niedziela, 22 marca 2026

Siedem śmierci Evelyn Hardcastle

Akcja powieści Turtona dzieje się w posiadłości Blackheath House. Rezydencję zamieszkują osoby, które mogą być podejrzane o zabójstwo Evelyn Hardcastle, a także tacy, którzy mogą rozwiązać zagadkę morderstwa. Wszyscy, każdego ranka, przez osiem kolejnych dni, będą się budzić w ciele innego z gości i przeżywać na nowo dzień, w którym Evelyn Hardcastle ginie. Jedną z osób chcących wykupić sobie wolność w zamian za rozwiązanie zagadki śmierci Evelyn Hardcastle, jest też Aiden Bishop. Dla utrudnienia, będzie on miał możliwość wcielić się w tylko [i aż] osiem wcieleń (spośród gości zamieszkujących Blackheath House).  Jeśli wraz z ostatnim wcieleniem nie odkryje kto jest mordercą, to... nigdy nie opuści Blackheath, a cykl odkrywania tożsamości zabójcy zacznie się od nowa.

Ta książka ma ciekawą, niebanalną ale też zawiłą konstrukcję, co sprawia, że w niektórych rozdziałach trzeba się bardzo skupić na fabule. W przeciwnym wypadku, łatwo można się pogubić. Jeśli więc ktoś - tak, jak ja - lubi czytać kilka książek naraz, to najlepiej poświęcić więcej czasu powieści Stuarta Turtona. Z uwagi na mnogość bohaterów, częste przeskoki w czasie i zmiany wcieleń głównego bohatera, warto też zwrócić uwagę na ciągłość lektury - dobrze jest nie odkładać czytania na dłuższy czas, bo łatwo można stracić wątek. Najbardziej pomocna może być mapa rezydencji lub spis postaci na początku książki. Ten plan rozmieszczenia poszczególnych lokacji pomagał mi przed ponad pół książki.


Rycina:. Mapa rezydencji*

Jest tutaj kilka zabiegów, które mi się podobają. Oprócz głównego motywu wcielania się głównego bohatera w inne postaci oraz przeżywania parę razy tego samego dnia, doceniam fakt, iż cechy osobowości i charakteru każdej z nowych postaci mają oddziaływanie na głównego bohatera. Będąc wciąż Aidenem Bishopem, przejmuje on emocje, charakter, osobowość tych postaci, w które się wciela; odczuwa cechy charakterystyczne dla ich wieku - jak na przykład pogorszenie stanu zdrowia w przypadku wcielenia się w osobę starszą, czy tez witalność młodszych postaci oraz ich spryt i umiejętności. Przy tym, nie pamięta on jak wyglądało jego prawdziwe życie, więc wciąż zastanawia się kim jest tak naprawdę, co jeszcze bardziej rozbudza ciekawość czytelnika.

Nie mogę zdradzić więcej szczegółów, gdyż należy je poznać podczas lektury książki. Natomiast, jeśli chodzi o minusy, to - nie spojlerując - powiem tak: to, co mi się nie podobało, to trochę rozczarowujące zakończenie. Nie wiem właściwie dlaczego. Nie wiem co zagrało nie tak, jak powinno. Czy fakt, że ta książka pod koniec już zaczęła mnie męczyć? Czy to, że nie poznałam do końca tych wątków, które miałam nadzieję poznać? Czy może powodem jest to, że poniekąd domyślałam się rozwiązania zagadki morderstwa Evelyn Hardcastle - nawet jeśli nie domyśliłam się wszystkiego, a jedynie ułamka tajemnicy, to wystarczyło aby jednak czuć pewien niedosyt? A może to wszystkie te rzeczy naraz...

Lubię zagadki kryminalne, tajemnice i zaskoczenia na koniec. Lubię też powieści Agathy Christie (a "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" trochę przypomina mi klimat angielskich kryminałów z XIX wieku, choć do królowej kryminału jest jej bardzo daleko). Ta książka nie jest zła. Ma dobry początek, rozbudzającą zainteresowanie fabułę, która trzyma w napięciu przynajmniej przez pierwszą połowę. Szkoda tylko, ż eto napięcie "puściło" na jakieś dziesięć rozdziałów przed końcem. Ciągłe powroty głównego bohatera do tych samych wcieleń, jego przeciągające się poszukiwania zabójcy, cofanie się w tył, żeby przeżyć dzień inaczej od poprzedniego... to wszystko, co w pierwszej połowie było ciekawe, pod koniec zaczęło już nużyć, a ja coraz częściej łapałam się na tym, że wypatruję jak najszybszego końca.

Z pewnością książka Stuarta Turtona znajdzie swoich zwolenników. Dla mnie jest nie najgorszą powieścią w stylu retro-kryminału, z fajnie pomyślaną  fabułą, jednakże bez wielkich fajerwerków na koniec. Szkoda, bo potencjał był duży. 

*Zdjęcie autorskie mapki zamieszczonej na okładce i wklejce książki "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle", Wydawnictwo: Albatros, 2019r.

Data przeczytania22-03-2026 (od: 17-02-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2,5/5                      5/10                          2,5/5

środa, 11 marca 2026

Pożyczony narzeczony

Wydarzenia w "Pożyczonym narzeczonym" mają miejsce w Stanach Zjednoczonych. To tutaj poznajemy Laurę Stone - nastolatkę podkochującą się w koledze z klasy. Jest to typowa, szkolna miłość, acz nieodwzajemniona. Pewnego dnia, między nastolatkami  dochodzi do poważnego spięcia po tym, jak Laura nieświadomie publikuje na portalu społecznościowym swoje pisarskie mrzonki na temat jej rzekomej relacji z kolegą z klasy. Mijają lata. Laura jest poważną - a przynajmniej za taką chce uchodzić - bizneswoman. Zapracowaną do tego stopnia, że nawet nie zauważa, że jej osobiste życie zaczyna się kruszyć. Gdy któregoś dnia wraca z pracy, zastaje swojego partnera pakującego walizki. Od tej pory wali się cały jej świat. Nie dość, że właśnie została singielką, to jeszcze wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym razem z jej już byłym facetem mieli pojawić się na rodzinnym spotkaniu. I co ona teraz powie matce, która tak bardzo liczyła, że pozna ukochanego Laury? A wiecznie przemądrzała siostra? Na pewno ją wyśmieje! Nawet nie uwierzą, że w ogóle miała kogoś, bo przecież nigdy nie widzieli na oczy jej faceta!
Laura postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i zwrócić się po pomoc do Naomi. Przyjaciółka na pewno będzie wiedziała co robić. Naomi wpada na genialny plan - przecież Laura może jechać na to spotkanie z jej facetem Aaronem Colderem. Będą udawali zakochaną parę, rodzina Laury nawet się nie zorientuje, a dla niej i Aarona będzie to świetny test ich uczuć. Kłopot w tym, że Laura i Aaron szczerze się nienawidzą jeszcze z lat szkolnych...
Czy plan Naomi się powiedzie? Jak potoczą się losy bohaterów? Tego już należy się dowiedzieć z książki Joanny Balickiej.

Moje wrażenia z lektury tego romansu są średnie. Nie, żebym spodziewała się rewelacji - co to, to nie. To, czego się na pewno nie spodziewałam, to aż takiej przewidywalności. A trzeba przyznać, że niektóre sytuacje są tutaj tak przewidywalne, jak burza  w lecie. Jeszcze przed połową książki byłam w stanie przewidzieć największy plot twist - i to na długo przed tym, kiedy rzeczywiście się pojawił. Możliwe więc, że dlatego odebrałam "Pożyczonego narzeczonego" jako takie "meh, meh".
 
Już po przeczytaniu samego opisu, z góry można założyć o czym będzie ta książka. Autorka nie pokazała tutaj nic odkrywczego - i też nie miała co pokazywać, bo to miała być dobra rozrywka. Czy była tą rozrywką? Momentami tak, choć są tutaj rozdziały, których ewentualny brak niczego nie odebrałby tej historii. Tymczasem, lektura tej książki trochę mi się dłużyła.  Zwłaszcza, gdy wszystkie te rzeczy, których domyśliłam się wcześniej, zaczynały po kolei się pojawiać. Rezultat? Po połowie książki wypatrywałam już końca.
 
To nie jest zła książka. To taka lekka obyczajówka, w stylu harlequina, tylko dłuższa i z nieco większą ilością zawiłości. Mnie ta książka nie zachwyciła, jednak uważam, że znajdzie swoich czytelników pośród miłośników takich obyczajówek. Tym bardziej, jeśli ktoś lubi motyw enemies to lovers, wówczas losy Laury i Aarona będą w punkt - oni wręcz się nienawidzą.
 
Lektura do przeczytania na raz. I to najlepiej w okresie zimowym, bo mamy tu właśnie ferie w Aspen, a więc: dużo zimy, mróz i zaspy. Wtedy dobrze rozsiąść się wygodnie w fotelu, pod kocem, koniecznie z ciepłym kakao. Najlepiej, jeszcze podczas śnieżnej zawieruchy - wtedy efekt murowany. Bo "Pożyczony narzeczony" potrafi wciągnąć w swoją fabułę, a jeszcze z odpowiednim klimatem...

Data przeczytania11-03-2026 (od: 13-02-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2,5/5                      6/10                          2,5/5

wtorek, 10 marca 2026

Ona i jej kot

"Ona i jej kot" to krótki komiks, który można przeczytać dosłownie w pół godziny. Pewnego wiosennego dnia, młoda kobieta - imieniem Miyu, znajduje w pudełku kota. Nazywa go Chobi. Od tego momentu kot i jego nowa Pani stają się nierozłączni. To właśnie Chobi jest narratorem wydarzeń w tej opowieści. To z nim czytelnik obserwuje małą codzienność tych dwóch mieszkających ze sobą istot.
 
Jaka jest ta codzienność Miyu? Z pozoru zwyczajna, wypełniona żmudną pracą pod presją czasu, lecz pod tą powłoką zwyczajności kryje się coś więcej - bezsilność, samotność i niestety... depresja. Więzi Miyu z matką są sporadyczne. Jej życie wypełnia głownie praca, spanie, zajmowanie się kotem. Dziewczyna przebywając na zewnątrz jest uśmiechnięta, lecz gdy wraca do "czterech ścian" swojego domu, ten uśmiech znika z jej twarzy, a w jego miejsce pojawia się smutek i przygnębienie. Miyu jest przepracowana, ma problemy ze snem, koncentracją, a przede wszystkim z ogarnięciem własnego życia. Jedynym towarzyszem - i jednocześnie przyjacielem - w tym jej smutnym świecie jest tylko ten  kot-przybłęda. To on tęskni za nią, za każdym razem, kiedy Miyu wychodzi z domu. To on obserwuje każdy jej krok. To on przeżywa każdy jej gorszy dzień, choć jego koci rozum nie wie dlaczego jego Pani jest taka smutna...

Rycina: Kadry z komiksu "Ona i jej kot"*
 
Opowieść Miyu wprawia czytelnika w nostalgiczny i przygnębiający nastrój. Może też powodować lekki niepokój. Mimo tego przygnębienia, jest to ładna, ciepła historia, która daje nadzieję. Pokazuje, że żadne problemy nie są warte uciekania w depresję, kiedy są istoty, które na nas liczą. Pokazuje, że przeciwności losu można pokonać, kiedy mamy obok siebie kogoś, dla kogo warto żyć - choćby miał to być tylko kot, z którym dzielimy swoje smutki, za którego jesteśmy odpowiedzialni na co dzień. Ponadto, pokazuje, że mimo wszystko, warto cieszyć się każdym dniem.
 
Warto też zwrócić uwagę na bardzo ładną kreskę. Rysunki Tsubasy Yamagutschiego są tak urocze, że rekompensują to przygnębienie wywołane ciężkim tematem opowieści. Można nie lubić komiksów - tym bardziej mangi, która bywa specyficzna. Uważam jednak, że historia Makoto Shikaiego może zainteresować najbardziej wybrednych czytelników - tak tematem, jak i końcowym przesłaniem, a jeśli nie tym, to przynajmniej tą kicią pełną uroku w jego rysunkowych oczach.
 
Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to fakt, że historia jest trochę za krótka. Czuję lekki niedosyt, bo chciałoby się więcej. Możliwe, że to kwestia gatunku. Wszak komiksy rządzą się sowimi prawami. Inaczej też wygląda odbiór czytelnika, przez co może powstawać sporo niedopowiedzeń. Dlatego zamierzam jeszcze skonfrontować graficzną historię z jej odpowiednikiem w prozie.
 
*Zdjęcia autorskie z książki "Ona i jej kot", Wydawnictwo: Waneko, 2018r.

Data przeczytania10-03-2026 (od: 10-03-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

niedziela, 8 marca 2026

Nowe strony tematyczne: "the best of" w danych gatunkach

 


Witam

Dziś pojawiła się
 
nowa zakładka 😉
 
Dostępna na blogu pod poniższym linkiem* 
 

 
 
Zapraszam
 
😎
 
*strona będą aktualizowane na bieżąco

wtorek, 3 marca 2026

Arabskie marzenia

Kolejne romansidło z serii "Światowe Życie Extra", w którym poznajemy sułtana Dżuratu - Khaleda bin Aziza oraz amerykankę Cleo. Kobieta staje na drodze Khaleda w chwili, kiedy ten ściga jakąś dziewczynę. Postanawia uratować nieszczęśniczkę. Okazuje się jednak, że to jego siostra, a on sam jest bardzo bogatym sułtanem. W dodatku Khaled każe swoim ludziom pojmać Cleo. Po bliższym poznaniu, zaczyna zauważać, że nowo poznana kobieta niezwykle go fascynuje. Do tego stopnia, że proponuje jej ślub. Dziewczyna nie wie jednak, że jego matrymonialne zapędy są spowodowane celami politycznymi...
 
Fabuła tej książki na pierwszy rzut oka wydaje się być całkiem niezła. Wszak zapowiada się na dynamiczną akcję i pewną dozę tajemniczości. Nic bardziej mylnego. W książce wieje nudą. Dynamiczny początek rzeczywiście intryguje, jednak po ślubie Cleo i Khaleda akcja mocno zwalnia, fabuła skupia się na ich relacji, która jest dość toksyczna, a więc czytelnik pozostaje z poczuciem irytacji. Nie jest to wprawdzie ten poziom zdenerwowania, gdzie mamy ochotę rzucić książką o ścianę. Jedynie taki, w którym zastanawiamy się po co właściwie czytamy to dalej. Skoro więc, ja zawsze staram się kończyć ksiażki, nawet gdy są kiepskie...
 
Zobaczcie sami: Khaled, to typ mężczyzny, dla którego najważniejszy jest Dżurat i wykreowanie nowego wizerunku jego kraju. Dla dobra Dżuratu gotów jest wiele poświęcić, nawet jeśli ma się uciec do upokorzenia, czy poniżenia kobiety, którą podobno kocha. Wówczas, nie zawahałby się nazwać ją "żałosnym stworzeniem", "przeciętną pod każdym względem", ani "kobietą, którą on stworzył, jako coś z niczego, po to, żeby służyła jego celom". Co robi Cleo po tych słowach? Mówi mu, z czułością, że go kocha...
Ponadto, od połowy książki, niewiele się dzieje. Cleo i Khaled albo wybuchają wielką namiętnością, albo się kłócą. Jej zależy, dla niego najważniejszy jest Dżurat... Nie odpuszczają, nawet na kilka rozdziałów przed końcem.  Z kolei przedostatni rozdział wprawia w lekką konsternację i zdumienie po tym, co Khaled robi z pewnym prętem podczas kolejnej sprzeczki z Cleo... I nie, to nie jest to, o czym pomyśleliście w tym momencie... Do teraz nie wiem po co to było. Możliwe, że chodziło o napisanie czegokolwiek, co mogłoby rozszerzyć tą historię do pożądanej liczby stron.
 
Nie jest to bardzo słaba książka, ale nie jest też dobra. Da się ją przeczytać, jednak poziom zachwytu czytelnika utrzymuje się na stałej pozycji: coś pomiędzy "słabo", a "ujdzie". Tytułu nie polecam - szkoda Waszego czasu.

Data przeczytania3-03-2026 (od: 8-02-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                          1,5/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty