wtorek, 26 maja 2026

Benjamin nie potrafił zapomnieć

CYKL: "NO BETTER FRIENDS" (TOM 2)


Dalsze losy Benjamina Lowella i jego przyjaciół - Dominicka, Geneviebe, Ronnie, Tiny, Louisa i Stana, których poznaliśmy w pierwszym tomie cyklu "No Better Friends", zatytułowanej "Genevieve nie mówiła wszystkiego". Benjamin odnalazł swoje miejsce na ziemi w Cleveland, w hotelu Lindy, ale czy aby na pewno? Pewnego dnia, ten jego niczym niezmącony spokój zostaje wystawiony na próbę, z chwilą otrzymania pierwszego listu z pogróżkami. Jakby tego było mało, jego przyjaciółka - Genevieve 
McKenney - również zaczyna dostawać pogróżki. Od tej pory, z każdym kolejnym tygodniem, sielankowy świat Bena zaczyna się walić. Problemy w szkole, poważne napięcia w jego relacji z Dominickiem, kłopoty Louisa... Kto chce zaszkodzić przyjaciołom? Kto tak bardzo chce uprzykrzyć im życie, że nie cofnie się przed niczym aby osiągnąć cel? Czy wszystkie te nieszczęścia, które spotykają Benjamina i Louisa mają ze sobą jakiś związek? Tego należy dowiedzieć się z lektury drugiego tomu z cyklu "No Better Friends" Kamili Kolińskiej.

Z uwagi na to, iż jest to kontynuacja, nie mogę zbyt wiele zdradzić, żeby nie zaspojlerować wydarzeń z pierwszego tomu. Za to mogę szczerze stwierdzić, że drugi tom cyklu trzyma poziom "jedynki", a co za tym idzie, jest dobrą kontynuacją opowieści. Pokazuje czytelnikowi, że przebaczenie może mieć wielką moc oraz to, jak ważne jest by nie stracić w życiu tego, co istotne - miłości i przyjaźni.
 
Mamy tu kolejną tajemnicę do rozwiązania, trochę dramatów, a pod koniec Autorka potrzyma czytelnika w napięciu. I choć w kilku momentach może być nieco przewidywalna, to tą historię wciąż dobrze się czyta, co jest też zasługą niektórych zabawnych dialogów i ciętych ripost bohaterów.
 
Dobra książka, którą warto poznać, ale najlepiej po lekturze pierwszej części, gdyż w paru miejscach nawiązuje do wydarzeń z pierwszego tomu. 

Data przeczytania26-05-2026 (od: 1-03-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

poniedziałek, 18 maja 2026

Góry śpiewają

W książce Nguyễn Phan Quế Mai poznajemy Dieu Lan - staruszkę, która opowiada swojej wnuczce Hương historię swojego życia. Opowieść przedstawiona w książce traktuje o poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi, o nędzy wywołanej kolejnymi wojnami, ale też o przebaczeniu, Jest osadzona w dwóch liniach czasowych - latach pięćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W tle mamy między innymi: wojnę w Wietnamie, czasy Wielkiego Głodu oraz Reformę Rolną, która miała ogromny wpływ na życie Dieu Lan i jej rodziny. Najpierw poznajemy ją jako małą dziewczynkę, później jako kobietę, która wraz z sześciorgiem dzieci zmuszona jest opuścić swoje gospodarstwo i wyruszyć w pełną niebezpieczeństw wędrówkę.
 
W opisie książki czytamy, że jest to "poetycka i poruszająca saga rodzinna". Tak, zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to saga rodzinna i w niektórych momentach można ją nazwać poetycko opowiedzianą. Jednak mnie nie poruszyła, natomiast ta poetyckość chwilami nużyła. Do tego stopnia, że po przeczytaniu pierwszych rozdziałów, musiałam zacząć ją od nowa, gdyż nie mogłam wciągnąć się w tą historię. Na początku książki kilkakrotnie miałam poczucie, że chyba nie podołam tej książce. Miałam jednak nadzieję, że z czasem ta opowieść się rozkręci. I tak było, ale dopiero w drugiej połowie książki. Jej pierwsza połowa to: rozwleczone opisy wojennych przeżyć, głodu, biedy i tęsknoty. Tak, zgadzam się: losy Dieu Lan i jej rodziny są chwilami wstrząsające (zwłaszcza historia Minha). Jednakże, przeskoki czasowe wprowadzają tutaj sporo chaosu, co nie pozwalało mi skupić się na tej historii oraz czerpać z niej tyle, ile zapewne czerpałabym, gdyby napisano ją bez przenoszenia się w kółko z lat pięćdziesiątych do siedemdziesiątych i z powrotem.
 
Mamy tu dużo ówczesnej polityki (zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę pierwszą połowę książki), co też nie zawsze mnie interesowało. Do tego nagromadzenie sporej ilości podobnie brzmiących, wietnamskich imion również nie ułatwiało lektury. Tak samo, jak niektóre wtrącenia wietnamskich wyrazów, bądź całych zdań, które nie zawsze są przetłumaczone. Wszystko to czyni tą książkę toporną w odbiorze.
 
Co więcej, czytamy w opisie, że książka Nguyễn Phan Quế Mai to "idealna lektura dla czytelników <<Pachinko>>". No tak, między innymi dlatego skusiłam się na jej przeczytanie. Trochę mnie złości to porównanie. Bez przesady, nie obrażajmy powieści Min Jin Lee, bo obie książki łączy jedynie fakt, iż są to sagi rodzinne mające miejsce w jednym z azjatyckich krajów i nic poza tym. I tu też bym polemizowała, bo powieść pani Nguyễn Phan Quế Mai bazuje głównie na wielkiej wędrówce Dieu Lan, drodze powrotnej celem odzyskania dzieci oraz na życiu miłosnym Hương i tajemnicy jej matki, podczas gdy w "Pachinko" ujęto wielopokoleniową historię na tle wojennych wydarzeń w Korei. Tam mieliśmy o wiele więcej ciekawych opowieści poszczególnych osób, konsekwencji ich wyborów i rodzinnych powiązań. W przypadku "Góry śpiewają" mam wrażenie, że Autorka bardzo pobieżnie potraktowała temat, skupiając się na kilku wątkach.  Szkoda, bo byłam ciekawa historii pozostałych członków rodziny Dieu Lan, a dostałam pobieżne informacje przedstawione tylko z puntu widzenia jednej kobiety.
 
Jednak, żeby nie było tak całkiem źle, są też plusy. Książka jest ładnie wydana. Użyto wygodnej czcionki. przyjemnej dla oczu  (prawdopodobnie Bookman Old Style). Rozdziały są długie, ale podzielone trzema gwiazdkami, więc można na chwilę przerwać. Twarda oprawa, przyjemna w dotyku, barwne wklejki w środku. Co do samej fabuły: podobały mi się rozdziały: "Droga na południe", "Wędrówka", "Sekret mojej mamy", "Miejsce przeznaczenia" (czyli te zaczynające się po dwusetnej stronie), choć niektóre z nich są wstrząsające i chwilami przewidywalne, to jednak były najbardziej interesujące. Na plus zasługuje też rozdział "Wujek Minh", postać tego człowieka i jego przeżycia, które opisano najdokładniej tylko w tym rozdziale oraz zaskakujące zakończenie.
 
W mojej ogólnej ocenie uznaję "Góry śpiewają" za przeciętną książkę i to tylko dzięki jej drugiej połowie, która uczyniła tą opowieść trochę ciekawszą i bardziej dynamiczną. Przez porównanie do "Pachinko" liczyłam na równie wciągającą historię, która nie pozwoli oderwać się od książki. Tymczasem, czytałam ją trochę na siłę. Początkowo mając nadzieję, że historia mnie zaintryguje, z czasem - przyzwyczajona do ciągłych przeskoków czasowych, trudnych imion i mało interesującej fabuły - czytałam już tylko po to, żeby ją skończyć, gdyż nie lubię zostawiać niedokończonych książek.
 
Nie zniechęcam do lektury, bo każdy powinien wyrobić sobie o niej swoje zdanie. Nie odradzam, jeśli ktoś lubi wciągające, pełne dramatów historie rodzinne, oparte na rzeczywistych wydarzeniach historycznych. Zwracam jednak uwagę, że akurat ta książka nie od razu wciąga, chwilami może zmęczyć politycznym bełkotem, lub nadmierną poetyckością, czy też brakiem przetłumaczenia wietnamskich zwrotów.
 
Szkoda, bo sądziłam, że książka mnie pochłonie, będzie kolejną sagą rodzinną, która na długo pozostanie w mojej pamięci. Przyszło rozczarowanie i książka, której bohaterowie raczej nie zostaną ze mną na dłużej.

Data przeczytania18-04-2026 (od: 15-04-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2,5/5                      5/10                          2,5/5

czwartek, 14 maja 2026

Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy

Książka, która kilkanaście lat czekała  u mnie na przeczytanie nie jest kolejną biografią o Marilyn Monroe. Suche fakty  z jej życia - tak dobrze znane, bo też wielokrotnie objaśniane w kolejnych opracowaniach na jej temat - tutaj są jedynie umieszczone w kalendarium na końcu książki. Istotą tego opracowania są teksty samej Marilyn. A właściwie fragmenty jej osobistych notatek, zapisków, wierszy i listów, etc. Po śmierci Marilyn Monroe, wszystkie jej osobiste rzeczy trafiły do Lee Strasberga, z kolei po jego śmierci otrzymała je wdowa po nim - Paula Strasberg. To właśnie ona znalazła podczas porządków zapiski Monroe, które aktorka notowała na przeróżnych kartkach.
 
Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do publikowania dzienników i pamiętników różnych artystów. Zwłaszcza, kiedy są one wydawane po ich śmierci - a przeważnie właśnie wtedy tak się dzieje. Gdy je widzę, nie mogę nie zadać sobie pytania: czy aby na pewno ta osoba chciałaby, aby wydano jej luźne przemyślenia, intymne zapiski, które po napisaniu lądowały w szufladzie (a więc z założenia - nikt nie miał ich oglądać). W takich momentach przypominam sobie jednak "Dzienniki 1950-1962" Sylvii Plath, które choć są również osobiste, to jednak bardzo wartościowe z punktu widzenia ich przekazu merytorycznego.

Tutaj mamy do czynienia nie tylko z krótkimi notatkami zawierającymi przemyślenia Marilyn na temat życia, otaczającego ją świata, tego jak postrzegają ją inni, ale też jej emocjonalne zapiski w postaci pełnych melancholii wierszy, czy też "złotych myśli", które zapisywała na luźnych kartkach. Dzięki tym materiałom czytelnik wielokrotnie na wrażenie, że wchodzi w duszę Monroe, zagląda w głąb jej umysłu, poznaje jej lęki i niepokoje - jest to szczególnie odczuwalne podczas czytania jej notatek z sesji terapeutycznych, opisywanych snów, czy też listów do psychoterapeutów (między innymi do dr Margaret Hohenberg i dr Greensona), zwłaszcza jeśli brać pod uwagę jej spostrzeżenia na temat swojego kilkudniowego pobytu w szpitalu psychiatrycznym.  Tak samo w przypadku jej wierszy, które pokazują nam "inną Monroe" - tą wrażliwą, emocjonalną, która lubiła układać w wersy swoje głębokie przemyślenia egzystencjalne, często nadając im mroczne, depresyjne tło.
 
Jej luźne zapiski pokazują ją jako zwyczajną dziewczynę o różnych zainteresowaniach, która lubiła czasem coś upichcić w swojej kuchni - o czym świadczą zapisane w pośpiechu przepisy. Notatki i spostrzeżenia odkrywają jej mądrość i pokazują, że nie była głupią blondynką - jak wielokrotnie sądzono. Przeciwnie: wykazywała chęć ciągłego doskonalenia się i kształcenia, gdyż ciągle czuła potrzebę bycia lepszą w zawodzie aktorki.
 
Można przeczytać wiele biografii o tej aktorce, ale prawdopodobnie żadna z nich nie odzwierciedli tego, jaką osobą była Marilyn Monroe - tak naprawdę. Taką bez maski hollywoodzkiej gwiazdy. Dzięki zebranym materiałom, a także zamieszczonym fotografiom (które pokazują nam Marilyn siedzącą na kanapie z książką w ręku, a nie seksowną blondynkę, zmysłowo patrzącą w obiektyw aparatu), możemy poznać tą legendę kina od innej strony - tej ludzkiej, pełnej wrażliwości, chęci życia i spełniania się zawodowo, ale też cierpiącej i pogubionej.
 
Książkę polecam nie tylko miłośnikom aktorki, ale też każdemu, kto chciałby zobaczyć właśnie tą drugą, mniej znaną stronę Marilyn Monroe.

Data przeczytania14-05-2026 (od: 28-04-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3,5/5                      3/10                          3/5

środa, 13 maja 2026

Francuski kochanek

CYKL: "MARIAGE BY COMMAND" (TOM 3)

 

W tym harlequinowym romansie z serii "Światowe Życie", poznajemy Navarre Caziera - francuskiego przemysłowca Pewnego dnia przyłapuje on w swoim pokoju hotelowym dziewczynę, która usiłuje ukraść jego laptopa. Tą dziewczyną okazuje się być Tawny Baxter - pokojówka, która (za namową przyjaciółki Julie) zgodziła się zabrać jego laptop, aby skasować zdjęcia kompromitujące Julie. Gdy na jaw wychodzi podstęp, a Navarre zaczyna twierdzić, że Tawny chciała sprzedać prasie informacje na jego temat, dziewczyna zaczyna rozumieć, że padła ofiarą wielkiej nieuczciwości. Jest już jednak za późno na wyjaśnienia. Zamiast wydać ją policji Navarre postanawia wykorzystać tą sytuację - Tawny przez kilka dni ma udawać jego narzeczoną. Później oboje pójdą w swoją stronę. Ona nie straci pracy pokojówki, on w końcu zakończy plotki o jego rzekomym romansie.

Jak potoczą się losy bohaterów? Czy uda się uciszyć plotki? Co jeszcze się wydarzy? Tego należy dowiedzieć się z lektury książki Lynne Graham.

Co my tu mamy? Akcję osadzoną trochę w Londynie, a trochę w Paryżu;. Motywy fake dating i enemies to lovers, choć w przypadku tego drugiego - występuje on głównie w pierwszej połowie i jest mizerny. Ponadto, mamy dziewicę, która pod wpływem nagłego przypływu pożądania idzie do łóżka z praktycznie mało znanym jej facetem oraz owego faceta, który po uświadomieniu sobie, że kochał się bez zabezpieczenia dostaje ataku paniki i pokazuje prawdziwą twarz. Co na to Tawny? Cóż, zraniona acz wielce zakochana, nie widzi świata poza sowim francuskim kochankiem...

Historia przewidywana, schematyczna i naiwna jak większość tego typu opowiastek. Irytujący główny bohater i kolejna głupiutka gąska, której czytelnik nie przyklaskuje, a wręcz przeciwnie - woła: "uciekaj dziewczyno gdzie pieprz rośnie!". Odrobinę zaskoczenia na koniec nie ratuje sytuacji, czyniąc tą historię jeszcze bardziej pokręconą i nieprawdopodobną. Książki nie polecam.

Data przeczytania13-05-2026 (od: 13-05-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                          1,5/5

niedziela, 10 maja 2026

Bad Mommy. Zła mama

W książce Tarryn Fisher poznajemy szczęśliwe małżeństwo ze Stanów Zjednoczonych - Dariusa Avery i jego piękną żonę Jolene. Razem wychowują małą Mercy Moon. Poza małżeństwem Avery'ch, poznajemy też niejaką Fig Coxbury. Dziewczyna nie miała w życiu łatwo. W przeszłości straciła dziecko, co mocno odcisnęło się na jej psychice. Pewnego dnia, Fig tak bardzo zafiksuje się na jednej myśli - widząc małą Mercy - że zacznie żyć w przekonaniu, iż dziewczynka jest wcieleniem jej nienarodzonego dziecka. Postanowi więc wprowadzić się blisko domu Avery'ch. Tak Jolene i Darius poznają trochę nieśmiałą i pogubioną, ale też bardzo miłą, sympatyczną Fig. Jolene staje się jej przyjaciółką. Ufa Fig do tego stopnia, że jest w stanie powierzyć jej opiekę nad małą Mercy, tym bardziej, że przecież Fig tak wspaniale opiekuje się jej córeczką...
Z czasem zaczyna dochodzić do pewnych niepokojących zdarzeń. Najpierw niewinnie: od kupowania tych samych ubrań, które nosi Jolene, farbowania włosów na ten sam kolor. Z czasem, przeradza się to w prawdziwą obsesję - od tych samych sprzętów i mebli w domu, nawet po... zdjęcia męża Jolene na Instagramie u Fig! O co tu chodzi? Dlaczego Fig tak się zachowuje? Czego ona chce od jej rodziny? Tego należy się dowiedzieć z lektury książki "Bad Mommy. Zła mama".

To moje pierwsze spotkanie z pisarskim stylem Tarryn Fisher, które okazało się być dobre, ale nic ponad to. Choć w opisie czytamy, że jest to thriller psychologiczny, to próżno szukać tu thrillera, czy kryminału. Psychologia? O tak! Jak najbardziej - mamy tu bardzo dużo psychologii postaci zwłaszcza jeśli chodzi o Dariusa i Fig. Dzięki tym bohaterom, ich cechom ich osobowości, postawie życiowej oraz wpływie na wydarzenia, to ta opowieść chwilami wzbudza lekki niepokój i konsternację. Jednakże, polemizowałabym przy określaniu tej książki jako thriller. Zaliczyłabym ją bardziej do literatury obyczajowej z elementami psychologicznymi.

Książka podzielona jest na trzy części: "Psychopatka", "Socjopata" i "Pisarka". W każdej z nich czytelnik może poznać tą historię opowiedzianą z trzech perspektyw. Autorka bardzo dobrze przedstawiła charaktery trójki głównych bohaterów, gdzie przynajmniej dwoje z nich to psychopatyczni, nieźle pokręceni mentalnie ludzie. Stach poznać tak moralnie zepsutych, toksycznych ludzi, którzy do tego stopnia mogą manipulować innymi...

Prawdopodobnie przez ukazanie tak pokopanych postaci, których najlepiej nie spotkać w prawdziwym życiu, "Bad Mommy. Zła mama" ma szansę zostać w mojej pamięci na dłużej. I choć to dobra książka, to jednak nie aż tak dobra, żeby polecać ją z czystym sercem każdemu. Bo nie każdemu przypadnie do gustu. Miłośnikom książek obyczajowych, psychologicznych - owszem, jak najbardziej polecam. Miłośnikom thrillerów psychologicznych też, z uwzględnieniem aby nie nastawiali się na krew, zabójstwa etc. Jednakże, jeśli ktoś liczy na historię, w której "dużo się dzieje", akcja pędzi jak Pendolino przez pół kraju, a "na końcu drogi tej" spotka się z jakimś większym wyjaśnieniem, to przykro mi - nie ten adres.

Książkę szybko się czyta, dzięki krótkim rozdziałom oraz, bądź co bądź, wciągającej historii. Tak, bo większość tej opowieści wciąga - zwłaszcza na początku - i sprawia, że chcemy dowiedzieć się co się dalej wydarzy. Raczej nie da się tu pokibicować żadnemu z bohaterów, ani zżyć z którymś z nich. Natomiast gdzieś w połowie można zauważyć, że gubi się główny wątek Mercy Moon, a bardziej skupiamy się na innych postaciach. Niemniej jednak, nie zniechęcam do lektury. Warto się zapoznać z tą historią, choćby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie na jej temat.

Data przeczytania10-05-2026 (od: 6-05-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty