środa, 11 marca 2026

Pożyczony narzeczony

Wydarzenia w "Pożyczonym narzeczonym" mają miejsce w Stanach Zjednoczonych. To tutaj poznajemy Laurę Stone - nastolatkę podkochującą się w koledze z klasy. Jest to typowa, szkolna miłość, acz nieodwzajemniona. Pewnego dnia, między nastolatkami  dochodzi do poważnego spięcia po tym, jak Laura nieświadomie publikuje na portalu społecznościowym swoje pisarskie mrzonki na temat jej rzekomej relacji z kolegą z klasy. Mijają lata. Laura jest poważną - a przynajmniej za taką chce uchodzić - bizneswoman. Zapracowaną do tego stopnia, że nawet nie zauważa, że jej osobiste życie zaczyna się kruszyć. Gdy któregoś dnia wraca z pracy, zastaje swojego partnera pakującego walizki. Od tej pory wali się cały jej świat. Nie dość, że właśnie została singielką, to jeszcze wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym razem z jej już byłym facetem mieli pojawić się na rodzinnym spotkaniu. I co ona teraz powie matce, która tak bardzo liczyła, że pozna ukochanego Laury? A wiecznie przemądrzała siostra? Na pewno ją wyśmieje! Nawet nie uwierzą, że w ogóle miała kogoś, bo przecież nigdy nie widzieli na oczy jej faceta!
Laura postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i zwrócić się po pomoc do Naomi. Przyjaciółka na pewno będzie wiedziała co robić. Naomi wpada na genialny plan - przecież Laura może jechać na to spotkanie z jej facetem Aaronem Colderem. Będą udawali zakochaną parę, rodzina Laury nawet się nie zorientuje, a dla niej i Aarona będzie to świetny test ich uczuć. Kłopot w tym, że Laura i Aaron szczerze się nienawidzą jeszcze z lat szkolnych...
Czy plan Naomi się powiedzie? Jak potoczą się losy bohaterów? Tego już należy się dowiedzieć z książki Joanny Balickiej.

Moje wrażenia z lektury tego romansu są średnie. Nie, żebym spodziewała się rewelacji - co to, to nie. To, czego się na pewno nie spodziewałam, to aż takiej przewidywalności. A trzeba przyznać, że niektóre sytuacje są tutaj tak przewidywalne, jak burza  w lecie. Jeszcze przed połową książki byłam w stanie przewidzieć największy plot twist - i to na długo przed tym, kiedy rzeczywiście się pojawił. Możliwe więc, że dlatego odebrałam "Pożyczonego narzeczonego" jako takie "meh, meh".
 
Już po przeczytaniu samego opisu, z góry można założyć o czym będzie ta książka. Autorka nie pokazała tutaj nic odkrywczego - i też nie miała co pokazywać, bo to miała być dobra rozrywka. Czy była tą rozrywką? Momentami tak, choć są tutaj rozdziały, których ewentualny brak niczego nie odebrałby tej historii. Tymczasem, lektura tej książki trochę mi się dłużyła.  Zwłaszcza, gdy wszystkie te rzeczy, których domyśliłam się wcześniej, zaczynały po kolei się pojawiać. Rezultat? Po połowie książki wypatrywałam już końca.
 
To nie jest zła książka. To taka lekka obyczajówka, w stylu harlequina, tylko dłuższa i z nieco większą ilością zawiłości. Mnie ta książka nie zachwyciła, jednak uważam, że znajdzie swoich czytelników pośród miłośników takich obyczajówek. Tym bardziej, jeśli ktoś lubi motyw enemies to lovers, wówczas losy Laury i Aarona będą w punkt - oni wręcz się nienawidzą.
 
Lektura do przeczytania na raz. I to najlepiej w okresie zimowym, bo mamy tu właśnie ferie w Aspen, a więc: dużo zimy, mróz i zaspy. Wtedy dobrze rozsiąść się wygodnie w fotelu, pod kocem, koniecznie z ciepłym kakao. Najlepiej, jeszcze podczas śnieżnej zawieruchy - wtedy efekt murowany. Bo "Pożyczony narzeczony" potrafi wciągnąć w swoją fabułę, a jeszcze z odpowiednim klimatem...

Data przeczytania11-03-2026 (od: 13-02-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2,5/5                      6/10                          2,5/5

wtorek, 10 marca 2026

Ona i jej kot

"Ona i jej kot" to krótki komiks, który można przeczytać dosłownie w pół godziny. Pewnego wiosennego dnia, młoda kobieta - imieniem Miyu, znajduje w pudełku kota. Nazywa go Chobi. Od tego momentu kot i jego nowa Pani stają się nierozłączni. To właśnie Chobi jest narratorem wydarzeń w tej opowieści. To z nim czytelnik obserwuje małą codzienność tych dwóch mieszkających ze sobą istot.
 
Jaka jest ta codzienność Miyu? Z pozoru zwyczajna, wypełniona żmudną pracą pod presją czasu, lecz pod tą powłoką zwyczajności kryje się coś więcej - bezsilność, samotność i niestety... depresja. Więzi Miyu z matką są sporadyczne. Jej życie wypełnia głownie praca, spanie, zajmowanie się kotem. Dziewczyna przebywając na zewnątrz jest uśmiechnięta, lecz gdy wraca do "czterech ścian" swojego domu, ten uśmiech znika z jej twarzy, a w jego miejsce pojawia się smutek i przygnębienie. Miyu jest przepracowana, ma problemy ze snem, koncentracją, a przede wszystkim z ogarnięciem własnego życia. Jedynym towarzyszem - i jednocześnie przyjacielem - w tym jej smutnym świecie jest tylko ten  kot-przybłęda. To on tęskni za nią, za każdym razem, kiedy Miyu wychodzi z domu. To on obserwuje każdy jej krok. To on przeżywa każdy jej gorszy dzień, choć jego koci rozum nie wie dlaczego jego Pani jest taka smutna...

Rycina: Kadry z komiksu "Ona i jej kot"*
 
Opowieść Miyu wprawia czytelnika w nostalgiczny i przygnębiający nastrój. Może też powodować lekki niepokój. Mimo tego przygnębienia, jest to ładna, ciepła historia, która daje nadzieję. Pokazuje, że żadne problemy nie są warte uciekania w depresję, kiedy są istoty, które na nas liczą. Pokazuje, że przeciwności losu można pokonać, kiedy mamy obok siebie kogoś, dla kogo warto żyć - choćby miał to być tylko kot, z którym dzielimy swoje smutki, za którego jesteśmy odpowiedzialni na co dzień. Ponadto, pokazuje, że mimo wszystko, warto cieszyć się każdym dniem.
 
Warto też zwrócić uwagę na bardzo ładną kreskę. Rysunki Tsubasy Yamagutschiego są tak urocze, że rekompensują to przygnębienie wywołane ciężkim tematem opowieści. Można nie lubić komiksów - tym bardziej mangi, która bywa specyficzna. Uważam jednak, że historia Makoto Shikaiego może zainteresować najbardziej wybrednych czytelników - tak tematem, jak i końcowym przesłaniem, a jeśli nie tym, to przynajmniej tą kicią pełną uroku w jego rysunkowych oczach.
 
Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to fakt, że historia jest trochę za krótka. Czuję lekki niedosyt, bo chciałoby się więcej. Możliwe, że to kwestia gatunku. Wszak komiksy rządzą się sowimi prawami. Inaczej też wygląda odbiór czytelnika, przez co może powstawać sporo niedopowiedzeń. Dlatego zamierzam jeszcze skonfrontować graficzną historię z jej odpowiednikiem w prozie.
 
*Zdjęcia autorskie z książki "Ona i jej kot", Wydawnictwo: Waneko, 2018r.

Data przeczytania10-03-2026 (od: 10-03-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

niedziela, 8 marca 2026

Nowe strony tematyczne: "the best of" w danych gatunkach

 


Witam

Dziś pojawiła się
 
nowa zakładka 😉
 
Dostępna na blogu pod poniższym linkiem* 
 

 
 
Zapraszam
 
😎
 
*strona będą aktualizowane na bieżąco

wtorek, 3 marca 2026

Arabskie marzenia

Kolejne romansidło z serii "Światowe Życie Extra", w którym poznajemy sułtana Dżuratu - Khaleda bin Aziza oraz amerykankę Cleo. Kobieta staje na drodze Khaleda w chwili, kiedy ten ściga jakąś dziewczynę. Postanawia uratować nieszczęśniczkę. Okazuje się jednak, że to jego siostra, a on sam jest bardzo bogatym sułtanem. W dodatku Khaled każe swoim ludziom pojmać Cleo. Po bliższym poznaniu, zaczyna zauważać, że nowo poznana kobieta niezwykle go fascynuje. Do tego stopnia, że proponuje jej ślub. Dziewczyna nie wie jednak, że jego matrymonialne zapędy są spowodowane celami politycznymi...
 
Fabuła tej książki na pierwszy rzut oka wydaje się być całkiem niezła. Wszak zapowiada się na dynamiczną akcję i pewną dozę tajemniczości. Nic bardziej mylnego. W książce wieje nudą. Dynamiczny początek rzeczywiście intryguje, jednak po ślubie Cleo i Khaleda akcja mocno zwalnia, fabuła skupia się na ich relacji, która jest dość toksyczna, a więc czytelnik pozostaje z poczuciem irytacji. Nie jest to wprawdzie ten poziom zdenerwowania, gdzie mamy ochotę rzucić książką o ścianę. Jedynie taki, w którym zastanawiamy się po co właściwie czytamy to dalej. Skoro więc, ja zawsze staram się kończyć ksiażki, nawet gdy są kiepskie...
 
Zobaczcie sami: Khaled, to typ mężczyzny, dla którego najważniejszy jest Dżurat i wykreowanie nowego wizerunku jego kraju. Dla dobra Dżuratu gotów jest wiele poświęcić, nawet jeśli ma się uciec do upokorzenia, czy poniżenia kobiety, którą podobno kocha. Wówczas, nie zawahałby się nazwać ją "żałosnym stworzeniem", "przeciętną pod każdym względem", ani "kobietą, którą on stworzył, jako coś z niczego, po to, żeby służyła jego celom". Co robi Cleo po tych słowach? Mówi mu, z czułością, że go kocha...
Ponadto, od połowy książki, niewiele się dzieje. Cleo i Khaled albo wybuchają wielką namiętnością, albo się kłócą. Jej zależy, dla niego najważniejszy jest Dżurat... Nie odpuszczają, nawet na kilka rozdziałów przed końcem.  Z kolei przedostatni rozdział wprawia w lekką konsternację i zdumienie po tym, co Khaled robi z pewnym prętem podczas kolejnej sprzeczki z Cleo... I nie, to nie jest to, o czym pomyśleliście w tym momencie... Do teraz nie wiem po co to było. Możliwe, że chodziło o napisanie czegokolwiek, co mogłoby rozszerzyć tą historię do pożądanej liczby stron.
 
Nie jest to bardzo słaba książka, ale nie jest też dobra. Da się ją przeczytać, jednak poziom zachwytu czytelnika utrzymuje się na stałej pozycji: coś pomiędzy "słabo", a "ujdzie". Tytułu nie polecam - szkoda Waszego czasu.

Data przeczytania3-03-2026 (od: 8-02-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                          1,5/5

sobota, 28 lutego 2026

Podsumowanie lutego

❄ W lutym przeczytałam osiem książek, spośród których kilka z nich to różnorodne gatunkowo pozycje czytelnicze. Jak więc przedstawiały się moje lektury lutego?

Miesiąc rozpoczęłam od ukończenia trzeciej już książki cyklu "Tajemnice Konstancina" Eweliny Ślotały. "Rozwódki Konstancina", bo o nich mowa, nie tylko były pasjonującą lekturą, którą pochłonęłam w kilka dni, ale także rozbudziły moje zainteresowanie kolejną częścią, po którą z pewnością sięgnę.

W pierwszym tygodniu miesiąca obejrzałam film dokumentalny na DVD, zatytułowany "Britney Spears UNBREAKABLE". Można powiedzieć, że dzięki temu dokumentowi cofnęłam się nieco w czasie, do moich dziecięcych i nastoletnich lat, kiedy to Britney Spears słuchała co trzecia dziewczynka. W przeciwieństwie do samego filmu, dołączony do niego książkowy dodatek jest przeciętny.

Następną lekturą był harlequinowy romans Julii James "Jak kochać to we Włoszech", który okazał się słabą podróżą do tytułowych Włoch, spędzoną z nudnymi bohaterami oraz fabułą, w której irytujące zakończenie i w kółko powtarzane te same zdania zepsuły mi (i tak już wątpliwą) radość z czytania.

Nieco lepszy był romans autorstwa Kim Cantrell "Przyjemne z pożytecznym". Tylko "nieco lepszy", zważywszy na fakt, iż niezły początek został koncertowo zepsuty irytującą, końcową dramą, co uczyniło tą książkę mocno przeciętną lekturą.

Interesującą, czytelniczą propozycją jest książka, którą przeczytałam w drugiej połowie miesiąca, czyli "Genevieve nie mówiła wszystkiego" Kamili Kolińskiej (znanej też jako booktuberka Zocharett). Jest to opowieść, w której nastolatek Benjmin Lowell, gnębiony przez rówieśników w jednej z chicagowskich szkół, pewnego dnia spotyka bratnią duszę - Genevieve McKenney. Mocno go zaskakuje to, że ktokolwiek zwrócił na niego uwagę. Jednak chłopiec nie zdąży się nacieszyć tym faktem, gdyż jego nowa (i jedyna) przyjaciółka nagle znika. Benjamin postanawia wyruszyć w samotną podróż w poszukiwaniu Genevieve. Ciekawa książka, bogata w wydarzenia i kilka zwrotów akcji, z paroma wartościowymi przemyśleniami. A już końcem lutego wyszedł drugi tom tego cyklu, który mam zamiar poznać.

Niewątpliwie najlepszą, najbardziej wciągającą książką w tym miesiącu, była "Pomoc domowa" Freidy McFadden. Ten elektryzujący thriller psychologiczny, nie jest wybitną lekturą, a jedynie dobrą rozrywką (o ile - z wiadomych względów - można użyć tego określenia w przypadku tej książki). Jestem pewna, że pozostanie ona na długo w pamięci i z pewnością dołączy do mojej długiej listy godnych polecenia thrillerów/kryminałów.

"Billie Eilish. Bad girl. Nowa królowa popu" autorstwa Sally Morgan, to krótka, aczkolwiek rozczarowująca publikacja na temat tej piosenkarki. Jakkolwiek by nie patrzeć, wciąż cisną mi się na usta słowa krytykujące styl wypowiedzi w  tej książce. Zbyt infantylny styl, nawet jak na biografię dedykowaną dla młodzieży. Wręcz urągający Artystce, której utwory nie mają nic wspólnego z infantylną tematyką. Jeśli ktokolwiek chciałby przeczytać jakąś książkę o Billie Eilish, to na pewno nie powinien akurat po to "dzieło" pani Morgan.

Miesiąc zwieńczyła lektura młodzieżówki, która zaskoczyła mnie swoją treścią. Jedna z pierwszych książek Marty Bijan, o intrygującym tytule "Muchomory w cukrze", z pozoru jest zwykłą lekką opowieścią o grupie zaczynających wchodzić w dorosłość, młodych ludziach, którzy po zdanej maturze wybierają się na trzymiesięczny wyjazd do Domku z Drewna i Szkła. Co wydarzy się na tym wyjeździe? Czy jest to jeszcze obyczajówka dla nastolatków, czy może już thriller psychologiczny? Choć nie jest to wybitna literatura, to z pewnością można tą książkę zaliczyć do tych ciekawszych propozycji czytelniczych.

Już niedługo będziemy witać pierwsze wiosenne promyki słońca, doświadczać świergotu ptaków (ja już słyszałam pierwsze wesołe trele) i podziwiać budzącą się do życia naturę. Zdecydowanie, wiosna jest moją ulubioną porą roku. Liczę tez na kolejną porcję interesujących lektur. Już mam na myśli rozpoczęcie niektórych z nich. Szykują się nowe, interesujące podróże po literackich światach 😏

Do zobaczenia w marcu! 

 

W lutym tytułem miesiąca jest "Pomoc domowa"

 

Luty w liczbach 

Przeczytanych książek: 8

Łączna liczba stron czytanych książek: 1748
Biografia/Autobiografia/Dziennik/Pamiętnik - 1
Film + książka - 1
Literatura młodzieżowa - 2
Literatura obyczajowa/Romans - 3
Thriller/Kryminał/Sensacja - 1



"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty