sobota, 20 października 2012

Metamorfozy. Marilyn Monroe

Książka inna niż wszystkie. Dlaczego? Nie tylko dlatego, że zawiera masę zdjęć Marilyn Monroe...
Już na wstępie można zauważyć tą "inność", kiedy widać wyraźny nacisk na wygląd aktorki, na to, w co się ubierała, jak się malowała, jak się zachowywała, co i jak mówiła i wreszcie jak grała.

Można by było powiedzieć, że to książka, którą da się przeczytać w całości w czasie: do dwóch godzin. Można by śmiać się, że nie tyle przeczytać co tylko obejrzeć, po czym rzucić w kąt i zapomnieć o niej (a w takim przypadku po co ją w ogóle kupować jak można przejrzeć w księgarni i odłożyć na półkę). Ale... no właśnie: w przypadku tej książki jest zupełnie inaczej.

Przede wszystkim: zdjęcia - niektóre bez retuszu, wiele z nich wyraziste, piękne kolorystycznie (jeśli nie są czarno-białe) o intensywnych barwach. Ujęcia Marilyn z planów filmowych, sesji zdjęciowych (od najwcześniejszych poczynając), kadry z filmów, zdjęcia promujące film. Całe piękno aktorki uchwycone w tych zdjęciach, które się smakuje i które na długo nie pozwalają oderwać od siebie oczu, by przewrócić kartkę na następną stronę. Niektóre z nich przykuwają, hipnotyzują, czarują - pokazując przy tym jaką osobą była sama Marilyn: interesującą kobietą, przykuwającą wzrok nie tylko mężczyzn ale też kobiet, osobą hipnotyczną i pełną czaru.
Wiele z tych zdjęć tutaj zamieszczonych jest bardzo dobrej jakości, niektóre mało spotykane. Jest ich sporo i sprawiają, że chce się do nich wracać nie raz.

Data przeczytania: 20-10-2012 (od: 6-10-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

8/10          4/5                         8/10                         4/5

sobota, 13 października 2012

Diabelskie nasienie

W książce tej poznajemy autobiograficzną historię. Autorka opisuje swoje przeżycia w klasztorze Ubogich Sióstr z Nazaretu. I choć nazwa jaką posługują się owe zakonnice brzmi niewinnie i skromnie, to realia są zupełnie inne...
Frances jest środkowym dzieckiem. Mając dwa lata została razem z siostrami - sześcioletnią Lorettą i najmłodszą Sinead - oddana do klasztoru. Matka dzieci po prostu zawiozła je, wręczyła im list do matki przełożonej i odjechała we mgle. Pozostawione przed bramą klasztoru dziewczynki długo patrzyły za światłami auta, póki nie zniknęły na dobre...

Już pierwsza scena, którą streściłam powyżej przyprawia o ciarki i wzruszenie. Autorka opisuje tą sytuację w sposób dokładny, do tego stopnia, że czytelnik wręcz czuje tą chłodną stal bramy i widzi tę przejmującą mgłę. Opisy w tej książce są bardzo plastyczne, nawet jeśli są mroczne i przyprawiające nieraz o obrzydzenie. Autorka pokazuje obraz zakonnic - w nie najlepszym świetle. Tutaj są one stręczycielkami, katami, dręczycielkami. A przy tym ogromnymi hipokrytkami. 

Data przeczytania: 13-10-2012 (od: 22-09-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          3/5                         7/10                         3,5/5

niedziela, 7 października 2012

12 oddechów na minutę

Autobiografia mężczyzny, który przez jedną głupią chwilę o 360 stopni zmienił swój los na resztę swojego życia.
Janusz Świtaj opowiada w tej książce o swoim wypadku, po którym stał się osoba niepełnosprawną skazaną na wózek inwalidzki oraz o życiu po wypadku. O swoim bólu, cierpieniu, walce o oddech. U każdego zdrowego człowieka częstość oddechów liczy 12-20 oddechów na minutę. Janusz Świtaj po wypadku przy pomocy własnej determinacji walczył o to, by móc oddychać bez pomocy respiratora. I początkowo dziwnym było, że w ogóle oddycha bez maszyny...

To co mi się w tej książce podobało: to ogromna determinacja autora do polepszenia swojego stanu, walka o oddech, a tym samym o życie, mimo pragnienia odejścia z tego świata. A także zaangażowanie Janusza Świtaja w fundacje mające na celu pomoc niepełnosprawnym.

To, co mi się nie podobało: autor - i tu przychylę się do jednej z opinii - rzeczywiście pisze w sposób zbyt roszczeniowy. Po drugie od połowy książki miałam wrażenie, że z kolejnym rozdziałem czytam o tym samym (jakby wcześniej już to gdzieś było napisane). Po trzecie, co mnie wręcz uderzyło pan Janusz bardzo nieprzychylnie opisuje personel medyczny - pielęgniarki. Owszem nie wszystkie, ale przez pierwszą połowę książki można przeczytać o niezwykle karygodnym zachowaniu pielęgniarek. Owszem wierzę, że mogło być tak, jak to autor opisuje, jednak przez pewien czas miałam wrażenie, ze wrzuca wszystkie pielęgniarki do jednego worka z podpisem "zło konieczne".

I jest jeszcze jedna rzecz: miałam nadzieję na większe poruszenie tematu eutanazji, na większe poznanie stanowiska w tej sprawie autora książki. Tutaj temat ten został jedynie zahaczony i potraktowany pobieżnie. Skończył się tak szybko, jak szybko się zaczął. A szkoda.

Ogólnie: książka jest niezła. Do przeczytania na raz. Rewelacyjną jednak bym jej nie nazwała, głównie ze względu na styl autora: momentami książka zdaje się być chaotyczna, najbardziej denerwuje fakt, że autor powtarza wcześniej wypowiedziane zdania w następnych rozdziałach po kilka razy. Poza tym (szczególnie pod koniec) kilkakrotnie powtarza, że został pokrzywdzony przez los, choć ewidentnie na początku (i nieco później) książki pisze, że gdyby nie jego głupota może stan rzeczy byłby inny. 

Data przeczytania: 7-10-2012 (od: 2-10-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                         2/5

niedziela, 30 września 2012

Udław się

Victor Mancini. Mężczyzna, który ma chorą matkę. Lubi oddawać się kompulsywnym zachowaniom seksualnym - jest seksoholikiem. Jego partnerki to także seksoholiczki, przeważnie więźniarki - bo takie są lepsze, gdyż nie trzeba się z nimi wiązać - wiadomo, że za chwilę wrócą z przepustki z powrotem do celi.

Victor przechodzi właśnie program dwunastu kroków uzależnienia od seksu. I utknął na czwartym , w którym ma spisać wszystkie swoje przewinienia.
Życie bohatera jest poniekąd oparte na kłamstwie. Victor udaje osiemnastowiecznego służącego, odgrywa kogoś kim nie jest przed matką, i w rozmowach z nią zawsze udziela jej odpowiedzi na pytania tak, jak ona chciałaby je usłyszeć.
Ponadto mężczyzna dowiaduje się o wielkiej tajemnicy matki opisanej w jej czerwonym notesie (ale niestety w języku włoskim), sądzi, że tam znajdzie odpowiedź na pytania, które go dręczą (między innymi na pytanie kim jest?). Pomaga mu w tym lekarka zakładu, w którym leczy się jego matka - Paige Marshall...

W rezultacie czytamy o seksoholiku, który nie może zerwać z nałogiem, dławi się w restauracjach po to, by zrobić z obcej osoby bohatera i przy okazji na tym zarobić. Czytamy także o jego kumplu z mitingów dla seksoholików - Denny'm, który przynosi do domu po kilka kamieni dziennie, za każdym razem gdy chce się masturbować. Denny coraz bardziej zawala dom kamieniami (kamienie są dosłownie wszędzie razem z lodówką).
Jednym z zajęć Victora jest pisanie listów dziękczynnych i sumowanie czeków od "bohaterów" z restauracji. Tak... wśród tych walających się wszędzie kamieni. I kiedy tak czytamy o tych dwóch mężczyznach (pod koniec książki głównie o Victorze i o Denny'm) na myśl przychodzi: "Ale dziwaki!" Z drugiej strony to dziwaki z problemami, którym nie są w stanie sprostać... A Denny wtaczający ciężki kamień do domu (czy też wnoszącym po kilka ciężkich kamieni) kojarzy mi się z Denny'm, nie mogącym poradzić sobie z jego problemem seksoholizmu.

Data przeczytania: 30-09-2012 (od: 13-09-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2/5                         5/10                         2,5/5

sobota, 29 września 2012

Marilyn, ostatnie seanse

Jak sam autor pisze - książka ta nie jest tak do końca biografią, zaznacza, że będzie mijał się z prawdą. Książka jest pewnego rodzaju połączeniem prawdy z fikcją, co wcale nie umniejsza jej na jakości. Czyta się ją szybko i z zainteresowaniem. Czytelnik tak wsiąka w czytane słowa, że sam w pewnym momencie nie wie co jest prawdą, a co nie.
Plusem jest fakt, że rozdziały są krótkie, co sprawia, że tą książkę się wręcz połyka.
Minusem mogłyby by być dla kogoś przeskoki w czasie - gdyż raz czytamy o czasach z roku np. 1955, potem 1960, czy nawet lata na długo po śmierci aktorki, by w następnym rozdziale znów wrócić do roku 1955, bądź wcześniejszych. Poszczególne lata się przeplatają ze sobą, ale dla mnie to nie jest zły zabieg. Myślę nawet, że ta książka byłaby zbyt monotonna, gdyby autor zastosował chronologię czasową. Jak sam autor pisze na końcu książki - jest to celowe by móc powrócić do poszczególnych "seansów Marilyn" w całości lub w wybranych fragmentach.

Dodatkowym plusem tego tytułu jest spora ilość myśli, sentencji, cytatów, niekiedy będących słowami samej Marilyn cytowanymi przez autora z innych źródeł. Sporo z nich dowodzi o inteligencji aktorki, która paradoksalnie przez wielu była uważana za "słodką idiotkę". Niektóre zawarte w książce sentencje/myśli ukazują je postać jako normalną osobę, której obawy, myśli, stwierdzenia były obawami i myślami każdego, zwyczajnego człowieka. Czuła tak, jak każdy z nas, i miała obawy takie, jakie ma każdy z nas...
Przykład:

/„Gdy pomyślę o ulotności mego życia, o wieczności, która je poprzedzała i która po nim nastanie, o niewielkiej przestrzeni, jaką wypełniam, czuję przerażenie i dziwię się, że jestem tu, a nie gdzie indziej.” /

Nie wiem jak można dać tej książce "jedną gwiazdkę". Ze swojej strony polecam. Na pewno ktoś, kto szuka plotek, informacji o życiu erotycznym Marilyn, szczegółów o jej związkach i innych tym podobnych rzeczy - tutaj tego nie znajdzie, więc nie jest to dobra pozycja dla głodnych skandalu i sensacji.
Natomiast jeśli ktoś chce poznać Marilyn od strony kobiety jaką była, jej stany emocjonalne, a także poznać, co mają do powiedzenia na jej temat osoby, które były z nią blisko - reżyserzy, osoby z planów filmowych oraz znajomi i psychoanalitycy - to jest to książka, która zaspokoi oczekiwania.

Data przeczytania: 29-09-2012 (od: 21-07-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty