piątek, 31 lipca 2026

Podsumowanie lipca

🍒W lipcu przeczytałam siedem książek, czyli trochę więcej niż w zeszłym miesiącu. Zdecydowaną większość przeczytanych książek stanowiły romanse. Udało się też ukończyć dwa thrillery oraz zacząć kilka nowych książek, w tym pierwszą książkę z nowego TBR-u.

Lipiec zaczęłam od ukończeni romansu, który zapowiadał się nienajgorzej, a wyszło jak zawsze, co zresztą wcale mnie nie dziwi w przypadku tego typu literatury. Mowa o książce "Czar Polinezji" autorstwa Robyn Donald. Trochę szkoda, bo pomimo faktu, iż harlequiny są przeważnie słabe, a większość z tych historii szybko ulatuje z pamięci, to jednak czasem udaje się trafić na tytuł, który całkiem dobrze się czyta. No cóż, nie jest tak w przypadku tej książki.

Końcówka pierwszego tygodnia należała do Loreth Anne White i jej thrillera psychologicznego "Dziennik pokojówki". W przypadku tej książki również nieco się zawiodłam. Mając w pamięci "Pamiętnik mojej siostry" tej samej Autorki, który przecież nie był rewelacją (ale czytało się go dobrze), liczyłam na to, że ten thriller przynajmniej mu dorówna. Okazało się inaczej. Fabuła mnie nie porwała, pierwsze kilkadziesiąt stron bardzo się wlekło, a książka zaczynała intrygować dopiero po czasie - sprawiając wrażenie nieco przegadanej. Uważam jednak, że warto dać jej szansę, choćby po to, żeby samemu wyrobić sobie o niej zdanie. Z pewnością spodoba się tym czytelnikom, którzy lubią thrillery z bardzo powolną, niespieszną akcją.

Drugi tydzień miesiąca zaczęłam od ukończenia książki "Sycylijskie dziedzictwo", czyli obyczajówki osadzonej w mocno śródziemnomorskim klimacie sycylijskiej wyspy. Mamy tutaj żyjąca w Stanach Zjednoczonych Sarę, która po śmierci ciotki Rosie otrzymuje list, gdzie znajduje jej bilet na Sycylię, kilka dokumentów o pewnej nieruchomości na Sycylii oraz prośbę o to aby Sara odkryła pewną rodzinną tajemnicę. Lektura idealna na lato. Trochę w połączeniu letniego romansu z odkrywaniem rodzinnych sekretów, które sięgają czasów jeszcze przed pierwszą wojną światową.

Kolejną bardzo wakacyjną lekturą, kojarzącą się z latem i słońcem, była książka "Miłość ma smak halloumi". Fakt, nie zachwyciła mnie. Momentami, ilość absurdalnych sytuacji w tej książce przewyższa nawet polot Autorek harlequinów. Bywają chwile, kiedy czytelnik zastanawia się czego miało tu być więcej - romansu, gotowania, czy może jednak młodzieńczych dram - zważywszy na końcówkę - co jednak zdumiewa, jeśli brać pod uwagę prawdopodobny wiek głównej bohaterki... Tą książkę raczej odradzam, chyba że ktoś bardzo lubi takie lekkie opowiastki na raz albo bardzo chce poczytać o tych greckich potrawach - na tym polu nie będzie zawodu, gdyż kulinariów jest tutaj bez liku.

W ostatnich tygodniach miesiąca w dalszym ciągu nie opuściłam śródziemnomorskich klimatów, a to za sprawą romansu "Włoskie porachunki" Sary Craven. Był to kolejny kiepski romans typu harlequin. Lekka, niezobowiązująca lektura, która nie była tragedią, ale też niczym nie zainteresowała.

"Przyjdę po ciebie nocą" to drugi w tym miesiącu przeczytany thriller. Także drugi thriller, który okazał się być przeciętnym, z powolną fabułą. Tutaj również akcja się wlecze, w dodatku mamy kilka perspektyw: czytelnik przenosi się do współczesnych czasów (pierwsza perspektywa) oraz do przeszłości, w której wydarzenia opowiadane są z punktu widzenia pewnych dwóch dziewczynek (druga perspektywa), policji (trzecia perspektywa). A wszystko to z powodu pewnej waśni między gospodarzami na amerykańskiej wsi - można powiedzieć, że to kolejna, czwarta perspektywa, choć gdyby się doszukiwać, to jeszcze by się znalazło kilka pomniejszych. Thriller z mocno zawiłą fabułą w pierwszej połowie książki. W drugiej połowie akcja zaczyna się klarować i przyspiesza. Warto dać jej szansę choćby ze względu na tą drugą połowę, ale po lekturze pozostanie poczucie lekkiego niedosytu.

Końcówkę miesiąca spędziłam z książką "Zakazany romans" autorstwa Yvonne Lindsay.  I choć książkę czytało się bardzo szybko, to jednak nie nazwę tej lektury dobrą. Nie polecam lektury tego romansidła żadnej młodej kobiecie - poraża tutaj ilość toksycznych zachowań bohaterów (zwłaszcza jak na tak cienką książkę). Zresztą, główna para nie świeci przykładem dla nikogo. On zachowuje się jak manipulator/szantażysta/despota/pan i władca, natomiast ona to głupia idiotka/naiwna/wyuzdana/pazerna/uległa. Nie, nie i raz jeszcze nie! Gdyby to nie było romansidło, z rodzaju tych, które zawsze kończą się happy endem, to jego powinni zamknąć za szantażowanie i przetrzymywanie, a ona powinna nauczyć się an własnych błędach...

W nadchodzącym sierpniu liczę na ukończenie piątej części cyklu "Harry Potter", tym samym mam nadzieję, że zacznę też kolejną TBR-ową książkę. Zamierzam też kontynuować książki, które zaczęłam w lipcu. Opinie niektórych z nich powinny pojawić się już w pierwszych tygodniach sierpnia 🌳

 


Lipiec w liczbach:

Przeczytanych książek: 7
Łączna liczba stron czytanych książek: 2176
Literatura obyczajowa/Romans: 5
Thriller/Kryminał/Sensacja: 2

środa, 29 lipca 2026

Zakazany romans

CYKL: THE MASTER VINTNERS (TOM 2)

 

W tym harlequinowym romansie z cyklu "Gorący Romans" poznajemy Nicole Wilson - córkę szefa jednej z największych firm produkujących wino. Dziewczyna jest rozgoryczona, gdy po latach długiej pracy w firmie ojca dowiaduje się, że zamierza on oddać władzę nad biznesem jej bratu, a nie Nicole - długoletniej, wykształconej, fachowej pracownicy. Jej złość jest tym większa, że ma świadomość tego, iż jej przyrodni brat nie zasługuje na te udziały choćby przez wzgląd na brak wiedzy o prowadzeniu takiej firmy. Rozżalona idzie do baru, gdzie poznaje przystojnego mężczyznę. Wieczór kończy się w łóżku nieznajomego. Tylko czy ten przypadkowy mężczyzna z baru rzeczywiście jest nieznajomym? Tymczasem Nate Jackson, który poderwał w barze córkę największego wroga jego rodziny, planuje zemstę idealną na ojcu dziewczyny...
Jak potoczą się losy bohaterów? Czy Nate zemści się na rodzinnej firmie Nicole? Co z tego wszystkiego wyniknie? Tego należy dowiedzieć się z  lektury ksiażki Yvonne Lindsay.
 
Czegóż tu nie ma w tej historii? Facet mega hot, niczym sam "seks na dwóch nogach" i orgazm stulecia tak cudowny, że można zobaczyć "fajerwerki pod powiekami". Jednak to, co jest w tym romansie głównym wątkiem, to mężczyzna-szantażysta, który podstępem zdobywa to, czego chce oraz kobieta, która jest tak zakochana (czytaj: zaślepiona miłością), że spełnia jego żądania. Fakt, Nate ma asa w rękawie - ale na jej własne życzenie, gdyż sama wcześniej będąc naiwną, bogatą, rozwydrzoną gęsią, właściwie sama podała mu się na tacy, wkładając mu tą broń do ręki... Cóż, miała być pikantna zabawa: wyszło, jak wyszło...
 
Książkę czyta się szybko, fabuła choć oczywista, to pędzi niczym struś pędziwiatr. Czy się nudziłam? Nie, wręcz przeciwnie. To było ciekawe doświadczenie - patrzeć jak ona praktycznie od samego początku robi z siebie totalną idiotkę. Nate ją wykorzystał - owszem i to bynajmniej nie jest chwalebne - ale Nicole, dla której chyba nie istnieją hotele wcale nie musiała tak długo brnąć w tą relację. Brak decyzyjności tej kobiety, jej ciągła uległość wobec toksycznego faceta, który rani ją do łez - wszystko to, było trudne do pojęcia. Do tego dochodzą jeszcze niektóre opisy seksualnych igraszek tych dwojga - chwilami tak głupie, że aż śmieszne  w swojej żenadzie.
 
Książki nie polecam z uwagi na bohaterów, którzy przejawiają toksyczne zachowania. Oboje nie świecą przykładem. Ona głupiutka i mało szanująca siebie, z kolei on myślący o własnych korzyściach manipulator, który idzie "po trupach do celu. Jeśli brać tą książkę za mini kompendium czego nie robić i jakich relacji się wystrzegać, to można przeczytać, aczkolwiek nie będzie to też do końca odpowiednia lektura, gdyż od około drugiej połowy książki próżno tutaj szukać tych morałów. Może natomiast pojawić się irytacja zachowaniami głównych bohaterów. Lepiej więc sięgnąć po mądrzejszą książkę.
 
Data przeczytania: 29-07-2026 (od: 26-07-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                          1,5/5

sobota, 25 lipca 2026

Przyjdę po ciebie nocą

Wylie Lark jest autorką książek kryminalnych. Pewnego zimowego dnia postanawia wyjechać na wieś, żeby w odosobnieniu napisać nową powieść true crime. Jest przekonana, że nic nie jest w stanie zmącić jej spokoju - ani szalejąca za oknem śnieżyca, ani nawet fakt, że dwadzieścia lat temu doszło w tym miasteczku do strasznej tragedii, w której dwie osoby poniosły śmierć, a dwie uznano za zaginione. Nagle, odcięta od prądu i reszty świata Wylie odkrywa coś niepokojącego. Na jej podwórku leży wyziębiony chłopiec, który najwyraźniej potrzebuje pomocy - o ile w ogóle jeszcze żyje. Kobieta zabiera go do domu, udziela mu pomocy oraz próbuje dowiedzieć się co się stało, ale chłopiec nic nie mówi. W dodatku wygląda na mocno przerażonego...
Co przydarzyło się chłopcu? Gdzie są jego rodzice? Czy w ogóle żyją? Jakie tajemnice sprzed lat wyjdą na jaw? Tego już należy dowiedzieć się z lektury książki.
 
Przyznam, że moje początki z tym thrillerem były kiepskie. Lektura była toporna, na co złożyła się chaotyczna fabuła. Przez sporą część książki nie wiadomo właściwie o co chodzi i po co to wszystko. Dopiero około połowy akcja przyspiesza, a fabuła zaczyna coraz bardziej intrygować. Jednocześnie też - niedługo po pierwszej połowie lektury - zaczęłam się domyślać o co chodzi. Do tego stopnia, że zaczęłam rozszyfrowywać sporo rzeczy - z mordercą włącznie. Prawdopodobnie Autorce o to chodziło, żeby czytelnik z czasem domyślił się głównych wątków. ale żeby tak wcześnie zacząć podejrzewać kto za to wszystko odpowiada? To już chyba nie było zamierzone...
 
Cała historia biegnie dwutorowo. Poznajemy zarówno czasy współczesne, jak i wydarzenia sprzed dwudziestu lat. Dodatkowo, we współczesnych czasach, mamy spojrzenie na tą historię opowiedzianą z dwóch perspektyw: z perspektywy Wylie oraz pewnej dziewczynki... Najprawdopodobniej przyczyną chaosu pierwszych kilkudziesięciu rozdziałów są właśnie ciągłe przeskoki czasowe oraz fakt, iż kompletnie nie wiadomo o co tutaj właściwie chodzi. Dlatego ten thriller może początkowo wzbudzać u czytelnika lekką konsternację i irytację. Nie należy się za szybko zrażać tym faktem, gdyż wszystkie te "bolączki" znikają po pierwszej połowie.
 
Pomijając powyższe minusy "Przyjdę po ciebie nocą" jest niezłym thrillerem z dobrze przemyślaną fabułą. W drugiej połowie tej historii akcja wręcz pędzi i mocno intryguje, a cała intryga nasuwa czytelnikowi podobieństwo do przynajmniej jednej głośnej książki (i jej ekranizacji) oraz - choć książka jest fikcją - do pewnych wydarzeń, które niestety mają odniesienie w rzeczywistości. Jakie to podobieństwa? Tego nie mogę zdradzić, gdyż za dużo bym powiedziała.
 
Gdyby nie druga połowa powieści, to "Przyjdę po ciebie nocą" uznałabym za thriller, który "ujdzie w tłumie". Z czasem książka zrobiła się dużo ciekawsza, co sprawia że thriller Pani Gudenkauf może nie jest najlepszy, ale też nie należy do słabych. Raczej nie będzie z tych, które zapamiętam na długo, jednak warto dać mu szansę. 

Data przeczytania: 25-07-2026 (od: 6-07-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          3/5                         5/10                          2,5/5

środa, 22 lipca 2026

Włoskie porachunki

W tym harlequinowym romansie z serii "Światowe Życie Extra" poznajemy dziennikarkę Madeleine Lang, która wyjeżdża do Włoch, żeby zrobić materiał o słynnej śpiewaczce operowej. Nieświadoma podstępu kobieta zostaje porwana przez człowieka, który miał pomóc w zdobyciu materiałów - Hrabiego Andreę Vallieri. Mężczyzna ma swoje pobudki, żeby działać w ten sposób. Porwana Madeleine zostaje uwięziona w posiadłości Hrabiego. A Andrea wcale nie spieszy się z uwolnieniem kobiety...
Jak potoczą się ich losy? Czy Madeleine wróci do narzeczonego - Jeremy'ego? Co zrobi Andrea Vallieri? Odpowiedzi na te i inne pytania należy szukać w książce Sary Craven.
 
Mocno przeciętny romans, gdzie w pierwszej połowę książki mamy nudną, chaotyczną fabułę. Na plus motyw enemies to lovers, który najmocniej rezonuje około połowy książki. Mamy tu sporo włoskiego klimatu, odrobinę zmysłowej erotyki, a także element zaskoczenia pod koniec książki. Szkoda tylko, że aby doświadczyć plusów, trzeba wcześniej przebrnąć przez parędziesiąt stron kiepskiej fabuły.
 
Nie miałam wielkich oczekiwań co do tej książki, bo to harlequin, a więc spodziewałam się schematu. Owszem jest to schematyczna historia, choć w tych romansach nieczęsto zdarza się wątek porwania. Podobnie zresztą, jak nie należy się spodziewać momentów zaskoczenia spowodowanych zwrotem akcji. Gdyby więc nie końcówka książki, to ten romans byłby słabiutki, tymczasem ujdzie w tłumie całej reszty tych romansideł.
 
Data przeczytania: 22-07-2026 (od: 5-06-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                          2/5

wtorek, 14 lipca 2026

Miłość ma smak halloumi

W książce poznajemy Freyę. Kobieta pracuje w podrzędnej restauracji Taste of the Mediterranean. Gotowanie i pieczenie to jej prawdziwe hobby. Pewnego dnia, kiedy jej sernik zostaje wciągnięty do menu jako sztandarowa potrawa, ale nie jej autorstwa, a jej kolegi - Freya czuje się bardzo niedoceniona przez szefa. Jakby tego było mało - nie może się nawet pożalić własnemu chłopakowi. Kiedy zderza się z niezrozumieniem z jego strony, postanawia go rzucić w diabły i wyrusza na kulinarny konkurs "Złotej Łyżki", do którego zgłosiła się już wcześniej. Wygrana w tym konkursie staje się dla niej priorytetem. W tym celu wyjeżdża na Cypr. Słońce, plaża, śródziemnomorskie potrawy i... mężczyźni! Wszystko fajnie, ale akurat mężczyzn Freya najmniej potrzebowała!
Jak będzie wyglądała przygoda Frei? Czym stanie się dla niej cypryjska wyspa? I czy zwycięży w wymarzonym konkursie życia? Tego należy się dowiedzieć z lektury książki. 
 
Książka Ginger Jones wygląda bardzo niewinnie. Na okładce plaża, morze i dziewczyna wylegująca się na ręczniku pośród różnych potraw - wszystko wskazuje na lekką lekturę na lato, a kiedy dodać do tego jeszcze halloumi i Cypr, to brzmi to jak wakacje z książką w śródziemnomorskim klimacie. Do tego szumne hasło: "najgorętszy romans tego lata". No. no, no...
Jasne, wszystko to mamy: jest plaża, słońce, szum morza i gotowanie (bardzo dużo gotowania), ale... tego romansu nie ma. Niby nasza Freya coś tam, z kimś tam [kręci], ale ogólnie rzecz biorąc ten "romans" jest letni jak wychłodzone cypryjskie danie, a nie "najgorętszy", jak napisano na okładce.
 
Do tego dochodzi naiwna, infantylna, a niekiedy też bezdennie głupia Freya. Ilość absurdalnych scen z jej udziałem jest zatrważająca. Nie lepsza jest jej przyjaciółka Khady (ach, te dialogi jak u nastolatek rodem z USA College). Natomiast niejaki Andre [what the hell - kim jest Andre?], czyli typ, który pod koniec ksiażki pojawia się znikąd odgrywając kluczową rolę w całej książce, to kolejny przykład tego, jak jeszcze bardziej pogrążyć powieść obniżając książce loty.
 
Żeby nie było tak źle są też plusy - śródziemnomorski klimat, wątek rywalizacji, niektóre urocze fragmenty z Xanthosem (głównie w ostatnich rozdziałach książki). Nie znoszę kulinarnych opisów w powieściach. Tutaj od początku wiedziałam na co się piszę, więc nie mogę narzekać. Kulinarna opisy w tej książce, choć mnie nużyły, to jednak nie są źle napisane, więc jeśli ktoś lubi takie opisy w książkach, to nie będzie zawiedziony.
 
Nie, to nie jest gorący romans. Bywa, że więcej chemii jest między bohaterami głupawych, kiepskich harlequinów, aniżeli w tej książce. Tutaj mamy do czynienia z bardzo słabym harlequinem dla nastolatek, pełną absurdalnych scen i głupich dialogów. (Nie)romansem, osadzonym w śródziemnomorskim klimacie, z wplecionymi różnymi wątkami - zaczętymi, acz nie dokończonymi w przypadku niektórych. Książka słaba i gdyby nie to, że szanuję ją za klimat i kulinaria (za, którymi wszak nie przepadam), to pewnie moja ocena byłaby niższa.

Data przeczytania: 14-06-2026 (od: 18-06-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1,5/5                      3/10                          1,5/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty