Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lucy monroe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lucy monroe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2026

Życie na Manhattanie

W tym harlequinowym romansie z serii "Światowe Życie Extra", poznajemy Vincenzo Tomasiego - bajecznie bogatego właściciela banku i dyrektora generalnego w Tomasi Enterprises. Po śmierci brata przejmuje on opiekę nad jego osieroconymi dziećmi. Z czasem stwierdza, że potrzebuje opiekunki. Każe więc swojej asystentce zrobić listę potencjalnych kandydatek, które będą spełniały jego specjalne warunki. Wszystko miało być tajemnicą w firmie, jednakże o tej ofercie dowiaduje się jedna z pracownic banku - Audrey Miller. Kobieta akurat pilnie potrzebuje pieniędzy, a Vincenzo oferuje za tą posadę spore wynagrodzenie. Zgłasza więc ona swoją kandydaturę, podając przy tym, że kocha dzieci i zna się na nich jak mało kto. Audrey nie wie jednak, że jednym z wymagań w tej ofercie jest... pozostanie żoną Vincenza!
O tym, czy Audrey przyjmie propozycję szefa oraz jak potoczą się losy bohaterów, należy się dowiedzieć z lektury ksiażki Lucy Monroe.
 
Fabuła jest schematyczna i przewidywalna - jak zresztą każdy z tych romansideł, w których ona ma zostać żoną i oboje mają czerpać z tego korzyści. To, co lekko zdumiewa na samym początku, to rozmowa kwalifikacyjna, którą Vincenzo prowadzi z Audrey. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego - wszak z założenia miał to być "casting na opiekunkę" - gdyby nie zachowanie samej Audrey. Autorka przedstawiła ją jako odważną, pewną siebie kobietę. Ja jednak odebrałam tą postać jako zarozumiałą babę, która uparła się na tą posadę i idzie "po trupach do celu". Ma się za nie wiadomo jaką ekspertkę od dzieci i zaczyna się strasznie wymądrzać (także w innych aspektach życia), co w pewnym momencie zauważa sam Vincenzo. Nie da się jej polubić. Mamy tu trochę motyw enemies to lovers, który jest najbardziej widoczny w czasie słownych przepychanek między Vincenzo, a Audrey. Celowo nazywam to "przepychankami", bo o ile normalne przekomarzania byłyby znośne, tak tutaj jest to denerwujące.
 
Pomijając irytującą główną bohaterkę oraz niektóre opisy miłosnych uniesień, to romans ten nie jest tragiczny. Nie jest też dobry. Raczej jest to mocno przeciętne romansidło, które ujdzie w tłumie innych tego typu opowiastek. Do przeczytania na raz.

Data przeczytania: 5-05-2026 (od: 2-05-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                          2/5


wtorek, 22 lipca 2025

Druga podróż poślubna

Po ostatniej podróży na wyspę Praxos, pozostaję w słonecznej Grecji. Tym razem wzięłam na celownik zupełnie inną, nową harlequinową opowieść z cyklu "Światowe Życie Extra", nie mając wielkich oczekiwań co do kolejnego lekkiego romansidła, ale mając niewielką nadzieję, że Pani Monroe nieco odczaruje mi Grecję, którą przedstawiła mi Susan Stephens w swojej historii.
 
W książce poznajemy byłe małżeństwo: Chloe i Arystona Spiridakou. Chloe wyszła za Arystona, bo tak chciał jej ojciec Eber Dioletis. Głównie chodziło o to, aby ten związek był zwykłą transakcją biznesową. Warunkiem miało być też spłodzenie potomka, czego życzył sobie dziadek Chloe. Jednak para poróżniła się zarówno w sprawach biznesowych, jak i co do posiadania potomstwa. Doszło do rozwodu. Po niemal dwóch latach Chloe pojawia się w biurze Arystona. Okazuje się, że Rea - siostra Chloe ma problemy małżeńskie, a firma Dioletis Industries również nie najlepiej stoi, wobec czego, najlepszym wyjściem byłoby połączenie firmy z Spiridakou & Sons Enterprises. Cóż z tego wszystkiego wyniknie? Czy dojdzie do porozumienia między byłymi kochankami, a tym samym do fuzji firm? Tego już należy dowiedzieć się z lektury książki Lucy Monroe.
 
Jak widać po ogólnej ocenie, Lucy Monroe nie odczarowała mi tej Grecji. Co mi się nie podobało? Słaba fabuła, która jest tak bzdurna, że kilkakrotnie kręciłam głową z niedowierzania. Przez pół ksiażki Chloe i Aryston "miotają się" w swoich poczynaniach: od spontanicznego seksu w biurze przez sprzeczki, grzebanie we własnej przeszłości i roztrząsanie dawnych problemów. Co ciekawe, wszystko to dostajemy już w  pierwszych dwóch rozdziałach, przy czym drugi rozdział pobił rekord standardów dla harlequinów, będąc tak długim, że ciągnie się do połowy książki. W efekcie rozdział przytłacza problemami małżeństwa i zniechęca do lektury całości. Jeśli ktoś zastanawiałby się czy dalej jest lepiej, to cóż... rozczaruję - jest tylko gorzej. Para kłóci się, nawet przy obcych ludziach, a moja irytacja sięga zenitu, kiedy po raz kolejny roztrząsają kwestię stosowania w przeszłości antykoncepcji przez Chloe, co było przecież głównym powodem, dla którego on podpisał papiery rozwodowe.
 
W skrócie: on ją kocha i pożąda, ale jest przekonany, że ich małżeństwo było dla niej tylko intratnym biznesem. Nie wie, że ona go tak naprawdę kocha i zawsze kochała przez cały ten czas, kiedy nie byli już razem. Natomiast ona jest przekonana, że on jej nigdy nie kochał i nie kocha, a teraz jedynie zgodził się na połączenie firm, żeby ratować jej rodzinną firmę, bo przecież jest taki interesowny.
 
Nudna treść, w którą nie warto się zagłębiać, nie polecam. Serio, nawet pośród tych lekkich harlequinów są lepsze (a bywa, że i mądrzejsze) romanse. Sprawdziłam - ten śmiało można sobie odpuścić, chyba, że ktoś lubi torturować się czytaniem o tym, jak dwoje ludzi przez większość książki na zmianę omawia biznesowe sprawy albo kłóci się o bzdety po to, żeby zaraz pogodzić się idąc ze sobą do łóżka/samochodu, czy gdziekolwiek tam jeszcze.

Data przeczytania: 22-07-2025 (od: 14-07-2025)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

2/10          1/5                         2/10                          1/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty