niedziela, 14 stycznia 2018

Na lepszy początek. Jak dobrze kończyć, żeby lepiej zaczynać

"Na lepszy początek. Jak dobrze kończyć, żeby lepiej zaczynać"
to między innymi książka o tym, że nie tyle warto, co wręcz należy zakończyć toksyczne związki międzyludzkie (na przykład z partnerem, bądź zaborczym rodzicem); że w pewnym wieku należy dążyć do usamodzielnienia się, co może dokonać u człowieka pozytywnych zmian. Autorzy pokazują tu między innymi jak umiejętnie tego dokonać tak, by obie strony bardzo na tym nie ucierpiały. To także poradnik, w której autorzy piszą o tym jak przeżyć żałobę po rozstaniu (co dotyczy zarówno strony, która ów związek kończy, jak i tej drugiej - porzucanej).
Czytelnik spotkać się tutaj może również z hasłami: prokrastynacja i asertywność. Dwa osobne rozdziały są poświęcone właśnie tym zagadnieniom. Ten pierwszy mówi o przyczynach i skutkach prokrastynacji (potocznie nazywanej "odjutronizmem"); o tym czy aby na pewno odkładanie czegoś na następny dzień jest w naszym życiu dobrym działaniem? Natomiast w temacie dotyczącym asertywności autorzy starają się przekonać czytelnika, że czasem dla własnego dobra nie należy się bronić przed powiedzeniem komuś "nie".
To także książka, w której mowa o tym, że aby być szczęśliwym i stworzyć udany związek, najpierw należy zaakceptować ("pokochać") samego siebie).

Poradnik ten czyta się dobrze i szybko. Do rozdziałów, które mnie najbardziej zainteresowały zaliczam:
- "Koniec związku. Jak zacząć żyć na nowo?" autorstwa Jagody Bzowy.
- "Przekleństwo bycia miłym" (Jacqui Marsob, Agnieszka Chrzanowska, Dorota Krzemionka i Paulina Pająk).
- "Czas na dorosłość" autorstwa Anny Polacyn-Radomskiej.

Książkę polecam tak w całości, jak i we fragmentach.
 

Data przeczytania: 14-01-2018 (od: 22-12-2017)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

niedziela, 31 grudnia 2017

Czytelnicze podsumowanie roku 2017

Moje książkowe "the best":


Najbardziej intrygująca książkowa postać:

Jack ("Pokój")


Najlepsza okładka:

„Już mnie nie oszukasz” (Harlan Coben), Wydawnictwo: Albatros 2017r.

 

Najlepszy cytat:

„Patrz, mnie nie będzie, a życie będzie toczyć się dalej. Pewnie ludzie będą mówili: Przynajmniej już się nie męczy. A wiesz, ja bym chciała się jeszcze pomęczyć, byle tylko żyć...(Anna Przybylska)”.

„Ania” (Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki)
 

Największe zaskoczenie:

"Był sobie chłopczyk" (Ewa Winnicka) 


Najlepszy autor: 


Najlepsza książka: 

 

Największe gnioty:


Najbardziej irytująca książkowa postać:

Holly Gibney z „Znalezione niekradzione” (Stephen King)
 

Najgorsza okładka:

„Znalezione niekradzione” (Stephen King), Wydawnictwo: Albatros, 2015r.

Najgorszy cytat:


"Wszystko gówno znaczy" .


Największe rozczarowanie:

"Pokój" (Emma Donoghue)

Najgorszy autor:

Emma Donoghue ("Pokój")

Najgorsza książka:

"Pokój" (Emma Donoghue)
 

W liczbach:


Wszystkich przeczytanych książek 15, w tym:

Biografie/Autobiografie/Dzienniki/Pamiętniki - 1
Film + książka - 9
Literatura faktu/Reportaże/Eseje - 42
Literatura piękna/współczesna - 1
Thrillery/Kryminały/Sensacja - 2


Nagrodzone książki:

Nominowani (8) 

 

Nagrodzeni (1)

  • Książka Roku Lubimyczytac.pl (2017) "Ania" (Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki)

 

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej

W Korei Północnej dzieci od najmłodszych lat uczą się pieśni pochwalnej, w której - między innymi - padają słowa: "Światu nie mamy czego zazdrościć". Myślę, że zarówno każdy, komu udało się uciec z Korei Północnej, jak i każdy z nas z łatwością widzi jak wiele w owym haśle jest propagandy.

Dobrze, że właśnie tak brzmi tytuł reportażu Barbary Demick, bo dzięki temu podczas lektury cała opowieść tym mocniej uderza w czytelnika.

O czym jest ów reportaż? Głód, przeraźliwa nędza, czyhająca na każdym kroku wszechobecna śmierć, a wszystko to, w zderzeniu z propagandowymi hasłami, pieśniami patriotycznymi, indoktrynacją, inwigilacją przy jednoczesnym uwielbieniu dla Kim Ir Sena (a później jego następcy - syna Kim Dzongila). Tak najkrócej można ująć o czym opowiada autorka. Wszystko to w opowieściach ludzi, którym udało się przeżyć, bo uciekli z tego piekła. Mi Ran, Jun-Sang, Kim Hyuck, Oak-hee, Pani Song... - snują oni swoje historie, a my za sprawą Demick możemy przeczytać i na własne oczy zobaczyć jak wygląda życie niemalże wyjęte z "Roku 1984" Orwella. Ktoś po przeczytaniu mógłby rzec: "śmiech na sali, co tam się dzieje i to w XX-XXI wieku!" Tylko, że tu nie ma się z czego śmiać - tu wręcz jest nad czym zapłakać. I nawet jeśli śmiesznymi (niekiedy ocierającymi się o absurd) wydają się być niektóre - dla nas "ludzi Zachodu" - opowieści, tak świadomość, że to się dzieje naprawdę wywołuje szok, niedowierzanie i towarzyszące im uczucie bezradności.

Reportaż jest bardzo ciekawy, czyta się go szybko (nawet o wiele za szybko). Momentami wstrząsający, chwilami trzymający w napięciu, gdyż śledząc losy bohaterów czytelnik do samego końca chce wiedzieć jaki miały one finał?
Każdy nowy rozdział zdobi fotografia (jedynie szkoda, że czarno-biała), przedstawiająca różne miejsca i ludzi z Korei Północnej (także niektórych rozmówców Barbary Demick. Warto też zwrócić uwagę na przypisy na końcu książki, gdzie autorka szczegółowo podaje liczną literaturę i artykuły, które były jej pomocne przy pisaniu owej książki.

"Światu nie mamy czego zazdrościć" to tytuł, który oceniam jako bardzo dobry. Reportaż ten jak najbardziej polecam.

Opinia opublikowana również na stronie:
http://www.empik.com/swiatu-nie-mamy-czego-zazdroscic-zwyczajne-losy-mieszkancow-korei-polnocnej-demick-barbara,p1144825870,ksiazka-p

Data przeczytania: 25-12-2017 (od: 2-11-2017)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                         3,5/5

wtorek, 5 grudnia 2017

Jackie (film + książka)

W owym dodatku do filmu "Jackie" czytelnikowi przedstawiono krótkie sylwetki głównych aktorów oraz odgrywanych przez nich autentycznych postaci. Mamy również historię wyboru John'a Fitzgerald'a Kennedy'ego na prezydenta USA oraz historię zamachu, który doprowadził do tragedii. Wszystko to opatrzone kadrami z filmu. Przeczytać można też trochę na temat najważniejszego zamysłu reżysera i scenarzysty (czyli coś a'la: "co autor miał na myśli, gdy zdecydował, że przedstawi to właśnie w taki, a nie inny sposób"). Ładne są kadry z filmu, bo i film pod względem zdjęć, kostiumów również taki jest - ładny właśnie. Same fotosy nie są duże, ale całość prezentuje się nieźle. Czego brakło w książce? Trochę większej analizy psychiki głównej bohaterki podczas zdarzeń mających miejsce po zamachu. Za to można to zobaczyć w filmie, co Natalie Portman zrobiła znakomicie.

Natomiast co do samego filmu: po lekturze książki jestem w stanie rozumieć ten zamysł reżysera, aczkolwiek zastanawiam się czy taki zamysł i właśnie taki scenariusz jest dobry dla filmu? Według mnie niekoniecznie. Rwane ujęcia i liczne przeskoki czasowe wprowadzają chaos, film według mnie kuleje pod względem fabuły, która po kilkudziesięciu minutach robi się mdła i mało strawna. Natomiast widz, którego trzyma jedynie znakomita kreacja Natalie Portman, mając ochotę - w najgorszym wypadku - wyłączyć film, odlicza tylko minuty do jego końca.

Ocena książki: przeciętna (5/10)
Ocena filmu: słaby (3/10)
 

Data przeczytania: 5-12-2017 (od: 5-12-2017)

Ocena 

LC            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          5/10                          2,5/5

poniedziałek, 30 października 2017

Już mnie nie oszukasz

Jako, że już dawno nie czytałam niczego Harlana Cobena, od dłuższego czasu miałam właśnie tego autora w swoich planach czytelniczych. I choć miały to być inne tytuły, mój wybór padł jednak na "Już mnie nie oszukasz". Zachęcona nie tylko bardzo pozytywnymi opiniami, ale też intrygującym opisem książki z tylnej okładki, ochoczo zabrałam się do lektury. Tym bardziej, że książka swoją fabułą tak bardzo przypomina mi inną - zresztą bardzo dobrą - książkę Cobena: "Nie mów nikomu".

Jakie jest efekt mojej przygody z "Już mnie nie oszukasz"? Otóż, pierwsze 70-90 stron mnie rozczarowało. Maya Burkett, która jest główną bohaterką tej historii, dość mocno mnie irytowała. Przez całą książkę jawiła mi się jako postać antypatyczna. Najbardziej irytujące były dla mnie: jej przemyślenia (między innymi wiara w sztywne zasady, wymądrzania się, żołnierski żargon, co samo czyniło z niej osobę sztywną, oschłą) i druga rzecz: nagminne wspominanie "demonów przeszłości".
W trakcie lektury miałam chwilami wrażenie, że jestem zbyt często "bombardowana" tymi suchymi wywodami. Rozumiem, że Coben silił się tu na jakieś pouczenia, morały, jednakże te "wycieczki", będące często długimi opisami (także gdy chodziło o przedstawienie życiorysu jakiejś nowej postaci) męczyło i skutecznie wybijało mnie z rytmu.
Według mnie irytujące jest też zachowanie Mayi - chwilami dość niekonsekwentne i śmieszne zarazem (np. jej ekscytacje piosenkami podczas jazdy samochodem - kto czytał, ten wie). Zachowanie co najmniej dziwne, jak na zrozpaczoną wdowę na skraju załamania nerwowego.
Na plus zasługują późniejsze odkrywanie co raz to nowszych tajemnic oraz zaskoczenia i zwroty akcji na ostatnie sto stron przed końcem książki (zwłaszcza w dwóch ostatnich rozdziałach).

Dzięki chwilami nudnym opisom, książka nie pochłaniała mnie bez reszty. Coben przyzwyczaił mnie (miedzy innymi właśnie przy "Nie mów nikomu"), że od jego książek nie da się oderwać, że coś do nich czytelnika "ciągnie". Tu niestety chwilami nie "ciągnęło mnie". Jest to dla mnie dziwne, zważywszy na fakt, że ta historia ma potencjał do tego, żeby wciągać właśnie tak, jak to było w przypadku bardzo podobnej "Nie mów nikomu". I owszem, historia mnie interesowała, bo jasne jest, że taka intryga każdego by zaciekawiła, aczkolwiek na wspomnienie ciągłych ataków "demonów przeszłości" u głównej bohaterki, żołnierskiego tonu niektórych opisów oraz niekiedy opisów niewiele wnoszących (przykład: rozwleczona opowieść Raisy Mory) powracałam do książki ze zniechęceniem. Nie tego się spodziewałam. A już na pewno nie po takim opisie książki, nie po takich opiniach i porównaniach do "Nie mów nikomu".

Niestety: to nie jest drugie "Nie mów nikomu". O ile tamta książka nie każe od siebie odejść, a każdy następny rozdział woła na końcu: "przeczytaj jeszcze jeden", o tyle tu dostałam - owszem - ciekawą historię z potencjałem na porywający thriller z zagadkową intrygą i elementami zaskoczenia, jednakże ubrany w zbyt przynudzające, umoralniające wywody, do tego z denerwującą bohaterką w roli głównej.

Ciężko mi ocenić ten tytuł. Wstrzymałabym się z zachwytami. Rewelacja to to nie jest. Z drugiej strony nie jest to też zła książka, bo da się ją przeczytać. Zwłaszcza jeśli trafi na nią czytelnik, któremu nie straszny moralizatorski ton i nieco wywyższająca się główna bohaterka. Wspaniała, wielka, niezniszczalna, nieustraszona (niemal na miarę Bruce'a Willis'a) pani kapitan Maya Burkett...

Książka otrzymuje ode mnie określenie "dobrej" gdyż, bądź co bądź, pod koniec Coben nieźle "zakręcił". Ode mnie ma jednak mały minus za pewne niedorzeczności, denerwującą Mayę i trochę przesadną ckliwość na koniec rodem z taniego Harlequina.
Uważam, że z tytułem warto się zapoznać, aby wyrobić sobie własną opinię.
 

Data przeczytania: 30-10-2017 (od: 28-10-2017)


Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty