sobota, 10 stycznia 2026

Kochanki Konstancina

CYKL: "TAJEMNICE KONSTANCINA" (TOM 2)

 

Po "Żonach Konstancina" przyszedł czas na drugi tom konstancińskich opowieści. Tym razem Ewelina Ślotała "bierze pod lupę" kochanki wpływowych, konstancińskich mężów. Co za tym idzie, poznajemy dalsze losy głównej bohaterki z pierwszego tomu, która na warszawskim Wilanowie poznaje Laurę. Kobieta ta nie jest żoną żadnego z konstancińskich mężczyzn, ani nawet nie aspiruje do tej roli. Jest natomiast luksusową kochanką jednego z bogaczy...
Co wyniknie ze znajomości obu kobiet? I najważniejsze - jak wygląda życie kochanek grubych ryb z Konstancina? Odpowiedzi na te i inne pytania należy szukać w drugim tomie cyklu Eweliny Ślotały.
 
Książka utrzymana jest w podobnym klimacie, jak je poprzedniczka. Napisana równie łatwym stylem, czyta się błyskawicznie i z zainteresowaniem, momentami nawet większym, niż część pierwszą. Pomimo prostego stylu wypowiedzi, Autorka porusza tu niełatwy i ważny społecznie  temat, a niektóre fragmenty szokują swoją wstrząsającą treścią. Ta książka również przypomina klimatem "Dziewczyny z Dubaju" Piotra Krysiaka. Powiedziałabym nawet, że w niektórych fragmentach to podobieństwo da się odczuć o wiele mocniej, niż w przypadku pierwszego tomu.
 
Tak jak poprzednio, tutaj również mamy treści, które odróżniają się od głównej historii inną czcionką, a ich wydźwięk jest typowo "reportażowy". Tym samym, patrząc na "Kochanki Konstancina" z punktu widzenia stricte literatury faktu, można powiedzieć, że jest to bardzo dobry reportaż. Intrygujący, szokujący, wstrząsający, który czyta się z dużym zainteresowaniem. Po lekturze tej ksiażki, nie trudno nie odnieść wrażenia, iż świat celebrytek, show businessu (a także polityki), to świat niezwykle zepsuty...

Data przeczytania10-01-2026 (od: 8-01-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          3,5/5                      7/10                          3,5/5

1 komentarz:

  1. Wciąż ciężko uwierzyć, że autorka nie żyje. Wielka wielka strata.

    OdpowiedzUsuń

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty