sobota, 15 sierpnia 2026

30 protipów dla pielęgniarek

Nie od dziś wiadomo, że  choć każdej z pielęgniarek mogłoby się wydawać, że o swoim zawodzie wie już wszystko, to zawsze znajdzie się taka rzecz, nowinka medyczna, tudzież protip, który nowo odkryty urasta do rangi protipu stulecia. Wówczas zazwyczaj z zaskoczeniem mówimy: "kurczę, dlaczego ja tego wcześniej nie wiedziałam!"
 
W tym e-booku Autorka przedstawia trzydzieści takich protipów. Niektóre z nich znam i stosuję, niektóre poznałam dopiero po lekturze tego niedługiego opracowania - okazując się dla mnie sporym zaskoczeniem.
 
Publikacja z pewnością wartościowa. Nie tylko dla tych początkujących, którzy dopiero wchodzą w tajniki pielęgniarstwa. Myślę, że lektura tego e-booka przydałaby się również doświadczonym pielęgniarkom. Zwłaszcza biorąc pod uwagę niektóre przedstawione tutaj porady, które są w użyciu, a nikt nie myśli o tym, że mogą nie być korzystne. Jakie? Tego już należy dowiedzieć się poświęcając czas tej książce. Myślę, że to będzie dobrze zagospodarowane dziesięć minut życia.
 
"30 protipów dla pielęgniarek" to kolejny wartościowy e-book od znanej pielęgniarskiemu środowisku twórczyni internetowej - Siostry Bożenny. Trochę szkoda, że jest taki krótki. Mogłoby być tych protipów znacznie więcej. Zwłaszcza, że one istnieją.
 
Opracowanie polecam wszystkim tym pielęgniarkom, które chcą nieco "liznąć" tej tajemnej wiedzy pielęgniarstwa. Niektóre były omawiane na wykładach, ale mogły wyparować, inne poznaje się latami pracując w zawodzie. Z pomocą tego poradnika, niektóre z nich można poznać szybciej.

Data przeczytania15-08-2026 (od: 15-08-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

czwartek, 13 sierpnia 2026

Gdy liczy się tylko miłość

W tym harlequinowym romansie z serii "Światowe Życie" poznajemy Harper Lawson, która została poproszona o to, aby zastąpiła w pracy swoją przyjaciółkę Amandę. Cóż, wiadomo że przyjaciółce się nie odmawia - tym bardziej gdy potrzebuje się pieniędzy. Harper zostaje więc asystentką w biurze Salvadora da Rochy. Wprawdzie jej nowe zajęcie ma potrwać tylko dwa tygodnie, ale Harper już na samym początku zauważa, że nie będzie to łatwa współpraca. Po pierwsze mężczyzna ma trudny charakter, a po drugie jest niezwykle przystojny. To może być tym bardziej problematyczne, kiedy Harper dowiaduje się, że wyjedzie z nim w podróż służbową...

Jak będzie się układała relacja Salvadora i Harper? Jak potoczą się ich losy? Tego należy dowiedzieć się z lektury książki autorstwa Clare Connelly.

Co my tu mamy?  Romans z motywem forced proximity, a także nieco enemies to lovers. Trochę erotyki. Trochę erotyki, trochę klimatu Oceanu Atlantyckiego wokół słonecznej wyspy Ilha do Sonhos. Fabuła przez większość książki jest mało interesująca. Chwilami mocno wieje nudą Poza problemami z przeszłością Salvadora, z którą ów mężczyzna jeszcze się nie rozliczył, mamy głównie seks między tą parą. On głównie myśli o seksie z Harper i jest z nią właściwie dla świetnego seksu. Ona się zakochała i walczy o ten związek jak lwica. Facet pokazuje swoją twarz pod koniec książki. Jasno daje jej do zrozumienia o co chodzi w tym związku - i właściwie w tym momencie książka powinna była się zakończyć: na sto trzydziestej piątej stronie. Wówczas można by było powiedzieć, że wygrał rozsądek nad toksyczną relacją... ale nie! Wszak to jest durne romansidło, które musi zakończyć się happy endem, nawet jeśli wszelkie przesłanki mówią, żeby główna bohaterka uciekała od typa jak najdalej.
 
Słaba ksiąska, co nikogo nie powinno nawet dziwić. Nie tylko słaba przez wzgląd na głupią fabułę, ale też biorąc pod uwagę fabułę o niczym. Nie warto sięgać.
 
Data przeczytania: 13-07-2026 (od: 23-07-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                          1,5/5

niedziela, 9 sierpnia 2026

Planeta małp

Na początku tej historii poznajemy podróżujących statkiem kosmicznym Phillis i Jinn'a. Para dostrzega w przestrzeni kosmicznej butelkę. Postanawiają dotrzeć do znaleziska. Kiedy ją otwierają okazuje się, że w środku jest rękopis autorstwa człowieka, który opisuje swoje przybycie na pewną planetę. Tak zaczyna się historia Ulissesa - głównego bohatera tej książki...

Ulisses Mérou jest dziennikarzem, który pewnego dnia wraz z innymi ludźmi (w tym z profesorem Antelle) przybywa na planetę Soror. Wszyscy zostają schwytani przez rządzące planetą różego rodzaju małpy - od szympansów i goryli, aż po orangutany. Schwytani ludzie trafiają do klatki, gdzie zostają  poddawani różnym testom. Uisses okazuje się być ciekawym przypadkiem. Zaczyna uczyć się małpiej mowy. Wkrótce, wyprowadzany przez szympansicę Zirę na spacery po planecie (gdzie przygląda się zarówno jej lokalnym mieszkańcom, małpim przywódcom i ogólnie pojętym prawom, którymi zarządzana jest planeta małp), przekonuje swoją towarzyszkę o tym, iż pochodzi z planety zwanej Ziemią. W niewoli i ogólnym upodleniu spędza cztery miesiące, a wszystkie wydarzenia opisuje w dzienniku, w formie raportów.
 
Na plus tej historii zasługuje wydźwięk egzystencjalno-filozoficzny. Trochę o ewolucji człowieka, trochę o duszy zwierząt/ludzi oraz wyższości istot zwierzęcych/ludzkich nad innymi istotami. Aż szkoda, że te rozważania są tu jedynie zaznaczone. Mamy tu też politykę owej planety, badania nad umysłem, a także motyw przemiany głównego bohatera - tu również plus za ukazanie owej przemiany. Tylko czy ta przemiana (na tym etapie książki) jest aby na plus dla bohatera? Tego należy dowiedzieć się z lektury książki.

Historia podzielona jest na trzy części. W pierwszej części Ulisses przybywa na planetę małp i zostaje uwięziony. Nie da się ukryć, że osobowość głównego bohatera częstokroć kłóci się z jego położeniem w tej częsci książki. W jednej scenie wyprowadzany na spacer przez szympansicę Zirę, w następnej jawi się nam jako szowinista z rozdętym ego, podczas gdy czytamy o jego wyższości nad wszystkimi - zwłaszcza nad piękną Novą, która najlepiej żeby była jemu podległą (uległą?)
 
W drugiej części dokonuje się przemiana sytuacyjna bohatera. Idealnie, zważywszy na charakter i osobowość tego człowieka - tutaj spory plus, bo Ulisses to taki bardzo irytujący typ, którego ciężko polubić do tego stopnia, że tylko czekałam kiedy te małpy dadzą jegomościowi srogą nauczkę.
Za to bardzo podobał mi się sposób, w jaki został on potraktowany przez swojego nomen omen przyjaciela - profesora Antelle, gdy Ulisses przyszedł odwiedzić jego klatkę. Jest to cudowna scena, do której warto było dotrwać, jeśli oczywiście jesteśmy tym czytelnikiem, który "nie polubił się" z Ulissesem. A trzeba przyznać, że główny bohater jest postacią, której momentami ciężko współczuć. Nawet pomimo jego, bądź co bądź, trudnej sytuacji.

Myślę że "Planeta małp" należy do tych książek które można nazwać klasykiem gatunku. Cieszę się, że udało mi się przez nią przebrnąć. Nie było to też bardzo trudne, gdyż książka po pierwsze nie jest długa, a po drugie, jak na książkę science-fiction, to napisana jest w lekki sposób, dynamiczne, bez zbędnych dłużyzn w postaci skomplikowanych opisów.
Poza wspomnianymi wcześniej wątkami: egzystencjalno- filozoficznym i naukowym , na plus zasługuje też obecność kilku zwrotów akcji oraz zaskakujące zakończenie.

Choć książkę uważam za przeciętną, to polecam ją przede wszystkim miłośnikom gatunku science-fiction. Jeśli lubicie książki, w których mamy podróże międzyplanetarne, kosmos, życie na innej planecie i tym podobne sprawy, to ta książka może się spodobać. Pozostali czytelnicy powinni przeczytać choćby po to, żeby wyrobić sobie o niej własne zdanie.

Data przeczytania: 9-06-2026 (od: 19-06-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2/5                        5/10                         2,5/5

czwartek, 6 sierpnia 2026

Miesiąc miodowy dla singli

Książka Olivii Hayle to bardzo klimatyczna opowieść, w której poznajemy Eden Richards - niedoszłą żonę niejakiego Caleba. Mężczyzna zdradza narzeczoną z jej najlepszą przyjaciółką i to tuż przed ślubem! Do ślubu nie dochodzi, a załamanej dziewczynie nie pozostaje nic innego jak ból złamanego serca i użalanie się nad sobą. I jeszcze do tego ta wykupiona, bezzwrotna rezerwacja miesięcznego pobytu w hotelu Winter Resort na Barbadosie, gdzie mieli razem spędzić miodowy miesiąc! Przecież to nie może przepaść, tym bardziej że Eden marzyła o tym wyjeździe od tak dawna!
Kobieta postanawia zrobić coś dla siebie po tym rozstaniu, dlatego decyduje się wyjechać w tę podróż - sama! Żadnych facetów! Tylko ona, ocean, słońce, gorący piasek, kolorowe drinki i obserwowanie wykluwających się żółwi na barbadoskiej wyspie. Co może pójść nie tak? No, nic! I choć jej podróżniczy plan został dopięty na ostatni guzik, to Eden nie przewidziała jednego - faceta! Philip Mayer, którego poznaje w hotelowej restauracji, to cyniczny do bólu, arogancki mężczyzna. Do tego pracoholik, który nie rozstaje się ze swoją komórką. To również facet, który jest zabójczo przystojny. Zdecydowanie zbyt przystojny, żeby nie zwrócić na niego uwagi...
Przewrotny los ciągle stawia Philipa na jej drodze. Co wyniknie z tej znajomości? Tego należy dowiedzieć się z lektury książki Olivii Hayle.

"Miesiąc miodowy dla singli" to książka, w której wraz z Eden wyruszamy w podróż na gorącą wyspę, aby razem z bohaterką sięgnąć po wakacyjną przygodę. To zabawny romans w stylu slow burn oraz z motywem forced proximity, gdzie znajdziemy pełną sarkastycznego humoru romantyczną historię, w której z pewnością nie brak emocji, uczuć oraz zmysłowej erotyki. Ponadto mamy tu trochę podnoszenia się z kryzysu, poszukiwań własnego "ja" oraz dawania sobie drugiej szansy zarówno na polu uczuciowym, jak i zawodowym.

Książka Olivii Hayle, to lekka literatura obyczajowa, która swoim klimatem idealnie wpasowuje się w letnią aurę. Fabuła tej powieści jest interesująca. Czytelnik śledzi losy bohaterów z dużym zainteresowaniem. Książkę czyta się szybko, dobrze bawiąc się podczas lektury. Romans wart uwagi i polecenia, zwłaszcza tym czytelniczkom, które lubią romanse z motywem slow burn. Jeśli szukacie idealnej książki na plażę, to "Miesiąc miodowy dla singli" na pewno nie zawiedzie.

Data przeczytania6-08-2026 (od: 19-07-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                        7/10                         3,5/10

piątek, 31 lipca 2026

Podsumowanie lipca

🍒W lipcu przeczytałam siedem książek, czyli trochę więcej niż w zeszłym miesiącu. Zdecydowaną większość przeczytanych książek stanowiły romanse. Udało się też ukończyć dwa thrillery oraz zacząć kilka nowych książek, w tym pierwszą książkę z nowego TBR-u.

Lipiec zaczęłam od ukończeni romansu, który zapowiadał się nienajgorzej, a wyszło jak zawsze, co zresztą wcale mnie nie dziwi w przypadku tego typu literatury. Mowa o książce "Czar Polinezji" autorstwa Robyn Donald. Trochę szkoda, bo pomimo faktu, iż harlequiny są przeważnie słabe, a większość z tych historii szybko ulatuje z pamięci, to jednak czasem udaje się trafić na tytuł, który całkiem dobrze się czyta. No cóż, nie jest tak w przypadku tej książki.

Końcówka pierwszego tygodnia należała do Loreth Anne White i jej thrillera psychologicznego "Dziennik pokojówki". W przypadku tej książki również nieco się zawiodłam. Mając w pamięci "Pamiętnik mojej siostry" tej samej Autorki, który przecież nie był rewelacją (ale czytało się go dobrze), liczyłam na to, że ten thriller przynajmniej mu dorówna. Okazało się inaczej. Fabuła mnie nie porwała, pierwsze kilkadziesiąt stron bardzo się wlekło, a książka zaczynała intrygować dopiero po czasie - sprawiając wrażenie nieco przegadanej. Uważam jednak, że warto dać jej szansę, choćby po to, żeby samemu wyrobić sobie o niej zdanie. Z pewnością spodoba się tym czytelnikom, którzy lubią thrillery z bardzo powolną, niespieszną akcją.

Drugi tydzień miesiąca zaczęłam od ukończenia książki "Sycylijskie dziedzictwo", czyli obyczajówki osadzonej w mocno śródziemnomorskim klimacie sycylijskiej wyspy. Mamy tutaj żyjąca w Stanach Zjednoczonych Sarę, która po śmierci ciotki Rosie otrzymuje list, gdzie znajduje jej bilet na Sycylię, kilka dokumentów o pewnej nieruchomości na Sycylii oraz prośbę o to aby Sara odkryła pewną rodzinną tajemnicę. Lektura idealna na lato. Trochę w połączeniu letniego romansu z odkrywaniem rodzinnych sekretów, które sięgają czasów jeszcze przed pierwszą wojną światową.

Kolejną bardzo wakacyjną lekturą, kojarzącą się z latem i słońcem, była książka "Miłość ma smak halloumi". Fakt, nie zachwyciła mnie. Momentami, ilość absurdalnych sytuacji w tej książce przewyższa nawet polot Autorek harlequinów. Bywają chwile, kiedy czytelnik zastanawia się czego miało tu być więcej - romansu, gotowania, czy może jednak młodzieńczych dram - zważywszy na końcówkę - co jednak zdumiewa, jeśli brać pod uwagę prawdopodobny wiek głównej bohaterki... Tą książkę raczej odradzam, chyba że ktoś bardzo lubi takie lekkie opowiastki na raz albo bardzo chce poczytać o tych greckich potrawach - na tym polu nie będzie zawodu, gdyż kulinariów jest tutaj bez liku.

W ostatnich tygodniach miesiąca w dalszym ciągu nie opuściłam śródziemnomorskich klimatów, a to za sprawą romansu "Włoskie porachunki" Sary Craven. Był to kolejny kiepski romans typu harlequin. Lekka, niezobowiązująca lektura, która nie była tragedią, ale też niczym nie zainteresowała.

"Przyjdę po ciebie nocą" to drugi w tym miesiącu przeczytany thriller. Także drugi thriller, który okazał się być przeciętnym, z powolną fabułą. Tutaj również akcja się wlecze, w dodatku mamy kilka perspektyw: czytelnik przenosi się do współczesnych czasów (pierwsza perspektywa) oraz do przeszłości, w której wydarzenia opowiadane są z punktu widzenia pewnych dwóch dziewczynek (druga perspektywa), policji (trzecia perspektywa). A wszystko to z powodu pewnej waśni między gospodarzami na amerykańskiej wsi - można powiedzieć, że to kolejna, czwarta perspektywa, choć gdyby się doszukiwać, to jeszcze by się znalazło kilka pomniejszych. Thriller z mocno zawiłą fabułą w pierwszej połowie książki. W drugiej połowie akcja zaczyna się klarować i przyspiesza. Warto dać jej szansę choćby ze względu na tą drugą połowę, ale po lekturze pozostanie poczucie lekkiego niedosytu.

Końcówkę miesiąca spędziłam z książką "Zakazany romans" autorstwa Yvonne Lindsay.  I choć książkę czytało się bardzo szybko, to jednak nie nazwę tej lektury dobrą. Nie polecam lektury tego romansidła żadnej młodej kobiecie - poraża tutaj ilość toksycznych zachowań bohaterów (zwłaszcza jak na tak cienką książkę). Zresztą, główna para nie świeci przykładem dla nikogo. On zachowuje się jak manipulator/szantażysta/despota/pan i władca, natomiast ona to głupia idiotka/naiwna/wyuzdana/pazerna/uległa. Nie, nie i raz jeszcze nie! Gdyby to nie było romansidło, z rodzaju tych, które zawsze kończą się happy endem, to jego powinni zamknąć za szantażowanie i przetrzymywanie, a ona powinna nauczyć się an własnych błędach...

W nadchodzącym sierpniu liczę na ukończenie piątej części cyklu "Harry Potter", tym samym mam nadzieję, że zacznę też kolejną TBR-ową książkę. Zamierzam też kontynuować książki, które zaczęłam w lipcu. Opinie niektórych z nich powinny pojawić się już w pierwszych tygodniach sierpnia 🌳

 


Lipiec w liczbach:

Przeczytanych książek: 7
Łączna liczba stron czytanych książek: 2176
Literatura obyczajowa/Romans: 5
Thriller/Kryminał/Sensacja: 2

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty