Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-book. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-book. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 sierpnia 2026

30 protipów dla pielęgniarek

Nie od dziś wiadomo, że  choć każdej z pielęgniarek mogłoby się wydawać, że o swoim zawodzie wie już wszystko, to zawsze znajdzie się taka rzecz, nowinka medyczna, tudzież protip, który nowo odkryty urasta do rangi protipu stulecia. Wówczas zazwyczaj z zaskoczeniem mówimy: "kurczę, dlaczego ja tego wcześniej nie wiedziałam!"
 
W tym e-booku Autorka przedstawia trzydzieści takich protipów. Niektóre z nich znam i stosuję, niektóre poznałam dopiero po lekturze tego niedługiego opracowania - okazując się dla mnie sporym zaskoczeniem.
 
Publikacja z pewnością wartościowa. Nie tylko dla tych początkujących, którzy dopiero wchodzą w tajniki pielęgniarstwa. Myślę, że lektura tego e-booka przydałaby się również doświadczonym pielęgniarkom. Zwłaszcza biorąc pod uwagę niektóre przedstawione tutaj porady, które są w użyciu, a nikt nie myśli o tym, że mogą nie być korzystne. Jakie? Tego już należy dowiedzieć się poświęcając czas tej książce. Myślę, że to będzie dobrze zagospodarowane dziesięć minut życia.
 
"30 protipów dla pielęgniarek" to kolejny wartościowy e-book od znanej pielęgniarskiemu środowisku twórczyni internetowej - Siostry Bożenny. Trochę szkoda, że jest taki krótki. Mogłoby być tych protipów znacznie więcej. Zwłaszcza, że one istnieją.
 
Opracowanie polecam wszystkim tym pielęgniarkom, które chcą nieco "liznąć" tej tajemnej wiedzy pielęgniarstwa. Niektóre były omawiane na wykładach, ale mogły wyparować, inne poznaje się latami pracując w zawodzie. Z pomocą tego poradnika, niektóre z nich można poznać szybciej.

Data przeczytania: 15-08-2026 (od: 15-08-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

czwartek, 6 sierpnia 2026

Miesiąc miodowy dla singli

Książka Olivii Hayle to bardzo klimatyczna opowieść, w której poznajemy Eden Richards - niedoszłą żonę niejakiego Caleba. Mężczyzna zdradza narzeczoną z jej najlepszą przyjaciółką i to tuż przed ślubem! Do ślubu nie dochodzi, a załamanej dziewczynie nie pozostaje nic innego jak ból złamanego serca i użalanie się nad sobą. I jeszcze do tego ta wykupiona, bezzwrotna rezerwacja miesięcznego pobytu w hotelu Winter Resort na Barbadosie, gdzie mieli razem spędzić miodowy miesiąc! Przecież to nie może przepaść, tym bardziej że Eden marzyła o tym wyjeździe od tak dawna!
Kobieta postanawia zrobić coś dla siebie po tym rozstaniu, dlatego decyduje się wyjechać w tę podróż - sama! Żadnych facetów! Tylko ona, ocean, słońce, gorący piasek, kolorowe drinki i obserwowanie wykluwających się żółwi na barbadoskiej wyspie. Co może pójść nie tak? No, nic! I choć jej podróżniczy plan został dopięty na ostatni guzik, to Eden nie przewidziała jednego - faceta! Philip Mayer, którego poznaje w hotelowej restauracji, to cyniczny do bólu, arogancki mężczyzna. Do tego pracoholik, który nie rozstaje się ze swoją komórką. To również facet, który jest zabójczo przystojny. Zdecydowanie zbyt przystojny, żeby nie zwrócić na niego uwagi...
Przewrotny los ciągle stawia Philipa na jej drodze. Co wyniknie z tej znajomości? Tego należy dowiedzieć się z lektury książki Olivii Hayle.

"Miesiąc miodowy dla singli" to książka, w której wraz z Eden wyruszamy w podróż na gorącą wyspę, aby razem z bohaterką sięgnąć po wakacyjną przygodę. To zabawny romans w stylu slow burn oraz z motywem forced proximity, gdzie znajdziemy pełną sarkastycznego humoru romantyczną historię, w której z pewnością nie brak emocji, uczuć oraz zmysłowej erotyki. Ponadto mamy tu trochę podnoszenia się z kryzysu, poszukiwań własnego "ja" oraz dawania sobie drugiej szansy zarówno na polu uczuciowym, jak i zawodowym.

Książka Olivii Hayle, to lekka literatura obyczajowa, która swoim klimatem idealnie wpasowuje się w letnią aurę. Fabuła tej powieści jest interesująca. Czytelnik śledzi losy bohaterów z dużym zainteresowaniem. Książkę czyta się szybko, dobrze bawiąc się podczas lektury. Romans wart uwagi i polecenia, zwłaszcza tym czytelniczkom, które lubią romanse z motywem slow burn. Jeśli szukacie idealnej książki na plażę, to "Miesiąc miodowy dla singli" na pewno nie zawiedzie.

Data przeczytania: 6-08-2026 (od: 19-07-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                        7/10                         3,5/10

piątek, 15 sierpnia 2025

Bride

CYKL: "BRIDE" (TOM 1)


Nie przywykłam do czytania książek, w których występują wampiry i wilkołaki (nie znam nawet słynnego cyklu "Zmierzch"). Jak do tej pory, jedynymi książkami z wampirami, które czytałam są "Sabat" oraz "Woła mnie ciemność". Dlatego też z chęcią sięgnęłam po to nieznane mi wampirzo-wilkołacze terytorium.
 
W książce poznajemy przedstawicielkę wampirów Misery Lark, która zostaje wydana za Alfę wilkołaków Lowe'a. Jak wiadomo wampiry i wilkołaki prowadzą ze sobą odwieczną walkę, dlatego ten mariaż ma na celu przymierze między Gniazdem wampirów, a stadem wilkołaków. Małżeństwo ma trwać tylko rok, więc młoda małżonka nie ma co przyzwyczajać się do męża. Jednak nasza wampirka ma jeszcze jeden ukryty cel, dla którego zgodziła się na całe to szaleństwo. Misery poszukuje Sereny - niedawno zaginionej ludzkiej przyjaciółki. Czy uda się odnaleźć Serenę? Jak będą dogadywać się Misery i Lowe? I czy w ogóle jest szansa na zbudowanie trwałego związku między tak różnymi, od zawsze zwalczającymi się nacjami? Tego, oraz odpowiedzi na wiele innych pytań należy szukać w pierwszym tomie tego cyklu.

Tytuł ten jest powieścią z gatunku romantasy, napisanym trochę w stylu slow-burn. Jego fabuła nie jest jakoś bardzo ambitna, a przedstawiony świat nie jest bardzo rozbudowany. Przypuszczam, że gdyby usunąć wszystkie "wampirze" i "wilkołacze" motywy, to książka nie różniłaby się wiele od każdego jednego harlequina. Może poza kilkoma, od czasu do czasu rzucanymi wulgaryzmami oraz nieco ostrzejszymi scenami erotycznymi 
w kilku miejscach. A jednak "Bride" czytało mi się nawet nie najgorzej. Spora tu zasługa głównej bohaterki - z uwagi na jej sarkazm. Przemyślenia Misery oraz niektóre dialogi między nią a Alfą, czy też między Sereną, sprawiały, że dobrze się bawiłam przy lekturze, co jest sporym plusem, zwłaszcza, że chwilami można odnieść wrażenie chaosu w fabule.

Mamy tu tajemnicę, szczyptę romantyzmu wymieszanego ze śmielszą erotyką, choć nieprzesadnie wyważoną oraz sporą dawkę humoru. Całość czyta się znośnie. Lektura idealna na lato jako lekki, niezobowiązujący przerywnik między bardziej ambitną literaturą. Myślę, że może się spodobać miłośnikom gatunku, którzy lubią takie zabawne, rezolutne osobowości w książkach.

Data przeczytania: 15-08-2025 (od: 12-07-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10           3/5                        6/10                          3/5

piątek, 22 listopada 2024

Zagłada domu Usherów

Pewnego dnia Roderyck Usher prosi swojego przyjaciela z dzieciństwa aby przybył do jego posiadłości. Opowiadanie to zaczyna się właśnie od przyjazdu owego przyjaciela do starego, mrocznego domu Ushera. Przyjaciel spędza czas z Roderyckiem, ogląda jego obrazy, słucha granej przez niego muzyki (kompozycji autorstwa Roderyca), a przy tym wszystkim obserwuje jego stan ducha. Roderyck cierpi na przeczulicę - chorobę, dziś bardziej znaną jako hipochondrię. Poza jego dolegliwością, trapi go coś jeszcze: obawa o rychłą śmierć swoją, ale też jego cierpiącej na apatię siostry - lady Magdaleny. Niedługo później owa siostra umiera, a w domu zaczynają się dziać osobliwe rzeczy. Aby odwrócić uwagę Roderycka od melancholijnych stanów jego duszy, cierpień i wszystkich tych dolegliwości, na które cierpi Roderyck, zaczyna mu czytać powieści. Jednak podczas tej lektury zaczną się dziać dziwne wydarzenia. Co to za wydarzenia? Czy uda się wesprzeć Roderycka w jego cierpieniu? Tego należy dowiedzieć się z lektury "Zagłady domu Usherów".

Ten niedługi utwór autorstwa Edgara Allana Poe, w przekładzie Bolesława Leśmiana, jest opowiadaniem utrzymanym w mrocznym, gotyckim klimacie. Mamy tu starą posiadłość, mrok jej wnętrz, zdziwaczałego właściciela domu, elementy grozy, tajemnicy oraz melancholii na granicy obłędu. Do tego możemy podziwiać kunszt poetycki Edgara Allana Poe, dzięki zawartemu w opowiadaniu poematowi.

Początkowo trochę ciężko mi było oswoić się z tym stylem pisania. Możliwe, że z tego powodu zaczynałam pierwsze akapity kilka razy. Trzeba się przyzwyczaić do tego stylu, i przebrnąć przez niektóre stwierdzenia. Plus jest taki, że dalej jest już tylko lepiej. Nietrudno też zaobserwować dynamikę wydarzeń. A ta, jak na tak krótkie opowiadanie, jest dość znaczna. Początek to melancholia, nastrojowość, tajemnica, środek należy do coraz bardziej pospiesznego tempa akcji, potęgowania grozy i aury tajemniczości, aż do zawrotnego tempa pod koniec opowiadania.

Dobre opowiadanie. Dostępne w internecie. Link poniżej:
https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zaglada-domu-usherow.html

Data przeczytania: 22-11-2024 (od: 21-11-2024)


LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2,5/5                      5/10                          2,5/5

niedziela, 29 września 2024

Nawiedzona wagina

Tego się obawiałam, że przyjdzie taki dzień, w którym sięgnę po tą książkę. I stało się! Z czystej ciekawości, przez te wszystkie głosy (o matko! W przypadku tego tytułu to stwierdzenie ma akurat inny wydźwięk...) o tym, że ta książka jest tak głupia, że aż świetna. Co więcej, przeczytałam zaskakująco dużo pozytywnych opinii na jej temat. Tym bardziej rozbudziło to chęć poznania cóż takiego, poza samym tytułem, jest w niej, co jednocześnie śmieszy i zadziwia (a niektórych, jak widzę - o zgrozo! - zachwyca).

O czym więc jest ta cieniutka książeczka? Mówiąc krótko o mężczyźnie imieniem Steve, który odkrywa, że wnętrze jego dziewczyny - Stacy, skrywa coś więcej... Oboje chcą się dowiedzieć co to takiego i pewnego dnia Steve za namową posiadaczki nawiedzonej waginy postanawia wejść do czeluści jej pochwy... Co tam odkrywa? Skąd dobiegają te dziwne głosy, które Stacy słyszy od szóstego roku życia? I jak w ogóle będzie wyglądała ta podróż do wnętrza Stacy?

Prawda, że wszystko to brzmi absurdalnie? No i właśnie taka jest ta książka. Momentami absurdalnie głupia. Aż ciężko wypowiedzieć mi się o tym "dziele literatury". O ile w ogóle można nazwać literaturą takie dziwo. Najlepiej zacząć od stylu w jakim jest napisana. A jest on grafomański. I to się rzuca w oczy już od pierwszych chwil. Język prosty, żeby nie powiedzieć, że chwilami prostacki. Przypuszczam, że nie jest to wina tłumaczenia i w oryginale jest podobnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że tutaj chodziło o ten absurd i surrealizm. I owszem są momenty kiedy to ma sens - tylko pod koniec książki, gdy czytelnik może przez chwilę dopatrzyć się tego sensu w sposobie, w jaki opisany jest świat, w mechanizmach rządzących tym wyimaginowanym, surrealistycznym miejscem. I wszystko pięknie, bo sam pomysł podróży i odkrywania innych światów jest w porządku. Wszak to science-fiction, więc dajmy się ponieść fantazji. Tylko tutaj wykonanie często kuleje wołając o pomstę. A można to było podać w jakiejś bardziej strawnej formie. Ech... Jednym słowem: dziwna to była przygoda...

Co do samej fabuły, nie wiem do jakiego gatunku można ją zakwalifikować. Na pewno nie do typowego horroru chyba, że z elementami humorystycznymi. I tu nasuwa mi się wspomnienie tej podróży Steve'a przez wnętrzności Stacy. Może więc jest to bardziej jakaś groteska. Całość wypada też  bardzo komicznie. Zauważyłam, że podczas lektury towarzyszyły mi różne odczucia: od lekkiego uśmiechu (politowania), po zażenowanie, niekiedy też irytację.

Plusem tej - nazwijmy to - satyrycznej groteski jest z pewnością fakt, że jest bardzo krótka. Czyta się ją błyskawicznie, na jeden wieczór. Ja sobie ją podzieliłam, bo momentami miałam dość tej głupoty. Mimo to spustoszenie jakie to wątpliwe "dzieło" może zrobić z gustem czytelniczym jest fatalne w skutkach. Moje zwoje mózgowe lasując się przy pewnych fragmentach bezradnie wołały od wewnątrz: "daj mi coś mądrzejszego!" (No, Panie Carlton - też tak potrafię... Jakby się postarać, to i książko-podobny twór by wyszedł).

Cóż. teraz pocieszam się, że po lekturze tej parodii książki, trzeba się będzie rzeczywiście wyleczyć... jakąś bardziej ambitną literaturą. Na szczęście istnieją takie!

Data przeczytania: 29-09-2024 (od: 25-09-2024)


LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                          1,5/5

niedziela, 16 kwietnia 2023

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o pielęgniarkach, ale baliście się zapytać

Siostrę Bożennę kojarzę głównie z instagramowych memów i fajnych, zabawnych, niejednokrotnie trafionych "w punkt" napisów na kubkach, czy koszulkach. Niedawno ukazał się jej e-book, który - jak sama Autorka wspomina - powstał dla pogłębienia wiedzy i uświadomienia w rzeczach, które są oczywiste (przynajmniej dla niektórych), aczkolwiek nie każdemu na studiach są powiedziane. Siostra Bożenna odpowiada tu na najczęściej zadawane jej pytania, omawiając przy tym  zagadnienia dotyczące pielęgniarek, pielęgniarstwa i poniekąd też ogólnie systemu.

E-book ten kierowany jest nie tylko do nie-medyków (choć tutaj laik z pewnością zostanie uświadomiony w paru kwestiach). Przyda się tak samo dla studentów, którzy chcą poznać nieco "faktów z życia zawodowego pielęgniarki", jak też dla pielęgniarek będących w zawodzie od dłuższego czasu.

Co jest na plus? E-book liczy sobie siedemdziesiąt stron, więc jest do przeczytania w jeden wieczór. Napisany jest bardzo przystępnym językiem (niekiedy w lekkim i zabawnym stylu), dzięki temu czyta się go szybko i przyjemnie. Przyznam, że w kilku miejscach roześmiałam się "w głos". Na niemal każdej stronie mamy kolorowy rysunek (mniej lub bardziej zabawny), gdzieniegdzie w żółtych dymkach albo wartościowa reguła, wyjaśnienie lub protip. A na koniec bonus w postaci właśnie protipów dla pielęgniarek. Niektóre znałam, inne nie, a jeszcze innych, które ja znam - mi brakuje. Fajnym pomysłem było umieszczenie tutaj tabeli leków, które może podać pielęgniarka bez zlecenia lekarskiego (z nazwą substancji i nazwą handlową oraz postacią leku).

Fakt, iż książka jest taka krótka poniekąd jest też minusem, bo po pierwsze czyta się ją wręcz błyskawicznie, a sposób, w jaki jest napisana każe na końcu pomyśleć sobie: "hej, jak chcę więcej!". Po drugie - nie ukrywajmy - jej cena (59zł) jest dość wysoka, jak na e-booka, tym bardziej tak krótkiego.
Jakie jeszcze minusy dostrzegam? Literówki w kilku miejscach, ale nie ma ich dużo i nie mają wpływu na moją ogólną ocenę.

Reasumując, dla mnie jest to interesujący tytuł, wart uwagi czy to dla pogłębienia wiedzy, czy do przeczytania z ciekawości "co tam Siostra Bożenna napisała", czy też zwyczajnie dla rozrywki z pewną dozą wiedzy.

Data przeczytania: 16-04-2023 (od: 16-04-2023)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

czwartek, 10 marca 2022

Opiekunka

Książka Sheryl Browne na ciekawą, wartką akcję. Jest tylko jeden mankament. I nikomu nie zaspojleruję, bo to jest w blurbie - już krótki zarys opisu każe myśleć: "ale to już było..." i pozwala domyślić się większości fabuły. Ba, pokuszę się o stwierdzenie" że zdradza to już sam tytuł w połączeniu z hasłem: thriller i wiadomo o co chodzi

Bo kojarzycie te wszystkie filmy amerykańskiej, bądź kanadyjskiej produkcji traktujące o opiekunkach do dzieci z demonicznym. charakterkiem? Mamy Marka i Melissę, czyli zgodne małżeństwo z dwójką dzieci: starszą Poppy i młodszą Evie oraz ich opiekunkę Jade. Cóż, przewidywalność fabuły jest tu największym minusem, bo rzeczywiście nie trudno domyślić się kolejnych poczynań bohaterów, zwłaszcza Jade. Nie trudno przewidzieć niektóre sytuacje. Mimo to fabuła wciąga na tyle, że chcemy wiedzieć co dalej się wydarzy, choćby dla samego potwierdzenia własnych przewidywań.

Nie jest też tak, że wszystko można przewidzieć, są rzeczy bardziej zaskakujące, choć nie ma tego wiele. Dla tych sytuacji też warto sięgnąć po tę pozycję. I dla rozrywki na wieczór, oderwania od codzienności i tym podobne, bo lektura "Opiekunki" raczej nie wniesie do Waszego życia nic, może poza kilkoma przestrogami.

Dopatrzyłam się, że Browne słabo rozwinęła wątek niejakiego Dylana, a szkoda bo ta postać ma pewien potencjał i można to było wykorzystać. Da się zauważyć nieskończenie wątków. Jakby autorka zapomniała, że coś się wydarzyło, bądź miało wydarzyć.

Nie jest to zła książka, ale też nie rewelacyjna. Jest dobra. Ma aurę tajemnicy, niektóre wątki intrygują w większej mierze, inne - te łatwe do przewidzenia - intrygują już mniej, jednakże coś każe nam siedzieć i dalej czytać.
 
Data przeczytania: 10-03-2022 (od: 30-09-2021)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

czwartek, 30 września 2021

Wizjer

W "Wizjerze" poznajemy Laurę, pracownicę serwisu randkowego "MoreThanHeart", która zajmuje się analizą działania serwisu. Pewnego dnia Laura zaczyna odkrywać rzeczy, które mogą odmienić jej życie. Do tego wszystkiego dochodzą tajemnicze samobójstwa wśród pracowników MoreThanHeart...

"Wizjer" to thriller z elementami powieści obyczajowej. Może nie jest rewelacyjny ale czyta się go bardzo szybko i z zainteresowaniem. Natomiast tematyka, jakiej podjęła się Autorka daje w trakcie lektury wiele do myślenia. Tym bardziej, kiedy do czytelnika zaczyna docierać fakt, że to o czym czyta nie jest tak do końca wyjęte z powieści science-fiction; że to są rzeczy, które jeśli już nie mają miejsca, to są bardzo możliwe do zrealizowania. To sprawia, że książka jeszcze bardziej przykuwa naszą uwagę, wywołując lekki dreszcz i niepokój.

Mamy tajemnice, sytuacje wymagające wyjaśnień, których rozwiązania podejmie się główna bohaterka książki. Czy jej się to uda? Warto się o tym dowiedzieć z lektury "Wizjera".

 

Data przeczytania: 30-09-2021 (od: 10-09-2021)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3,5/5                      6/10                          3/5

niedziela, 23 lipca 2017

Pokój

O czym jest "Pokój"? To książka, w której mamy dwójkę najważniejszych bohaterów - małego Jacka i jego matkę. Oboje żyją zamknięci w szopie, a jedynym "łącznikiem ze światem zewnętrznym" jest człowiek, który w owej szopie przed laty zamknął matkę Jack'a. To dzięki niemu mają oni potrzebne do przeżycia rzeczy: żywność, środki toaletowe, lekarstwa etc.

Z tą książką jest tak: jeśli ktoś widział jej ekranizację, to książka nie będzie dla niego zaskoczeniem. Natomiast jeśli ktoś przed lekturą spojrzy na tylną okładkę i przeczyta opis, to w zasadzie również domyśli się treści "Pokoju", ponieważ jest to książka mocno przewidywalna i to jest poniekąd jej mankament. Jeśli jednak postarać się nie patrzeć na elementy zaskoczenia (nie ma tu ich wiele), a spróbować przyjrzeć się aspektom stricte psychologicznym, to "Pokój" zacznie "rosnąć" w oczach czytelnika.

Styl w jaki książka została napisana może być zarówno plusem, jak i jej minusem. Minusem z powodu infantylności opisów, dialogów. Infantylizm ten bierze się z braku świadomości i zrozumienia przez Jack'a pewnych rzeczy rządzących światem. Po dłuższej lekturze może to zmęczyć, znużyć, a niektórych zirytować. Natomiast z drugiej strony jest to plusem, gdyż czytając słowa Jack'a (na przykład dziecięce określenia jakimi się posługuje aby opisać otoczenie), czytelnik może zobaczyć myślenie tego małego człowieka. Styl autorki w bardzo dobry sposób posłużył więc tu do tego, aby pokazać czytelnikowi to, co jest w tej książce rzeczą najistotniejszą: czyli uświadomienie dramatu dwóch uwięzionych ludzi na małej przestrzeni, a przede wszystkim złamanego dzieciństwa Jack'a. To straszne, a jednocześnie fascynujące, w jaki sposób Jack postrzega siebie, otoczenie w którym się znajduje, swoją matkę a przede wszystkim życie dookoła. Jego postrzeganie rzeczywistości jest tak samo ograniczone jak ograniczony jest Pokój.

Gdy pewnego dnia Jack dowiaduje się od matki, że poza Pokojem jest coś więcej, są zielone drzewa, powietrze, wiatr, który porusza liśćmi, są samochody i żyją inni ludzie, nagle Jack jest zaskoczony. Nie może uwierzyć w istnienie tego wszystkiego, choć bardzo chce zrozumieć jak funkcjonuje to "Nazewnątrz", o którym tyle opowiada mu mama. Do tej pory to przecież ta mała przestrzeń była jego głównym wyobrażeniem rzeczywistości, a świat poza Pokojem nie istniał. Inni ludzie? Przecież byli nieprawdziwi tylko na ekranie telewizora. Jak to możliwe, że oni "są naprawdę"? Z czasem można zauważyć, że te wszystkie oczywistości, które opowiada mu mama o Nazewnątrz, dla naszego małego bohatera są tym samym, czym dla nas jest Wszechświat: czyli czymś wielkim i nieodgadnionym. Wręcz niepojętą zagadką.
Jeden z wielu cytatów, który dobrze obrazuje myślenie Jack'a:

"- A można wyjrzeć przez te okna ścienne?
- Ależ tak, one są dla każdego.
- A my jesteśmy każdy?
- My i ktokolwiek inny.
Ktokolwieka innego tu nie ma, więc zostajemy tylko my."

Treść książki zyskuje na jakości gdy czytelnik uświadomi sobie jak wielką nowością dla chłopca staje się idea istnienia Nazewnątrz. To samo dzieje się, gdy następują późniejsze wydarzenia. Życie w "Nazewnątrz", które dla matki Jack'a jest upragnionym powrotem z "więzienia" do domu, dla chłopca jest przytłaczającą go nowością. Mamy więc strach przed wszystkim co niepoznane. Wszystko jest nowe, począwszy od schodów, które nagle stają się wielką przeszkodą. Z drugiej strony należy się zastanowić, czy też matka nie odczuwa rzeczywistego świata jako czegoś nowego? Innego? Wszak przez te wszystkie lata niewoli, lata życia w jednym pomieszczeniu, a świat zewnętrzny przez ten czas bardzo się zmienił...

W książce czytelnik ma do czynienia między innymi z: pokazaniem walki o przetrwanie w nie sprzyjających warunkach, pokazaniem miłości i ogromnego przywiązania dwojga ludzi na linii matka-dziecko i dziecko-matka. Obserwujemy też determinację i wolę wydostania się z rąk oprawcy, zmagania się z przystosowaniem do życia na wolności, trudności związane z akceptacją przez rodziców nowej sytuacji, w jakiej znalazła się ich córka, konieczność pożegnania się z przeszłością celem otworzenia się na to, co przyniesie ze sobą przyszłość.

W moim odczuciu "Pokój" jest książką dobrą. Główna postać - Jack - opowiada czytelnikowi wydarzenia, pokazując świat takim jak on go rozumie. I choć chwilami sposób wypowiedzi głównego bohatera może nieco męczyć, to w ostatecznym rozrachunku, Jack swoją dziecięcą naiwnością urzeka czytelnika. Dlatego podczas czytania miałam mieszane odczucia. Waham się też oceniając ją. Książki z pewnością nie nazwałabym rewelacyjną, ani tym bardziej wybitną. Pozostanę przy ocenie dobrej. "Pokój" polecam, bo jest to tytuł wart uwagi.

 

Data przeczytania: 23-07-2017 (od: 6-02-2017)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          2,5/5                      6/10                         3/5

niedziela, 20 listopada 2016

Kruk

Smutny poemat, utrzymany w mrocznym klimacie, atmosferze dusznej, wręcz ciężkiej. Początkowo czytelnik odczuwa wraz z bohaterem nastrój ciszy oraz lekkiej grozy związanej z pojawieniem się tajemniczego gościa. Przez całość przewija się ból i tęsknota, które, choć nie do końca wypowiedziane, łatwo można wyczuć między wierszami.
Autor powoli dawkuje te odczucia, przechodząc od melancholijnego tonu do groźnych emocji, by na koniec wstrząsnąć czytelnikiem wersami ostatniej strofy, niosącej olbrzymi ładunek smutku, przygnębienia i żalu. Tym samym można zauważyć stopniowo wzrastające napięcie: powolny, owiany pewną tajemnicą początek, następnie szybsze tempo i groza aż po końcowy melancholijny spokój.

Czy ktoś faktycznie pukał do drzwi? Kim jest tajemniczy gość? Fakt, iż do końca nie wiadomo czy całe zajście rzeczywiście spotkało głównego bohatera, czy było tylko wytworem jego sennych marzeń, jest tu dodatkowym plusem.

Poemat przeczytałam w paru przekładach, ale najbardziej do gustu przypadły mi przekłady: Jolanty Kozak, Przesmyckiego, Frońskego i Kasińskiego.

W mojej ocenie poemat dobry. Polecam.

Poemat dostępny w internecie. Link poniżej:
http://home.agh.edu.pl/~szymon/raven.shtml
 

Data przeczytania: 20-11-2016 (od: 20-11-2016)

Ocena 

LC            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          6/10                          3/5

poniedziałek, 11 lipca 2016

Láska nebeská

„Láska Nebeská”
to zbiór felietonów, krótkich reportaży, w których Mariusz Szczygieł przybliża swoim czytelnikom Czechy jako państwo, ale też Czechów, ukazując ten naród, jako ludzi o ogromnym poczuciu humoru (niekiedy bardzo specyficznego) oraz o dużej dawce dystansu do samych siebie.

Mariusz Szczygieł za pomocą ważnych wydarzeń i osób życia publicznego (m.in. piosenkarzy Karela Gotta, Václava Neckárza oraz pogrzebu Václav Havela), przedstawicieli sztuki (Ivan Martin Jirous, zwany Świrusem), literatury (Karel Čapek i jego „Fabryka Absolutu”, Viola Fischerová, Bohumil Hrabal) buduje obraz Czechów, jako bardzo sympatycznej społeczności. Przy okazji czytelnik może poznać wiele ciekawych postaci. Dla mnie sporym plusem książki były opisy trzech interesujących postaci. Pierwszą jest wspomniany wcześniej artysta Ivan Jirous. Drugą Věra Saudková. Szczygieł umieścił tu bardzo ciekawy rozdział, nieco przybliżający postać córki Franza Kafki. Trzecia osoba to Jára Cimrman. Ten zabawny i niezwykle ciekawy rozdział dotyczący wynalazcy i dramaturga (jednej z najciekawszych i zarazem najbardziej zagadkowych postaci w Czechach), jest kolejnym potwierdzeniem specyficznego humoru czeskiego społeczeństwa, a także ich chęci do mieszania faktów i fikcji z naciskiem na zamiłowanie do gloryfikowania tego drugiego.

Natomiast miłośnicy filmu odnajdą w „Lásce Nebeskiej” sporo interesujących tytułów czeskiej kinematografii, jak m.in. „Pociągi pod specjalnym nadzorem”, „Butelki zwrotne”, „Sklep przy głównej ulicy” czy „Palacz zwłok”.

Jedyne, czego mi zabrakło w „Lásce nebeskiej”, to rozdziały poświęcone czeskiemu ateizmowi. Wprawdzie są tu fragmenty opisujące brak zainteresowania Czechów religią; nie może się jednak obejść bez porównania, iż temat ten doskonale uzupełnia „Zrób sobie raj”. Niektóre tematy polityczne trochę się dłużyły, przez co miałam ochotę nieco obniżyć swoją ocenę.

Jednakże pozostanę przy ocenie dobrej. Ponieważ książka posiada dodatkową zaletę - jest napisana lekkim stylem, dzięki czemu przyjemnie się ją czyta. W niektórych rozdziałach Czechy jawią się tu jeszcze bardziej ”rajskie”, niż po lekturze „Zrób sobie raj". A sami Czesi jeszcze bardziej sympatyczni, dzięki paru zabawnym anegdotom. Począwszy od tych zwyczajnych anegdot opowiedzianych przez ludzi, po zabawne napisy klozetowe, co czyni „Láskę nebeską” książką o bardzo pozytywnym, iście antydepresyjnym wydźwięku.

Dla Pana Mariusza Szczygła należą się więc słowa uznania za to, iż popełnił kolejny dobry, interesujący reportaż. Tym samym, dla mnie, „Láska nebeska” jest następną książką jego autorstwa, która skłoniła mnie do poszukiwań w świecie czeskiej literatury i kinematografii.

Data przeczytania: 11-07-2016 (od: 12-01-2016)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

czwartek, 7 kwietnia 2016

Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?

Sięgając po reportaż Justyny Kopińskiej, wiedziałam czego mogę się spodziewać, nie tylko ze słyszenia przed laty głośnej medialnie sprawy siostry Bernadetty, ale też dzięki lekturze „Diabelskiego nasienia” oraz dzięki filmom, takim jak np. „Siostry Magdalenki”. Dlatego nie było dla mnie wielką nowością to, co mogłam tu przeczytać. Jedyną różnicą, jaka dzieli wspomnianą przeze mnie wcześniej książkę i film, jest fakt, iż wydarzenia opisywane w „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” działy się na tzw. „naszym rodzimym podwórku”, a co bardziej szokujące: stosunkowo niedawno - już w XXI wieku. Tu mamy Zabrze, Ośrodek Wychowawczy Sióstr św. Karola Boromeusza. I, choć możemy podczas czytania spotkać się z opisywaniem wydarzeń datowanych na lata nam współczesne, to niejednokrotnie aż chce się krzyknąć: „Witaj średniowiecze!”.

Spotkać się tu możemy z licznymi (i wstrząsającymi) zeznaniami tych dzieci, które opowiedziały w prokuraturze o wydarzeniach z ośrodka. Jak więc nietrudno się domyślić możemy tu przeczytać o siostrach „miłosiernych”, mających pełnić zadania, dydaktyczne, wychowawcze, które w całym swoim oddaniu dla wychowanków (czytaj: repertuarze/szerokim wachlarzu kar) fizycznie i psychicznie maltretowały swoich podopiecznych. Bicie czym popadnie, znęcanie się (na porządku dziennym), absurdalne „średniowieczne” kary, przyzwalanie na gwałty – to tylko nieliczne „cudowne metody wychowawcze”, o jakich tu możemy przeczytać, na które siostry „tak zwanego miłosierdzia” miały pełne przyzwolenie od przełożonej Dyrektor siostry Bernadetty.
Oprócz tego przeczytać możemy także o tym jak wyglądało zatrzymanie siostry Bernadetty, oskarżenie, proces oraz jej odwoływanie się od wyroku, gdzie uderza reakcja samej zainteresowanej wraz z jej (odgrażającymi się) słowami: „- To atak na Kościół!”

Książka ta skłania do refleksji. Pojawia się pytanie: dlaczego przyzwala się na takie tortury? Dlaczego ludzie nie reagują? Pada w tym reportażu jeden cytat, który mógłby być też bardzo dobrym podsumowaniem całości książki:

„Sprawa wygląda tak: dzieci, które mówią, że jest źle są na każdym kroku upokarzane, a siostry od dawna je biją. Mnóstwo dorosłych natomiast powtarza, że wszystko jest dobrze, a siostry są wspaniałe.”

Pojawia się więc jeszcze inne pytanie: dlaczego dorośli powtarzają, że siostry są wspaniałe? Dlaczego jest takie przyzwolenie na te tortury? To jest to, co w tym reportażu uderza czytelnika bardziej, niż same opisy tych tortur. Ludzie przymykają oczy na to, bo nie chcą widzieć problemu. Co jest jeszcze bardziej wstrząsające, to fakt, iż niektóre osoby z organów, które mogłyby szybko i skutecznie zaprzestać temu procederowi, były głuche na wyraźnie negatywne opinie o ośrodku (przykładem przełożeni Rzecznika Praw Dziecka Mariana Osucha, który to rzecznik chciał się tą sprawą zająć i doprowadzić do końca torturom ze strony sióstr Boromeuszek).
Bo, według pewnego kręgu osób, duchowni to ludzie, których wręcz nie wolno krytykować. Istnieje bzdurne przeświadczenie, że osoba duchowna (kleryk), jest z reguły „dobra” (uchodzi za „dobroduszną”) i z założenia nie może nikomu wyrządzić krzywdy. Nikt nie postrzega (lub nie chce postrzegać) klerykalnych osób zajmujących się wychowaniem dzieci w instytucjach do tego powołanych, za tych wychowawców, którzy też stoją na równi z wychowawcami świeckimi. Niektórzy wciąż wolą wierzyć w mit dobrej, bogobojnej, wiecznie uczciwej siostry zakonnej, zamiast czasem zrzucić klapki z oczu i zobaczyć jak wygląda prawda.
To przeświadczenie osób wierzących, na temat wielkiej dobroci duchownych, najlepiej obrazuje poniższy cytat:

„- To konflikt wiary. Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne.”

Nie rozumiem podejścia osób mających się za katolików, postępujących (podobno) według zasad moralnych; osób, które często lubią powtarzać - niczym mantrę - to swoje słynne: „szanuj bliźniego, jak siebie samego”, a później, gdy pojawia się problem, „szanują” poprzez zamykanie oczu. Zastanawia mnie czy „szanując bliźniego” (w tym przypadku te niewinne dzieci), ci, którzy tak ochoczo zasłaniają się swoją wiarą, pomyśleli choć raz: czy będąc na miejscu tych bliźnich, też chciałbym/abym być traktowany/a jak wychowankowie tego ośrodka? Czy te osoby też chciałyby, aby inni woleli milczeć w ich sprawie, gdyby to im działa się krzywda?
To milczenie ze strony osób, które przy odrobinie chęci (zwłaszcza chęci do nie oglądania się - choć na chwilę – na swoją religijność) by dostrzec problem – to milczenie jest tu jedną z rzeczy, która najbardziej wstrząsa. Dobitnie podkreślają ten fakt poniższe (trafiające „w punkt”) słowa jednej z wychowanek ośrodka:

„Nawet jakby miały nas zabić, to mówiliśmy prawdę. Choć to było duże ryzyko. Bo dorośli zwykle chcą słyszeć wszystko, oprócz prawdy.”

Jestem w stanie zrozumieć fakt, że ktoś „boi się wychylać” i woli milczeć aby np. nie stracić swojego stanowiska pracy – w tego typu sprawie jest to także straszne, ale niestety prawdziwe, ponieważ trudna jest tzw. „walka z systemem”, zwłaszcza gdy jest się jednostką i nie ma się po swojej stronie innych (także osób stojących wyżej – przykładem wspomniany wcześniej Rzecznik Praw Dziecka/wizytator Marian Osuch). A niestety społeczeństwo wielokrotnie pokazuje, że woli się „nie mieszać”, gdy coś się dzieje, udawać, że wszystko jest w porządku i o niczym nie wiedzą. W takich sytuacjach osobą najbardziej „poszkodowaną” jest ten, który chce (lub chciał) się "wychylić".
W tego typu sprawach nie pojmuję jednak określenia, że „to konflikt wiary” Jaki konflikt? Jakiej wiary? Co ma wspólnego czyjaś wiara/religijność do tego, by móc poddać sprawiedliwej ocenie kogoś, kto postępuje niemoralnie, nawet, jeśli tą niemoralnie złą osobą jest osoba duchowna?
Widocznie (dla niektórych ludzi), lepiej jest wierzyć, że to dzieci są winne. One są złe. Dlaczego? Bo są dziećmi z patologicznych rodzin? Tak, jak w tym fragmencie:

„Siostra Bernadetta jest miłą, delikatną osobą. A to dzieci alkoholików, narkomanów. Przecież w takim dziecku, nawet jak ma trzy lata, może tkwić diabeł.”

I można by powiedzieć, że przytoczone wyżej słowa, wypowiedział ktoś niedouczony, bądź – mówiąc ładniej - nieposiadający wystarczającej wiedzy pedagogicznej, itp. Tym bardziej więc dziwi fakt, że to słowa nauczycielki. Poprawka: nauczycielki-katoliczki. Wyznawczyni tej religii, która uczy miłości do bliźniego. Tej „jedynej, słusznej” religii potępiającej zło i gloryfikującej dobro. Absurd? Hipokryzja?

Ta możliwość refleksji oraz fakt, że książkę czyta się bardzo szybko i z dużym zainteresowaniem, to są niewątpliwie mocne atuty dla tego reportażu. Minusem jest to, że książka posiada sporą liczbę powtórzeń i haseł, z którymi czytelnik spotyka się już na początku, a później około połowy orientuje się, że oto po raz kolejny czyta o wachlowaniu prześcieradłem, wchodzeniu starszych chłopców do łóżek tych młodszych dzieci oraz biciu warzechą. To jest minus, który po pewnym czasie może zacząć denerwować.

Z uwagi jednak na istotny i bardzo ważny temat oraz na opisane powyżej plusy, oceniam książkę jako bardzo dobrą. Reportaż polecam wszystkim a zwłaszcza tym, którzy jeszcze dziś (jeśli tacy są) nie chcą uwierzyć w winę sióstr Boromeuszek (czy też ogólnie: w winę jakichkolwiek osób duchownych w innych podobnych sprawach). Bo przecież lepiej jest nie widzieć problemu, „umyć ręce”, zamknąć oczy i zasłonić się swoją religijnością, niż spojrzeć na problem i dostrzec to, co naprawdę jest złe. A potem przed samym sobą zmierzyć się z prawdą, która brzmi: „Tak, osoby duchowne też mogą wyrządzić krzywdę”.

Data przeczytania: 7-04-2016 (od: 30-03-2016)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          3,5/5                      7/10                         3,5/5

sobota, 9 stycznia 2016

Zrób sobie raj

„Zrób sobie raj”
to pierwszy reportaż Mariusza Szczygła z jakim się spotkałam. Jest to książka, w której autor zapoznaje czytelnika z czeską kulturą za pomocą wypowiedzi Czechów, z którymi na przestrzeni paru lat przeprowadzał rozmowy. Czytelnik ma okazję przyjrzeć się nie tylko czeskiej kulturze i sztuce ale też zapoznać się z ich historią (na ten przykład między innymi Praska Wiosna). Historia i polityka należą zazwyczaj do tematów, które czasem ciężko przebrnąć. Tu wprawdzie fragmenty dotyczące historii (zwłaszcza czeskiej polityki) należą do tych, które czyta się wolniej. Jednakże lekkie pióro autora oraz niekiedy używanie zabawnych form wypowiedzi sprawiają, że fragmenty te nie nużą – za to Panu Szczygłowi należą się słowa pełne uznania. Rzecz jasna, iż w książce tej przedstawienie tematu historycznego jest raczej wersją okrojoną, ale autor ukazuje te zagadnienia w taki sposób, że skłania czytelnika do dalszych poszukiwań.


„Zrób sobie raj” to nie tylko temat polityki i historii. To także czeska proza i poezja - zapis rozmów autora między innymi z intrygującą osobą Egona Bondy, a także przedstawienie innych czołowych postaci czeskiej literatury – jak choćby Bogumila Hrabala. Warto wspomnieć, iż atutem książki są jej końcowe strony, w których autor umieścił między innymi wszystkie wspomniane tytuły czeskich dzieł literackich.
Dla mnie najciekawszym rozdziałem był ten poświęcony tematowi ateizmu. Dużym atutem tych rozdziałów jest spojrzenie na poglądy religijne Czechów poprzez lekki styl wypowiedzi i anegdoty, dzięki którym książkę czyta się błyskawicznie.
Równie interesujący rozdział dotyczy czeskiej sztuki. Autor ukazuje tu sylwetki artystów, których dzieła/artystyczne działania wzbudzają niekiedy skrajne emocje: od całkowitej obojętności po ostrą krytykę. Głównie poznajemy tu osobę rzeźbiarza Davida Cernego, przy okazji autor wspomina też malarza i rzeźbiarza Milana Knizaka (ubolewam jedynie nad tym, iż ta postać jest tu wspomniana tylko na chwilę). David Cerny oprowadza autora (przy okazji też czytelnika) po swoich dziełach poprzez wędrówkę po Czechach. Dużym plusem książki są w tym momencie fotografie pokazujące niektóre z opisywanych dzieł, a także niesłabnący humor w postaci anegdot.
Szczygieł pisze w sposób lekki i zabawny zarówno o sprawach błahych, jak i poważnych. Poza jednym tematem – końcowym rozdziałem, który zmusza czytelnika do osobistych refleksji na temat życia i egzystencji. Mowa tu o rozdziale poświęconym pogrzebom oraz podejściu Czechów do tematyki śmierci. Rozdział bardzo refleksyjny, z którym warto się zapoznać.

Po lekturze książki wyłania się obraz Czechów jako narodu o sporej tolerancji, ale też dużym poczuciu humoru oraz dystansie do samych siebie. Biorąc pod uwagę aspekty takie jak chociażby pojmowanie sztuki: ów humor jawi się jako specyficzny ale wciąż zabawny.

Książka z pewnością nie jest obszernym i wnikliwym kompendium wiedzy o Czechach – bo też z założenia nie taką miała być. Najprawdopodobniej, aby poznać dogłębnie ten kraj i jego społeczeństwo trzeba by było sięgnąć po bardziej szczegółowe książki lub faktycznie spędzić parę lat w samych Czechach i mieć kontakt z mieszkańcami owego Państwa. Aczkolwiek uważam, że „Zrób sobie raj” to bardzo dobrze przedstawiony reportaż, który za pomocą nieraz zabawnych wypowiedzi obnaża nie tylko Czechy i czeską kulturę, ale też celnie ukazuje mentalność samych Polaków, co nas jako naród nie powinno obrażać, a bardziej skłonić do przemyśleń.

Wraz z „Zrób sobie raj” Mariusz Szczygieł zabrał mnie na wycieczkę po Czechach, pokazał czeską społeczność, ich mentalność, poglądy, sztukę, kulturę. Raz bawił anegdotami, by na koniec zmusić do refleksji. Książkę przeczytałam bardzo szybko i z dużym zainteresowaniem, więc ta moja „podróż do Czech” była niedługa. Myślę jednak, że zapadnie mi w pamięci i możliwe, że do niej będę wracać. Reportaż ten uznaję za bardzo dobry. Uważam, iż jest to tytuł, z którym warto się zapoznać. 
 

Data przeczytania: 9-01-2016 (od: 23-12-2015)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                         3,5/5

niedziela, 13 września 2015

Książeczka minimalisty. Prosty przewodnik szczęśliwego człowieka

To pierwsza przeczytana przeze mnie książka poruszająca tematykę minimalizmu. Zawiera ona wiele wartościowych porad, choć niektóre z nich mogą kojarzyć się z szaleństwem i nie ze wszystkimi się zgadzam.


W książce tej możemy przeczytać nie tylko o tym jak skutecznie pozbyć się zbędnych rzeczy ze swojego życia. Czytelnik ma okazję poznać między innymi sposoby minimalistycznego uproszczenia swojego dnia, utrzymywania porządku oraz jak w minimalistyczny sposób podróżować. Może również zapoznać się ze sposobami utrzymywania zdrowia poprzez wysiłek fizyczny, minimalistyczne i zarazem zdrowe odżywianie i wiele, wiele innych prostych zasad oraz udogodnień.

Wiadomym jest, iż nie jest się w stanie pozbyć wszystkiego od razu. Jasną rzeczą jest to, że do minimalizmu trzeba podchodzić stopniowo - o czym często autor wspomina. Podoba mi się u Leo Babauty to, że nie namawia on nikogo na siłę i wielokrotnie zaznacza czytelnikom, że należy poszukać własnego, indywidualnego sposobu na osiągnięcie prostoty życia a nie naśladować wszystko tak, jak on sam to osiągnął.

Gdy zaczynałam lekturę tej książki sądziłam, że mój upór jest zbyt duży by zaakceptować minimalizm. Lektura pierwszych rozdziałów wywoływała u mnie myśli w stylu: "Ale jak to! Tak się przecież nie da!". Z czasem, zaczynając stosować się choć do niektórych zasad, zrozumiałam jednak pewne rzeczy. Natomiast kończąc książkę wnioski nasunęły się same:
  •  bałagan nie przynosi człowiekowi niczego dobrego,
  •  pozbycie się ze swojego życia (lub choćby z zasięgu wzroku) rzeczy zbędnych, naprawdę pozwala osiągnąć rodzaj szczęścia,
  •  unikanie bałaganu oraz minimalistyczny styl życia to nie tylko czerpanie radości z porządku ale też oszczędność czasu.

Przed rozpoczęciem tego poradnika powyższe wnioski były dla mnie dalekie. A niektóre porady - nawet te najprostsze niemożliwe do realizacji. Bedąc jeszcze w połowie książki ta opinia miała wyglądać inaczej. Dziś wiem, że przynajmniej część z tych porad jest warta tego aby wcielić je w życie. I choć początkowo podchodziłam do minimalizmu jak do przysłowiowego "jeża", teraz jestem w stanie powiedzieć, że poradnik Leo Babauty przynajmniej w małej części zmienił we mnie podejście do minimalizmu, sprawił, że pozwoliłam uwierzyć w to, że zbędne rzeczy nie przynoszą szczęścia. I to, jest chyba jego najlepszą rekomendacją.

Książkę uważam za dobry poradnik. Zwłaszcza dla osób, które dopiero zaczynają zaznajamiać się z tematem minimalizmu. Myślę, że sama jeszcze nieraz do niej powrócę i może w przyszłości pozwoli mi ona osiągnąć nawet większość z tych założeń, które na obecnym etapie są trudne do przezwyciężenia.
 
Data przeczytania: 13-09-2015 (od: 1-08-2015)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty