W książce Nguyễn Phan Quế Mai poznajemy Dieu Lan - staruszkę, która opowiada swojej wnuczce Hương historię swojego życia. Opowieść przedstawiona w książce traktuje o poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi, o nędzy wywołanej kolejnymi wojnami, ale też o przebaczeniu, Jest osadzona w dwóch liniach czasowych - latach pięćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W tle mamy między innymi: wojnę w Wietnamie, czasy Wielkiego Głodu oraz Reformę Rolną, która miała ogromny wpływ na życie Dieu Lan i jej rodziny. Najpierw poznajemy ją jako małą dziewczynkę, później jako kobietę, która wraz z sześciorgiem dzieci zmuszona jest opuścić swoje gospodarstwo i wyruszyć w pełną niebezpieczeństw wędrówkę.
W opisie książki czytamy, że jest to "poetycka i poruszająca saga rodzinna". Tak, zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to saga rodzinna i w niektórych momentach można ją nazwać poetycko opowiedzianą. Jednak mnie nie poruszyła, natomiast ta poetyckość chwilami nużyła. Do tego stopnia, że po przeczytaniu pierwszych rozdziałów, musiałam zacząć ją od nowa, gdyż nie mogłam wciągnąć się w tą historię. Na początku książki kilkakrotnie miałam poczucie, że chyba nie podołam tej książce. Miałam jednak nadzieję, że z czasem ta opowieść się rozkręci. I tak było, ale dopiero w drugiej połowie książki. Jej pierwsza połowa to: rozwleczone opisy wojennych przeżyć, głodu, biedy i tęsknoty. Tak, zgadzam się: losy Dieu Lan i jej rodziny są chwilami wstrząsające (zwłaszcza historia Minha). Jednakże, przeskoki czasowe wprowadzają tutaj sporo chaosu, co nie pozwalało mi skupić się na tej historii oraz czerpać z niej tyle, ile zapewne czerpałabym, gdyby napisano ją bez przenoszenia się w kółko z lat pięćdziesiątych do siedemdziesiątych i z powrotem.
Mamy tu dużo ówczesnej polityki (zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę pierwszą połowę książki), co też nie zawsze mnie interesowało. Do tego nagromadzenie sporej ilości podobnie brzmiących, wietnamskich imion również nie ułatwiało lektury. Tak samo, jak niektóre wtrącenia wietnamskich wyrazów, bądź całych zdań, które nie zawsze są przetłumaczone. Wszystko to czyni tą książkę toporną w odbiorze.
Co więcej, czytamy w opisie, że książka Nguyễn Phan Quế Mai to "idealna lektura dla czytelników <<Pachinko>>". No tak, między innymi dlatego skusiłam się na jej przeczytanie. Trochę mnie złości to porównanie. Bez przesady, nie obrażajmy powieści Min Jin Lee, bo obie książki łączy jedynie fakt, iż są to sagi rodzinne mające miejsce w jednym z azjatyckich krajów i nic poza tym. I tu też bym polemizowała, bo powieść pani Nguyễn Phan Quế Mai bazuje głównie na wielkiej wędrówce Dieu Lan, drodze powrotnej celem odzyskania dzieci oraz na życiu miłosnym Hương i tajemnicy jej matki, podczas gdy w "Pachinko" ujęto wielopokoleniową historię na tle wojennych wydarzeń w Korei. Tam mieliśmy o wiele więcej ciekawych opowieści poszczególnych osób, konsekwencji ich wyborów i rodzinnych powiązań. W przypadku "Góry śpiewają" mam wrażenie, że Autorka bardzo pobieżnie potraktowała temat, skupiając się na kilku wątkach. Szkoda, bo byłam ciekawa historii pozostałych członków rodziny Dieu Lan, a dostałam pobieżne informacje przedstawione tylko z puntu widzenia jednej kobiety.
Jednak, żeby nie było tak całkiem źle, są też plusy. Książka jest ładnie wydana. Użyto wygodnej czcionki. przyjemnej dla oczu (prawdopodobnie Bookman Old Style). Rozdziały są długie, ale podzielone trzema gwiazdkami, więc można na chwilę przerwać. Twarda oprawa, przyjemna w dotyku, barwne wklejki w środku. Co do samej fabuły: podobały mi się rozdziały: "Droga na południe", "Wędrówka", "Sekret mojej mamy", "Miejsce przeznaczenia" (czyli te zaczynające się po dwusetnej stronie), choć niektóre z nich są wstrząsające i chwilami przewidywalne, to jednak były najbardziej interesujące. Na plus zasługuje też rozdział "Wujek Minh", postać tego człowieka i jego przeżycia, które opisano najdokładniej tylko w tym rozdziale oraz zaskakujące zakończenie.
W mojej ogólnej ocenie uznaję "Góry śpiewają" za przeciętną książkę i to tylko dzięki jej drugiej połowie, która uczyniła tą opowieść trochę ciekawszą i bardziej dynamiczną. Przez porównanie do "Pachinko" liczyłam
na równie wciągającą historię, która nie pozwoli oderwać się od
książki. Tymczasem, czytałam ją trochę na siłę. Początkowo mając
nadzieję, że historia mnie zaintryguje, z czasem - przyzwyczajona
do ciągłych przeskoków czasowych, trudnych imion i mało interesującej
fabuły - czytałam już tylko po to, żeby ją skończyć, gdyż nie lubię
zostawiać niedokończonych książek.
Nie zniechęcam do lektury, bo każdy powinien wyrobić sobie o niej swoje zdanie. Nie odradzam, jeśli ktoś lubi wciągające, pełne dramatów historie rodzinne, oparte na rzeczywistych wydarzeniach historycznych. Zwracam jednak uwagę, że akurat ta książka nie od razu wciąga, chwilami może zmęczyć politycznym bełkotem, lub nadmierną poetyckością, czy też brakiem przetłumaczenia wietnamskich zwrotów.
Szkoda, bo sądziłam, że książka mnie pochłonie, będzie kolejną sagą rodzinną, która na długo pozostanie w mojej pamięci. Przyszło rozczarowanie i książka, której bohaterowie raczej nie zostaną ze mną na dłużej.
Data przeczytania: 18-04-2026 (od: 15-04-2026)
LC Goodreads nakanapie.pl booklikes.com
5/10 2,5/5 5/10 2,5/5