niedziela, 1 lutego 2026

Podsumowanie stycznia

Wraz z rozpoczęciem Nowego Roku wręcz "rzuciłam się" na zupełnie nowe tytuły. Ostatecznie, w styczniu przeczytałam dziewięć książek, gdzie zdecydowanie prym wiodły romanse i literatura obyczajowa. 

Miesiąc rozpoczęła,m od ukończenia książki "Ślub w Neapolu" autorstwa Sharon Kendrick. Jest to harlequinowe romansidło, który - jak na to, iż jest to krótka książka - "męczyłam" dwa tygodnie. I to dużo, jak na fakt, że nie była to kompletnie beznadziejna lektura. Niestety, dobra też nie była.

Kolejnym tytułem, który ukończyłam początkiem stycznia, było romansidło Michelle Smart, zatytułowane "Miłość, która stopi każdy lód". Tutaj, harlequin ten był równie kiepski, jak ten poprzedni tytuł, choć w miarę znośny. Może nawet bardziej, jeśli brać pod uwagę fakt, iż skończyłam tą książkę w  kilka dni.

"Kochanki Konstancina" Eweliny Ślotały, to książka, która okazała się bardzo wciągającą lekturą. Przeczytałam ją błyskawicznie i z wielkim zainteresowanie, a sama książka, będąca drugim tomem pięciotomowego cyklu, niewątpliwie jest lepsza nawet niż pierwszy tom - "Żony Konstancina". Jednocześnie, moje zainteresowanie tym cyklem zwiększyło się. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy cyklu.

W połowie miesiąca przeczytałam kolejne dwa romanse: książkę "Pierwsza taka noc" Fiony Brand oraz "Aktorka i arystokrata" autorstwa Michelle Conder. Obie były mało odkrywczymi czytadłami z kiepską fabułą. Nie warto po nie sięgać.

"Kiedy żurawie odlatują na południe" szwedzkiej Autorki Lisy Ridzén to moje pierwsze odkrycie w tym roku. Książka urzekająca niespieszną fabułą, która opowiada parę miesięcy z życia pewnego starszego człowieka. Jego żona od dłuższego czasu przebywa w domu opieki, ona sam wymaga pomocy przy codziennych czynnościach. Jego jedynym towarzyszem jest pies. Jednak pewnego dnia starszy człowiek dowiaduje się, że jego syn postanowił odebrać mu ukochanego pupila, gdyż zauważył,, że ojciec już nie może wychodzić z nim na spacer. Książka ta, poza wspomnieniami starszego mężczyzny, jest opowieścią o miłości, przyjaźni, tęsknocie i przebaczeniu. Wartościowy tytuł, który jak najbardziej polecam.

W drugim tygodniu stycznia skończyłam kolejny nieciekawy, irytujący harlequin o perypetiach bogaczy - czyli "Tak wiele nas łączy" Pippy Roscoe. Książka okazała się być jeszcze słabszą od pozostałych sześciu, romansów, które przeczytałam w tym miesiącu.

Na kilka dni przed końcem miesiąca skończyłam bardzo średni romans autorstwa Lynne Graham, czyli "Żona dla milionera". Niby kolejna romantyczna bajka, choć mocno nasycona toksycznymi zachowaniami głównego bohatera, które - o dziwo - ciągle są mu wybaczane. Fabuła, która mogłaby nie mieć miejsca w realnym życiu.

Miesiąc zakończyłam moją TBRową książką, czyli "Swift and Saddled", której Autorką jest Layla Sage. Romans, który mnie pozytywnie zaskoczył, tym bardziej, iż w zeszłym roku czytałam pierwszy tom - "Done and Dusted", który bardzo mnie rozczarował. Dlatego byłam sceptycznie nastawiona do tej kontynuacji. Jak się okazuje, moje obawy były bezpodstawne. Przyjemnie spędziłam czas z tą książką. Możliwe, że dam szansę Autorce i gdy następne tomy cyklu zostaną wydane w Posce, to znów zawitam na ranczo Rebel Blue.

Ponadto wciąż kontynuuję książki, które czytałam jeszcze w zeszłym roku. W lutym zabieram się za nowe tytuły, w tym także za kolejną książkę z TBR-u na to półrocze 

 

W styczniu tytułem miesiąca jest "Kiedy żurawie odlatują na południe"

 

Styczeń w liczbach 

Przeczytanych książek: 9

Łączna liczba stron czytanych książek: 1894 
Literatura obyczajowa/Romans - 8
Literatura piękna - 1

3 komentarze:

  1. Dziewięć książek w miesiąc to solidny wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę te słabsze pozycje, przez które czasem trudno przebrnąć. Zaciekawił mnie ten tytuł o starszym człowieku i psie, brzmi jak coś znacznie głębszego niż typowe czytadło. Powodzenia z nową listą na luty.

    OdpowiedzUsuń

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty