Lena Weir od pięciu miesięcy jest główną menadżerką zarządzającą hotelem na północy Szwecji. Pewnego dnia dowiaduje się, że hotel odwiedzi właściciel - Konstantinos Siopis. Ta wiadomość jest dla wszystkich pracowników dziwna, gdyż szef nigdy nie przyjeżdża do ich hotelu zimą. Niespodziewana wizyta Konstantinosa jest dla Leny niemałym szokiem. I to bynajmniej nie ze względu na strach przed odkryciem nieprawidłowości w zarządzaniu hotelem, gdyż tutaj nie mają sobie nic do zarzucenia. Lena obawia się, że na jaw wyjdą konsekwencje jej wspólnej nocy, którą pięć miesięcy temu spędziła z szefem... Dla niego top był błąd - jak sam to nazwał - natomiast ona się zakochała. Stresująca rozmowa wizytacyjna z szefem Siopis Ice Hotelu przebiega prawidłowo, a dzięki obszernemu swetrowi Konstantinos nie zauważa stanu Leny. Jednak, gdy wraca on po zostawiony na biurku telefon, widzi całkiem rozluźnioną Lenę, która ściąga sweter...
Jak potoczą się losy Leny i Konstantinosa? Czy Lena zostanie zwolniona? Czy Konstantinos przekona się, że Lena nie jest jedną z tych wyrachowanych panienek, które chcą "wziąć bogacza na dziecko"?
Mocno średni romans, tak przewidywalny, jak wszystkie tego typu opowiastki. Jest to wprawdzie lekka lektura, którą szybko się czyta. Nie denerwuje też idiotycznymi dialogami. Jakie więc ma minusy?
Pierwszy minus, to jedna sytuacja pod koniec książki (gdy Lena usłyszała pewną propozycję od Konstantinosa), gdzie widzimy Lenę jako kobietę z przebłyskiem rozumu. Nawet ucieszyłoby to, gdyby nie fakt, iż tego typu historie nigdy nie kończą się w racjonalny sposób - nawet wtedy, kiedy główna bohaterka dostrzega w obiekcie swoich uczuć psychopatę, tudzież kompletnego idiotę. W ostateczności, zawsze rozum musi wygrać z sercem i pożądaniem...
Drugi minus, to parokrotne określanie twarzy, bądź uśmiechu Konstantinosa jako "wampirzy". Na początku nie zwracałam na to uwagi, ale za czwartym i piątym razem zaczęło to być żałosne.
Trzeci minus, to tłumaczenie. Tłumaczka z uporem maniaka stosuje wyrażenie "otwarł" zamiast "otworzył", co mnie drażniło.
Da się to przeczytać, choć nie są to szczyty literatury obyczajowej. Nawet wśród harlequinów można znaleźć lepsze książki, niż akurat ten tytuł.
Mocno średni romans, tak przewidywalny, jak wszystkie tego typu opowiastki. Jest to wprawdzie lekka lektura, którą szybko się czyta. Nie denerwuje też idiotycznymi dialogami. Jakie więc ma minusy?
Pierwszy minus, to jedna sytuacja pod koniec książki (gdy Lena usłyszała pewną propozycję od Konstantinosa), gdzie widzimy Lenę jako kobietę z przebłyskiem rozumu. Nawet ucieszyłoby to, gdyby nie fakt, iż tego typu historie nigdy nie kończą się w racjonalny sposób - nawet wtedy, kiedy główna bohaterka dostrzega w obiekcie swoich uczuć psychopatę, tudzież kompletnego idiotę. W ostateczności, zawsze rozum musi wygrać z sercem i pożądaniem...
Drugi minus, to parokrotne określanie twarzy, bądź uśmiechu Konstantinosa jako "wampirzy". Na początku nie zwracałam na to uwagi, ale za czwartym i piątym razem zaczęło to być żałosne.
Trzeci minus, to tłumaczenie. Tłumaczka z uporem maniaka stosuje wyrażenie "otwarł" zamiast "otworzył", co mnie drażniło.
Da się to przeczytać, choć nie są to szczyty literatury obyczajowej. Nawet wśród harlequinów można znaleźć lepsze książki, niż akurat ten tytuł.

Przewidywalność to chyba główna cecha tego typu powieści romansowych.
OdpowiedzUsuńMimo że takie romanse to kompletnie nie moja bajka, bardzo cenię szczere i punktujące błędy recenzje. Opis wampirzego uśmiechu powtórzony kilka razy skutecznie mnie odstraszył – dzięki za ostrzeżenie. Czekam na wpis o czymś, co faktycznie skradnie Twoje serce albo chociaż będzie miało lepszego tłumacza.
OdpowiedzUsuń