocji książki, to możecie brać ten tytuł w ciemno.

Końcem pierwszego tygodnia miesiąca przeczytałam "Godzinę czarów" Małgorzaty Starosty, która okazała się dobrą lekturą w klimacie fantasy, gdzie główna bohaterka podejmuje próbę poznania rodzinnej tajemnicy. Idealna tytuł dla tych, którzy lubią lekkie, młodzieżowe książki.

A może trochę klasyki i klimatu literatury rosyjskiej? Lew Tołstoj swoją "Sonatą Kreutzerowską" dostarczył refleksji nad ludzkimi uczuciami i emocjami. Czym jest zazdrość i do czego może prowadzić? Jak cienka jest granica między zazdrością, a obłędem? Niedługa opowieść, po którą warto sięgnąć.

Mimo, iż od dawna staram się czytać twórczość Agathy Christie, to przede mną jest jeszcze sporo kryminałów tej Autorki, które chcę poznać. Jednym z nich był kryminał "Słonie mają dobrą pamięć", którą w połowie października ukończyłam. Zaskoczeniem dla mnie był fakt, iż pochłonęłam ten tytuł w dwa wieczory. Nie przypuszczałam, że akurat "Słonie (...)" tak mnie wciągną...

Lekkie romanse (nawet te typu harlequin) kojarzą mi się głównie z lekturą niezobowiązującą, które szybko się czyta, i które nie zapadają na dłużej w pamięci, ale też nie denerwują. "Drugi pocałunek" Clare Connelly to harlequinowe romansidło, które nijak  nie przypadło mi do gustu. Tą  niedługą książkę czytałam dwa tygodnie - z przerwami. Zmusiłam się, żeby tą głupotę dokończyć, bo nie zostawiam niedokończonych książek.

Kolejnym romansidłem była książka Michelle Smart "Jeśli mi wybaczysz". Na szczęście mój poziom irytacji nie został tak mocno nadszarpnięty, jak przy poprzednim tytule, aczkolwiek tego romansu nie zaliczyłabym też do dobrych tytułów. Raczej taki średniak do przeczytania na raz i do zapomnienia.

Niewątpliwie, kolejnym średniakiem - do przeczytania na raz - jest romansidło "Wakacje w Australii". Książka Mirandy Lee, która miała swój potencjał, szybko zrobiła się naiwną opowiastką z antypatycznym bohaterem, którego w realnym życiu) chyba żadna normalna kobieta nie chciałaby na męża.

W ostatnim dniu miesiąca ukończyłam książkę Abby Green "Taka sama, a jednak inna". Romans, który można by było określić jako taki sobie i przeciętny. Tym razem nie irytowała mnie tak bardzo fabuła, jak mnogość błędów korekty. Sama fabuła, choć naciągana, to lekka opowieść z tych, które szybko się czyta.

 


W tym roku również odwiedziłam Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. Patronem dwudziestej ósmej edycji Targów w Krakowie był Władysław Reymont, a mottem wiodącym - "Nie jestem maszyną, jestem człowiekiem". Niestety moje zaplanowane spotkania z B.A. Paris oraz Grahamem Mastertonem na kilka dni przed Targami zostały odwołane. Mimo tego, dzień uważam za bardzo udany 😃

 

  

W przerwach między spotkaniami z Autorami znalazłam chwilę, by posłuchać spotkania autorskiego poświęconego książkom detektywistycznym.


  

Spośród znanych postaci i Autorów, z którymi udało się spotkać w tym roku znaleźli się: Anna Dymna, Paulina Hendel, Abelard Giza, Wojciech Chmielarz, Marta Bijan, Małgorzata Starosta i Wojciech Tochman.

 



Nie mogło się obyć bez wizyty na ulubionych stoiskach, zwłaszcza jeśli chciałam upolować nowości z Wydawnictwa SQN. Bardzo chciałam też upolować drugą część cyklu z "Franciszkiem Stawickim i Mają Kwiatkowską" Ałbeny Grabowskiej.

A tak prezentuje się stosik nowości kupionych na Targach:

 


Już niedługo listopad, a wraz z nim czytelnicze plany na długie, jesienne wieczory. Już w pierwszym tygodniu miesiąca mam zamiar skończyć kolejne tytuły z TBR-ów i zabrać się za nowe książki 🍂


Październik w liczbach

Przeczytanych książek: 8
Łączna liczba stron czytanych książek: 1659
Fantastyka/Fantasy/Sci-Fi: 1
Klasyka: 1
Literatura obyczajowa/Romans: 4
Thriller/Kryminał/Sensacja: 2


Podpisane książki:

Abelard Giza

  • "Otworzyć po mojej śmierci"


Anna Dymna

  • "Dymna" (Elżbieta Baniewicz)


Małgorzata Starosta

  • "Komu zginął trup?" 
  • "Kto zamawiał denata?" 
  • "Smugi" 


Marta Bijan

  • "Melodia mgieł nocnych"
  • "Muchomory w cukrze"
  • "Wakacje pod morzem"


Paulina Hendel

  • "Cmentarz grozy"
  • "Cmentarz osobliwości"
  • "Cmentarz zagubionych dusz" 


Wojciech Chmielarz

  • "Rodzinny interes" 
  • "Rytuał" 
  • "Zbędni"
  • "Złotowłosa"


Wojciech Tochman

  • "Dzisiaj narysujemy śmierć"
  • "Pianie kogutów, płacz psów"

Taka sama, a jednak inna

CYKL: "MISTAKEN AS HIS ROYAL BRIDE" (TOM 1)

 

Harlequinowa seria "Światowe Życie" tym razem przenosi czytelnika w śródziemnomorskie klimaty. Poznajemy dwie podobne do siebie, choć przyrodnie siostry Maddi Smith i księżniczkę 
niewielkiego królestwa Isla'Rosa - Laię Sant'Roman. Siostry wychowywały się w zupełnie odmiennych od siebie światach, zwłaszcza Maddi, która wychowywała się w Irlandii z ojczymem i matką po tym jak jej  rodzicielka została wygnana ze swojego kraju w wyniku sekretnego romansu z królem. Po latach księżniczka Laia odnajduje Maddi i znajduje z nią nić porozumienia. Laia ma zostać żoną króla Aristedesa de Valle y Montero z Santanger - królestwa sąsiadującego z Isla'Rosą. Księżniczka nie chce aby doszło do tego aranżowanego małżeństwa, gdyż to będzie oznaczało, że nie zostanie królową. Potrzebuje tylko kilka tygodni - tyle czasu zostało do jej urodzin. Wtedy zostanie oficjalną królową i zachowa panowanie nad Isla'Rosą. Maddi, która dla siostry jest gotowa na każde poświęcenie, wpada na szybki plan - przez te kilka tygodni będzie udawać księżniczkę Laię!
Jak długo uda się Maddi udawać siostrę? Co się stanie kiedy prawda wyjdzie na jaw?
 
Średni romans. Niby szybko się czyta, a i tak coś zgrzyta w tej fabule. Trochę miało być enemies to lovers, ale tez nie do końca, gdyż nasza Maddi jest zachwycona królem odkąd tylko go ujrzała, a i Aristedes jest nią mocno zafascynowany. Wióry między nimi nie lecą, choć początkowo chyba był taki zamysł - mieli się czubić, a się nawet dogadują - tylko czasem sobie dogryzając. 
 
Natomiast, jeśli chodzi o błędy... Korekta pozostawia ono wiele do życzenia. Już pomijając liczne literówki, nie dopatrzono też istotnej pomyłki w zdaniu: "- Kiedy miałem osiem lat, powiedziano mi, że wyjdę za księżniczkę Laię - rzucił jasno." Hmm... no Panie! Co ty nie powiesz... Jak dotąd myślałam, że kobiety "wychodzą za (...)", a mężczyźni mogą ewentualnie "ożenić się z (...)".
O używaniu słów uznawanych za poprawne, choć rażące ("otwarł", "otwarła" zamiast "otworzył", "otworzyła") to już szkoda wspominać... Jakoś tego typu błędy jednak mnie irytują w książkach, a tu jest to używane z uporem maniaka.
 
Książkę oceniam jako przeciętną, bo mimo wszystko czyta się to nie najgorzej, pomijając fakt, iż historia jest chwilami mocno naciągana. To, co najbardziej denerwuje to literówki i błędy, które jak na tak niedługą książkę występuję bardzo często.

Data przeczytania31-10-2025 (od: 29-10-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2/5                         5/10                          2,5/5

wtorek, 28 października 2025

Wakacje w Australii

Tym razem, w romansie Mirandy Lee z serii "Światowe Życie Extra", przenosimy się do Australii. Poznajemy Scarlet King, która bardzo pragnie zostać matką. Jednak nie układa jej się w związkach, dlatego decyduje się skorzystać ze sztucznego zapłodnienia i zostać samotną matką. Pewnego dnia do jej kraju przyjeżdża John Mitchell, przystojny poszukiwacz diamentów i znajomy Scarlet z dzieciństwa. Mężczyzna sam nie wie czy zechce pozostać w miasteczku na dłużej. Zakładał jednak, że jego pobyt będzie tylko chwilową przygodą. Kiedy poznaje plany Scarlet dotyczące in vitro, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce...
Co postanowi Scarlet? Jak potoczą się losy tej pary? Czy uda się pomóc dawnej znajomej w kwestii dziecka? Odpowiedzi na te i inne pytania należy szukać w książce.
 
Mamy tu motyw enemies to lovers. Początkowa relacja głównej pary jest daleka od ideału. Znają się z dzieciństwa, ale nigdy nie było im po drodze - raczej sobie dokuczali niż była to przyjaźń. Teraz, po latach także więcej jest między nimi chłodu, niż ciepła.
Ta dwójka ma jednak konkretny plan i chce go zrealizować. Choć początkowo fabuła nawet się kleiła, a propozycja John'a mogła wydać się racjonalna (choć nieco szalona), tak z biegiem czasu nabrałam całkiem odmiennego przekonania. Ona naiwna i zbyt uległa - zgadza się na wszystkie mniej lub bardziej poważne propozycje John'a. Natomiast on to antypatyczny, chwilami irytujący swoim ciągłym rozkazywaniem i coraz większą śmiałością do rządzenia każdą wspólnie spędzaną ze Scarlet chwilą. Nie da się polubić tego faceta.

Można się tu spodziewać lekko erotycznych opisów oraz klimatu australijskich plenerów. Niestety nie rekompensują one naiwnej fabuły, która choć początkowo zapowiadała się nieźle, ostatecznie została mocno spłycona.
Plusem są krótkie rozdziały, dzięki czemu czyta się szybko, aczkolwiek jest to niezobowiązująca lektura na raz.

Data przeczytania28-10-2025 (od: 24-10-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                          2/5

piątek, 24 października 2025

Jeśli mi wybaczysz

Enzo Beresi i Rebecca Foley są narzeczeństwem. Jednak w dniu ślubu Rebecca otrzymuje tajemniczy list, z którego dowiaduje się, że jej narzeczony chce się z nią ożenić tylko dla własnych interesów - żeby przejąć spadek po jej dziadku. Wzburzona kobieta porzuca narzeczonego przed ołtarzem i jedzie do jego willi z zamiarem spakowania się i jak najszybszego opuszczenia ich przyszłego gniazdka. Enzo próbuje powstrzymać Rebeccę przed tym pomysłem...
Czy narzeczeni dojdą do porozumienia? Kto wysłał list z wiadomością o prawdziwych planach Enza? Odpowiedzi na te i inne pytania należy szukać w książce Michelle Smart.
 
Średni romans, w którym Autorka, bardziej niż  na romantycznej relacji, skupiła się na wyjaśnianiu przeszłości bohaterów i zamiarów Enza wobec przyszłej małżonki. Nie ma tu ostrych scen miłosnych, a jeśli już dochodzi do zbliżenia, to dzieje się to w mgnieniu oka, po czym znów mamy sielską rozmowę Enza i pani Foley, ale przynajmniej mamy tu do czynienia raczej ze spokojną - zważywszy na okoliczności - dyskusję, zamiast ciągłych kłótni, które mogłyby zmęczyć czytelnika. I dobrze, bo przynajmniej szybko i  w miarę lekko się to czyta, co nie zmienia faktu, że książka jest mocno przegadana - zwłaszcza jej druga połowa. Dlatego to, co tutaj kuleje, to fabuła, w której dynamiczny i nawet ciekawy początek sporo stracił około połowy książki. Niezobowiązująca lektura, ale z tych nie zapadających na dłużej w pamięci.

Data przeczytania24-10-2025 (od: 22-10-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                          2/5

środa, 22 października 2025

Drugi pocałunek

Przed laty doszło do pocałunku między Poppy Henderson, a księciem Adrastosem. Oboje stwierdzili, że to był błąd, po czym parę lat później dochodzi do drugiego pocałunku. Na nieszczęście zostają przyłapani przez fotoreportera i teraz trzeba jakoś ten fakt wyjaśnić. Uznają więc, że najlepiej będzie... udawać zakochaną parę - dla zachowania pozorów oraz żeby nie przysporzyć rodzinie księcia skandalu. Ten związek ma być tylko grą. Za jakiś czas Poppy wyjedzie do Holandii, sprawa przycichnie i będzie po problemie. Jednak udawane uczucie staje się realnym! I co teraz zrobić? Jak to wszystko pogodzić ze sobą? Czy może jednak dać się ponieść uczuciom?
 
Ten romans jest głupi - począwszy od imienia głównej bohaterki, pasującego bardziej do pieska niż dorosłej kobiety, na durnej fabule kończąc. Zachowanie głównego bohatera irytujące i toksyczne wobec obiektu jego uczuć. Nie ma tu nic, co przyciągałoby czytelnika do wydarzeń. Główna para przez pół książki robi sobie wyrzuty o głupoty, męcząc tym czytelnika. Przeczytałam ten romans tylko dlatego, że staram się nie zostawiać nieodczytanych książek. Nie warto po tą bzdurę sięgać.

Data przeczytania: 22-10-2025 (od: 6-10-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                          1,5/5

niedziela, 19 października 2025

Słonie mają dobrą pamięć

CYKL: "HERCUKES POIROT" (TOM 42)

 

Ariadne Oliver - znana mi wcześniej że "Zbrodni na festynie" pisarka kryminałów i dobra znajoma Herculesa Poirota - powraca, tym razem w historii, w której trzeba sięgnąć pamięcią do dawnych lat. Pani Ariadna nie lubi spotkań autorskich, toteż zwykle ich unika, bo nie lubi, gdy ktoś przez cały wieczór przesadnie chwali jej książki, a ona musi wówczas udawać wdzięczność. Jednak tym razem stwierdziła, choć niechętnie, że pojawi się na takim wydarzeniu. Ku jej zdumieniu podchodzi do niej nieznajoma kobieta, która zadaje jej dziwne pytanie, dotyczące kryminalnej sprawy sprzed dwunastu lat. Pani Oliver nie zna odpowiedzi na to pytanie, ale sprawa ciągle nie daje jej spokoju, dlatego sama zaczyna drążyć temat. Przy okazji zwraca się też w tej sprawie do swojego przyjaciela - Herculesa Poirota, który obiecuje zrobić co w jego mocy, aby pomóc rozwiązać zagadkę tajemniczej, podwójnej śmierci nad urwiskiem...

Co naprawdę wydarzyło się przed laty nad urwiskiem nieopodal posiadłości Overvliffe? Czy małżeństwo popełniło podwójne samobójstwo, czy może jednak było to morderstwo? Hercules Poirot, z pomocą pani Oliver, z pewnością spróbuje rozwikłać tą tajemnicę!
 
Dobry kryminał. Może nie jest to poziom takich książek Autorki, jak na przykład "Dom zbrodni", "A.B.C", czy choćby "Morderstwo w Boże Narodzenie", jednak faktem jest, że ta historia bardzo wciąga. Do tego stopnia, że przeczytałam ją w dwa wieczory. To, co mi tu trochę przeszkadzało, to trochę pokręcona Ariadna Oliver, która podejmuje się śledztwa, radząc się detektywa Poirota, więc jest tu dość sporo. Dlatego nie polecałabym tego tytułu tym czytelnikom, którzy nie przepadają za tą postacią, ani też tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z Christie, bo chwilami ta kobieta może trochę irytować.
Oczywiście osoba Herculesa Poirota jest tutaj bardzo na plus, i choć jest go stosunkowo mniej, to właściwie on odgrywa w tym śledztwie kluczową rolę. Tym bardziej mnie trochę dziwi, że tak dużo miejsca Christie poświęciła Ariadnie i jej dochodzeniu do prawdy...
 
Niewątpliwie jednak, "Słonie mają dobrą pamięć" mogę zaliczyć do tych  tytułów, które czytałam z przyjemnością zasadną tej, którą odczuwa czytelnik przy lekturze kryminału oraz z zaangażowaniem.

Data przeczytania19-10-2025 (od: 18-10-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

sobota, 18 października 2025

Sonata Kreutzerowska

To krótkie opowiadanie jest moim drugim spotkaniem z piórem Lwa Tołstoja (po już dość dawno temu przeczytanej "Annie Kareninie" (tom 1 i tom 2). Tym razem jest to znacznie krótsza forma, bo niemal stustronicowe opowiadanie, podzielone na dwadzieścia osiem niedługich rozdziałów.
 
Akcja tej historii dzieje się w pociągu, który porusza się w bliżej nieokreślonych rejonach Rosji. Wydarzenia opowiadane są przez narratora (jego imienia nie znamy). Narrator ów, dzieli przedział z kilkoma pasażerami - między innymi z pewną damą, subiektem, adwokatem oraz niejakim Pozdynyszewem. Historia zaczyna się sporem między członkami podróży, którzy biorą pod rozważania związki międzyludzkie, w tym także zasadność małżeństwa. Z czasem, w przedziale zostaje już tylko Pozdynyszew, który zaczyna opowiadać narratorowi historię swojego życia - o miłości która zaczęła się od fascynacjo , przerodziła w nieufność i obłęd, a zakończyła aktem zbrodni...
 
Ta małych gabarytów książeczka to nie tylko historia o miłości i zazdrości, ale studium ludzkich emocji w ich najbardziej destrukcyjnej formie, w której wchodzimy w głąb ludzkiej duszy, gdzie rozum traci grunt, a emocje przejmują władzę.
Tołstoj, poprzez tą krótką analizę psychologiczną, pokazuje czytelnikowi ciemną stronę uczuć, rozkładając na czynniki pierwsze głównie mechanizm zazdrości. Czytelnik obserwuje tę emocję przez pryzmat powolnego procesu zrodzonego z lęku, niepewności, niedopowiedzeń. Ukazuje Pozdynyszewa jako człowieka inteligentnego, jednocześnie będącego więźniem własnych emocji oraz obłędu. Nie potrafi znieść myśli, że jego żona może mieć własne pragnienia i żywić uczucie miłości, czy też pożądania do innego mężczyzny, a w ostateczności, że może ona zdradzić męża.
 
Forma opowieści w "Sonacie Kreutzerwoskiej" przypomina spowiedź. Pozdynyszew, w przypływie potrzeby oczyszczenia (być może również po to aby zrozumieć samego siebie), opowiada swoją historię człowiekowi obcemu, którego dopiero poznał w pociągu. Czytając historię Pozdynyszewa możemy zadać sobie wiele pytań o naturę ludzkich emocji. Czym jest zazdrość? Czy jest to dowód miłości, czy chorobliwe wypaczenie? Czym jest miłość i czy zawsze musi oznaczać ryzyko cierpienia? Czy można zapanować nad emocjami?
 
Tołstoj pokazuje tutaj, jak szybko miłość może stać się obsesją oraz jak cienka może być granica między uczuciem, a szaleństwem, między pragnieniem bliskości, a potrzebą kontroli. To czyni opowiadanie uniwersalnym. Wszak wielu z nas może odczuwać tak silne emocje, jakie przeżywał Pozdynyszew. Tołstoj pisze więc tutaj o każdym, kto kiedykolwiek czuł mniej, bądź bardziej irracjonalny niepokój widząc ukochaną osobę z kimś innym.
 
Czytając "Sonatę Kreutzerowską" przez długi czas zastanawiało mnie dlaczego akurat taki tytuł nosi to opowiadanie? Piękno sztuki, jaką jest muzyka, odgrywa tutaj dużą rolę. Autor wykorzystuje ją jako metaforę namiętności, co jest najbardziej widoczne pod koniec historii. Muzyka może rozbudzać u człowieka nie tylko zachwyt ale też destrukcyjne emocje. To właśnie ona jest główną przyczyną zachowań żony Pozdynyszewa, co w ostateczności prowadzi do tragedii. Pragnienie estetyki i czystości, które niesie ze sobą utwór muzyczny, jednocześnie wpływa destrukcyjnie na ludzką naturę, wydobywając z człowieka to, co najgłębiej ukryte - zarówno piękno, jak i mrok.
 
Uważam "Sonatę Kreutzerowską" za dobre opowiadanie. Tylko i aż, a to za sprawą pierwszej połowy, która mi się trochę dłużyła oraz nieznacznie zmęczyła szowinistycznymi opiami. To jednak nie zmienia faktu, iż warto sięgnąć po opowiadanie Tołstoja, gdyż zmusza ono do refleksji nad tym, jakie emocje rządzą nami raz gazie leży granica między miłością, a potrzebą władzy i kontroli nas drugim człowiekiem. Mimo, iż powstała w XIX wieku, to niesie ze sobą przesłanie, które można również współcześnie odczytać. Zwłaszcza obecnie, w epoce mediów społecznościowych, gdzie nasze relacje coraz częściej zostają wystawiane na publiczny widok, a zazdrość może się zrodzić już od jednego kliknięcia. 

Data przeczytania18-10-2025 (od: 7-10-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

wtorek, 7 października 2025

Godzina czarów

CYKL: "GODZINA CZARÓW" (TOM 1)

 

Pierwszy tom otwierający cykl "Godzina czarów" Małgorzaty Starosty to już druga książka tej Autorki, którą przeczytałam. Jednak tym razem nie mamy do czynienia z komedią kryminalną i zagadkami detektywistycznymi. Pani Starosta przenosi czytelnika w świat fantasty. Swoją książkę natomiast kieruje do młodszych odbiorców.

Artur Grinn dziedziczy dworek po śmierci ciotki Elizy, z którą nie kontaktował się od kilkudziesięciu lat. Ku zdziwieniu samego Artura i jego żony Idy, według testamentu, na on przeprowadzić się do dworku i to możliwie jak najszybciej. Zresztą ku uciesze najmłodszej córki Niny, wielbicielki książek będącej przekonaną, że przeprowadzka będzie początkiem wielkiej przygody. Entuzjazmu siostry nie podziela starsza Grinnówna - Bianka, dla której fakt, iż będą opuszczać rodzinny dom, by zamieszkać "na jakimś kompletnym zadupiu", to kompletna tragedia. Tuż przed wyjazdem Nina otrzymuje od zaprzyjaźnionego antykwariusza książkę, która tylko z pozoru jest zwyczajna, bowiem skrywa ona tajemnice... Zaklętego Miasteczka! Tego samego, do którego właśnie mają się przeprowadzić! Jakie to tajemnice? Dlaczego dawno nie widziana ciotka daje spadek akurat Arturowi? Czy w ogóle podróż do Hebanowego Dworku jest bezpieczna? Co stało się wiele lat temu w rodzinie Grinnów, co do dziś jest pilnie strzeżoną tajemnicą? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań, należy szukać w pierwszym tomie cyklu "Godziny czarów".

Poza interesującym tematem odkrywania rodzinnej tajemnicy i akcji osadzonej w Zaklętym Miasteczku, to co wyróżnia tą książkę, to lekka fabuła, dzięki której książkę czyta się szybko i przyjemnie. Znajdą tu coś dla siebie miłośnicy książek, w których książki są cichym bohaterem, a antykwariaty i wypełnione książkami po brzegi biblioteki tłem opowieści. Tutaj praktycznie na każdym kroku mamy te elementy poczynając od Niny czytającej książkę, na tajemniczej, olbrzymiej bibliotece kończąc.
 
Literatura młodzieżowa rządzi się swoimi prawami, więc nie znajdziemy tutaj krwawych opisów, ani mocnych scen przemocy czy odrażających potworów. Więcej mamy realizmu magicznego. Czary i magia jest wyczuwalna przez naszych bohaterów nawet w powietrzu, co dodaje książce dodatkowego mistycznego klimatu. Do tego należy dodać jeszcze temat celtyckiego obrządku nocy Samhain, bądź tajemnicze portale przenoszące do innej krainy i już mamy do czynienia z intrygującym światem.
 
"Godzina czarów" nie jest wprawdzie literacką rewelacją. Prawdopodobnie gdybym czytała ją jako dziesięcioletnia dziewczynka, to podobałaby mi się o wiele bardziej. Można ją uznać za dobrze opowiedzianą historię. Jest ona jednak tylko przedsmakiem opowieści, więc należy poznać dalsze losy dopiero w drugim tomie. Mając na uwadze zakończenie, chyba jest na co czekać...

Data przeczytania7-10-2025 (od: 3-10-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

piątek, 3 października 2025

Yellowface

Historia w "Yellowface" jest opowiedziana z perspektywy June Hayward, czyli przeciętnej pisarki, która nie potrafi przebić się przez mur literackiej konkurencji. Jej przyjaciółka i literacka rywalka Athena Liu ma wszystko: sławę, pieniądze i uwielbienie czytelników. Jej książki rozchodzą się jak świeże bułeczki. June może jedynie pomarzyć o takiej karierze. Gdy Athena, ginie w tragicznych okolicznościach, June podejmuje decyzję, która zaważy na jej dalszym życiu. Kradnie niedokończony rękopis Atheny i publikuje jako własny, zmieniając nazwisko i uzupełniając o swoje przemyślenia tam, gdzie widzi taką potrzebę. To, co jest końcem dla jednych, dla innych staje się więc początkiem czegoś wielkiego... Jednak czy da się zbudować karierę na kłamstwie?

W książce mamy do czynienia z dosyć nietypowym thrillerem. Już w pierwszych rozdziałach mamy zbrodnię, jednak po zagłębieniu się w treść, czytelnik zamiast śledzić detektywistyczne dochodzenie (którego tu nie znajdzie), zderza się z ostrym studium psychologicznym, osadzonym w realiach współczesnego świata, gdzie  sukces mierzy się liczbą kliknięć, a publiczny ostracyzm społeczny może w kilka chwil zniszczyć nawet najlepiej zapowiadającą się karierę.
 
Historia opisana przez Kuang jest punktem wyjścia do rozważań na kilka ważnych tematów. To przede wszystkim swoiste studium psychologiczne zaszczutego człowieka. Psychologiczny portret June jest tutaj jednym z najmocniejszych punktów. Kuang prowadzi czytelnika przez całą gamę emocji głównej bohaterki: od poczucia triumfu, przez coraz większy niepokój, aż po paranoję i obsesję. Bohaterka staje się przykładem zaszczutej osoby i to nie tylko przez otoczenie, ale także (w głównej mierze) przez własne poczucie winy. Autorka nie próbuje wybielać June, przeciwnie - ukazuje ją jako kogoś, kto dokonuje moralnie wątpliwych czynów, choć stara się przy tym być nadal postacią ludzką. Jest to szczególnie widoczne w jej próbach usprawiedliwienia przed samą sobą, iż wydała skradzioną powieść w dobrej wierze: aby uczcić dobre imię Atheny.
 
Ponadto książka pokazuje jak działa współczesna machina ostracyzmu społecznego. Wystarczy jeden tweet, jedno nagranie, jeden przeciek, by całkowicie odwrócić bieg kariery i życia osobistego. Kuang celnie oddaje mechanizmy, które znamy przecież z własnego doświadczenia: natychmiastowe sądy wydawane bez owijania w bawełnę w internetowych komentarzach, a także nieustanny lęk, że przeszłość (lub teraźniejsze sekrety) mogą zostać obnażone. Powieść ta jest więc komentarzem do rzeczywistości: żyjemy w czasach, gdy jednostka zostaje zredukowana do nagłówków i komentarzy, a ludzkie życie sprowadza się do jednego skandalu, powodowanego zwykłym wścibstwem albo z potrzeby zaspokojenia własnych, niskich potrzeb (jak np. zawiść czy zazdrość), albo tylko po to aby kogoś zniszczyć.
 
Rola mediów społecznościowych jest tutaj mocno zarysowana. Cyfrowy świat nie jest tu tylko tłem - takie media jak: Twiter, Instagram, czy fora internetowe stają się niejako aktywnym bohaterem w książce. To właśnie media społecznościowe kształtują narrację wokół głównej bohaterki, decydują o jej życiu, pozycji społecznej, psychice. Szybko dają jej szczęście i chwilowe zwycięstwo, by później równie szybko jej to wszystko odebrać. Przy okazji przypomina to czytelnikowi bolesną prawdę o tym jak wygląda współczesny świat osadzony w dobie cyfryzacji, portali społecznościowych i nieustannego poddawania się czyjejś krytyce. Wszak nasze życie (czy to prywatne, czy zawodowe), coraz częściej toczy się w przestrzeni, w której każdy gest może zostać nagrany, opatrzony "odpowiednim komentarzem", który zostanie przekazany dalej bez możliwości naszej obrony czy też wyjaśnienia.

„Yellowface” to książka o strachu przed zdemaskowaniem i konsekwencjach moralnych, które prowadzą bohaterkę coraz głębiej w spiralę kłamstwa. To powieść o literackim świecie, ale zarazem uniwersalna historia o ludzkiej słabości i podatności na presję. To ostrzeżenie przed mechanizmami publicznego ostracyzmu oraz zaproszenie do rozważań o odpowiedzialności, autentyczności i cenie sukcesu. Wydarzenia są opowiedziane w lekki sposób, dzięki czemu książkę szybko się czyta, ale bynajmniej nie jest to łatwa i komfortowa historia, gdyż Kuang zmusza czytelnika do refleksji nad pytaniami: jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć w pogoni za uznaniem? Czy można budować karierę na kłamstwie, nie płacąc za to ceny? Jaką rolę w naszym życiu naprawdę odgrywają media społecznościowe i na ile pozwalamy im definiować naszą tożsamość?

Jest to pierwsza książka Autorki, jaką przeczytałam, która zaintrygowała mnie zarówno samym opisem, jak i licznymi, pozytywnymi recenzjami. Sięgając po ten tytuł nie wiedziałem czego spodziewać się po Autorce. I nawet teraz, po jej przeczytaniu, gdy będę chciała sięgnąć po inne jej tytuły, nadal nie będę tego wiedzieć (wszak thriller nie jest typowym gatunkiem literackim Kuang, która przecież zasłynęła pisząc powieści fantasy). To jednak nie zniechęca mnie do poznania jej twórczości.
W "Yellowface" Autorka stworzyła historię, która balansuje między thrillerem psychologicznym, a analizą współczesnej kultury. To opowieść nie tylko o literaturze i kradzieży tożsamości, ale przede wszystkim o lęku przed zdemaskowaniem, związanej z tym samotności oraz o psychologicznej pułapce, jaką może stać się życie w epoce mediów społecznościowych. Ważny głos w kulturze i wartościowy tytuł, który z pewnością polecam.

Data przeczytania3-10-2025 (od: 17-09-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10           3,5/5                      6/10                         3/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty