czwartek, 13 września 2012

Musiałam być posłuszna

Uczucie braku akceptacji i wsparcia ze strony rodziny/bliskich; poczucie zniewolenia przez religię/obyczaje/kulturę. Patologia małżeństwa bez miłości w dodatku z teściową - intrygantką gratis, co w rezultacie skutkowało toksyczną atmosferą. Brak możliwości wyrażenia własnego zdania; posłuszeństwo i przymus do zachowywania się w sposób, w jaki nakazuje religia i kultura. Bicie i upokarzanie przez męża... To rzeczy, z jakimi musiała borykać się Leila (to imię jest pseudonimem). Każdy wyraz sprzeciwu, każde złamanie zakazu wiązało się z tym, że jej ojciec ją zbije (nawet kiedy była pełnoletnia). Tym gorszym jest fakt, że Leila to kobieta marokańskiego pochodzenia, mieszkająca we Francji. Urodzona we Francji posiadająca francuskie obywatelstwo i tym samym pragnąca zachowywać się tak jak każda Europejka. Niestety nie może. Nie ma prawa głosu. Tak w domu u rodziców, jak i później w swoim "małżeńskim gniazdku".

Oprócz tego wychowuje się w wielodzietnej rodzinie, gdzie większość jej rodzeństwa stanowią bracia. Zdecydowaną większość. W tym domu w głównej mierze rządzą mężczyźni. Życie Leili także kręci się wokół braci i wypełniania ich zachcianek. Co gorsza, bracia wykorzystują jej słabości, szczególnie sytuacje gdy dziewczyna postanowi czasem nagiąć domowe zasady. Niekiedy posuwają się nawet do szantażu, a ona musi się podporządkować, jeśli nie chce, by jej tajemnice wyszły na jaw.

Wciąż zastawiam się jak to jest żyć w takich warunkach? Uważać na każdy swój krok, patrzeć czy ktoś cię nie widzi jeśli się nie chce być później szantażowanym (nawet jeśli tajemnice, które miałyby wyjść na światło dzienne są czasem błahe). Jak to jest nienawidzić swojego domu do tego stopnia, by posunąć się do ucieczki, bądź do okłamywania rodziny tylko po to, by jak najdłużej nie wracać do domu? Właśnie: do domu. Czyli do tego miejsca, które powinno być naszą ostoją, naszą cichą przystanią, gdzie możemy znaleźć spokój, szczęście, miłość, rodzinne ciepło. A nie kierat, w którym byłoby się zdanym na łaskę i niełaskę starszego rodzeństwa, miejsca gdzie rodzice stosują jedynie nakazy i zakazy i brakuje szczęścia i miłości.
No i wreszcie: jak można żyć w małżeństwie, gdzie pierwsze skrzypce w domu gra... teściowa. W dodatku TAKA teściowa... Jaka? Poznajcie sami tę kobietę. Jej syna, rodziców Leili i samą Leilę.

Data przeczytania: 13-09-2012 (od: 23-08-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

poniedziałek, 10 września 2012

Oscar i Pani Róża

Ta mała książeczka (przez wielu porównywana do "Małego Księcia") mieści w sobie wiele przesłań. Z opowiadaniem Antoine de Saint-Exupéry'ego łączy ją także to, że w obu książkach głównym bohaterem jest dziecko płci męskiej, które na swój sposób wydaje się nam - czytelnikom - przemądrzałe. Ale ta przemądrzałość jest swego rodzaju mądrością. Zarówno Mały Książę jak i tytułowy Oskar swoimi przesłaniami dają nam klapsy i biją po twarzy. Również temat śmierci i umierania łączy te dwa utwory. I na tym kończą się podobieństwa.

O ile "Mały Książę" w większym stopniu jest życiowym opowiadaniem o przyjaźni i miłości o tyle "Oskar i Pani Róża" traktuje głównie o chorobie i umieraniu. Chorobie śmiertelnej i chłopcu, dla którego nie ma ratunku. O czasie, który tak nieubłaganie ucieka niczym piasek przesypujący się przez palce oraz o wierze.

Druga osoba w tym opowiadaniu: Pani Róża, to wolontariuszka, która odwiedza w szpitalu ciężko chorego Oskarka.
Oskar jest dzieckiem wyjątkowym. Pomimo swojej nieuleczalnej choroby ma sporą dawkę humoru w sobie. Nieraz prowadzi dialogi z Panią Różą w sposób nietuzinkowy: raz z dziecięcą naiwnością:


/„- Ile masz lat ciociu Różo?
(...)
- Jest pewna granica wieku, żeby być wolontariuszką. A ja ją dawno przekroczyłam.
- Jesteś przeterminowana?
- Tak.
- Jak jogurt?”
(...)/


...a niekiedy w sposób bardzo dorosły/dojrzały: na przykład kiedy rozmawiają o Bogu, wierze, duchowości. Oskar zadaje Róży pytania dotyczące życia, wiary w Boga, choroby, śmierci a Pani Róża stara się mu odpowiedzieć na nie wszystkie. Kobieta jest dla niego osobą, z którą może "normalnie" porozmawiać.
Chłopiec jest przekonany, że rodzice nie potrafią z nim rozmawiać, i zarówno oni, jaki i lekarze nie mówią mu prawdy. Jedyną osobą, która zna odpowiedzi na jego pytania jest wolontariuszka Róża. Czasem Oskar nie akceptuje wyjaśnień Pani Róży (co niekiedy doprowadza do zabawnych sytuacji), a czasami podporządkowuje się do jej rad.

Piszę o dialogach, o rozmowach z Panią Różą, ale warto napisać, że tak naprawdę ta książka jest zbiorem listów Oskara do Pana Boga. A co za tym idzie: chłopiec prowadzi "dialog" z Bogiem. Listy kierowane są do niego, a w ich treści Oskar opowiada Bogu o Pani Róży, przytaczając dialogi jakie prowadził z nią. Każdy rozdział jest kolejnym/nowym listem do Boga zaczynającym się od słów "Szanowny Panie Boże".
Ostatni rozdział - to list do Pana Boga od Róży.
 
Kto chce poznać losy Oskara oraz wolontariuszkę Różę - polecam przeczytać to opowiadanko. Czyta się je szybko i przyjemnie (mimo tak trudnych tematów poruszanych w niej - a to głównie dzięki humorystycznym fragmentom).

Data przeczytania: 10-09-2012 (od: 9-09-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

niedziela, 9 września 2012

I była miłość w getcie

W książce tej Marek Edelman głównie przywołuje wspomnienia swoich znajomych, ludzi z którymi rozmawiał, przyjaciół ale też tych, których często widywał w gett-cie. Opisuje życie Żydów w czasach II wojny światowej (choć nie ma tych opisów za wiele). Przybliża szczegółowo niemal każdy detal ulic getta - (swoją drogą jeden z najmniej interesujących rozdziałów). Na końcu książki autor wymienia z imienia i nazwiska (bądź samych pseudonimów)osoby, które znał (ku ich pamięci). Mamy również schemat getta z ulicami opisanymi w rozdziale "Ulice getta".

Ogólnie książka nie jest zła, lecz ci, którzy sądzą, że znajdą tu multum krwawych, brutalnych opisów traktowania ludzi w gett-cie mogą się nieco zawieźć. Także zawiodą się ci, którzy liczą na ckliwe i wzruszające historie z życia ludzi w gett-cie. Owszem autor wspomina o tym, ale nie jest to przedstawione w aż tak wstrząsający/poruszający sposób. Fakt ten wzbudza lekki niedosyt. To, a także to, że tytułowa miłość została tu potraktowana po macoszemu.

Jak dla mnie za dużo było tu opisów walk w powstaniach (szczególnie w ostatnich rozdziałach). Najbardziej nudził mnie rozdział "Strzępy pamięci". Także dlatego, że w wielu fragmentach był napisany w nieco chaotyczny sposób.
Najciekawszym rozdziałem jest ten na samym końcu "Pamięć", następnie do interesujących rozdziałów należą "Umschlagplatz" oraz (w mniejszym lub większym stopniu) te z początku książki aż do wspomnianych mało interesujących "Ulic getta".

Podoba mi się okładka. Przedstawia dziewczynkę żydowską. Spogląda ona na czytelnika wystraszonym wzrokiem. Spojrzenie to jest przejmujące i przeszywające pełne smutku. Dodatkowo jest utrzymana w czarno-białej/szarej kolorystyce. Ta okładka w połączeniu z treścią fragmentów niektórych rozdziałów mówi sama za siebie.

Ogólnie mówiąc książka nie jest zła, ale opierając się na tytule sądziłam, że więcej w niej znajdę tej miłości w gett-cie i w ogóle opisów życia w gett cie. A tak: było tego jak na lekarstwo bo większość książki zajmują opisy walk powstańczych, działalności przyjaciół i znajomych autora w organizacji ŻOB etc. Dlatego można czuć niedosyt.

Data przeczytania: 9-09-2012 (od: 24-08-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

4/10          2/5                         4/10                         2/5

poniedziałek, 3 września 2012

James Cameron's Titanic

W książce czytelnik zapoznaje się z dziełem Camerona od podszewki:
  • pierwszymi planami reżysera w kwestii nakręcenia historii Titanica,
  • podróżą w głębiny oceanu i sfilmowaniem wielu ujęć,
  • sylwetką Glorii Stewart - i jej bohaterki starszej pani - Rose Calvert,
  • budową planu zdjęciowego, m.in. makiet statku, prace na planie wielu specjalistów (można też zobaczyć w całości oryginalny schemat statku ze stoczni Harland & Wolff czy też rysunki Toma Lay'a będące wstępnym zamysłem tego, jak będą wyglądały poszczególne kajuty,
  • z pracą charakteryzatorów i pracą osób odpowiedzialnych za stroje aktorów (dopracowane w najmniejszym szczególe),
  • historią poszczególnych scen [najbardziej kluczowych dla filmu] ułożonych chronologicznie (nie we wszystkich przypadkach) wraz z bohaterami w nich występującymi - i tak poznajemy m.in. Rose, Jack'a i Caledona Hockley'a - oraz pomieszczeniami, które "zagrały w tych scenach". Przy okazji wykorzystano temat etykiety w pierwszej klasie, strojów i tym podobnych,
  • scenami tonięcia statku - jak przebiegało ich nakręcenie, oraz scenami końcowymi po zatonięciu Titanica (z dryfowaniem rozbitków w oceanie).
  • Wszystko opatrzone pięknymi kadrami bardzo dobrej jakości.

Czytając (a w szczególności przeglądając) tę książkę można z powrotem powrócić na Titanica. Zobaczyć wielkie schody, przejść się korytarzem po pokładzie. Znów podziwiać architekturę statku, zdobienia. W filmie wszystkie detale zostały dopracowane w jak najmniejszym szczególe. Poczynając od rzeźb i krzeseł, a kończąc na filiżankach, lusterkach i innych bibelotach.
Można poznać postaci, ich charaktery (ułatwiają to wypowiedzi nie tylko samego reżysera, ale też aktorów, którzy wcielili się w swoje role). I tak poznajemy Rose DeWitt Bukater, jej matkę Ruth, narzeczonego Caledona Hockley'a, Thomasa Andrewsa, Jacka Dawsona, Kapitana Smith'a, Bruce'a Ismay'a. Te przemyślenia aktorów, a także ich wrażenia z planu (kilka mało znanych ciekawostek) są dużym plusem dla tego tytułu.

Nie muszę przekonywać fanów, o tym, że ta książka jest piękna tak jak piękny jest film. Jestem pewna, że żaden fan się nie zawiedzie.
Czyta się ją szybko (oprócz zdjęć zawiera sporo tekstu), ale coś każe "smakować ją powoli".
Na półkę z "Ulubionymi" trafiła na długo przed przeczytaniem (rzadko się zdarza taka pewność, że książka stanie się ulubioną). Na pewno wrócę do niej nie raz. Raz jeszcze dla tych zdjęć, dla tej historii...

Data przeczytania: 3-09-2012 (od: 4-05-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

8/10          5/5                         8/10                         4/5


Więcej na temat mojej pasji jaką jest Titanic w specjalnej notce tematycznej na blogu

sobota, 4 sierpnia 2012

Śledztwo na cztery ręce

CYKL: "TOMMY I TUPPENCE" (TOM 2)

 


Książkę Christie można by było nazwać zbiorem opowiadań. I tak też ją potraktuję, ponieważ według mnie rozdziały te nie łączą się ze sobą zbytnio (może poza ostatnim, który nawiązuje niejako do początku i podsumowuje rozwiązane zagadki z całej książki). Jest to drugi tom z serii przygód "Tommy'ego i Tuppence".
Już w pierwszym rozdziale "Wróżka na kominku" Tuppence, która pragnie aby "wreszcie coś zaczęło się dziać" wpada na pomysł założenia biura detektywistycznego. Świeżo założone Biuro Błyskotliwych Detektywów funkcjonuje jednak bez owocnych rezultatów, toteż pani Tuppence w rozdziale drugim "Filiżanka herbaty" ucieka się do pewnego planu...
Następne rozdziały zawierają śledztwa naszej pary detektywów.
I tak:

"Różowa perła" - rozdział traktuje o zaginięciu... pewnej perły. Plus za ciekawie rozwikłaną zagadkę na końcu.
Moja ocena: 6/10 (dobre)

"Złowrogi interesant" - bardzo obiecujący rozdział, mógł być jednym z ciekawszych. Niestety tylko mógłby, gdyby się nie urwał w najlepszym momencie. Dlatego pozostawiam bez oceny.

"Impas pod króla"/"Dżentelmen ubrany w gazetę"/"Zaginiona dama" - pierwsze dwa z tych rozdziałów: brak w książce. Trzeci "Zaginiona dama" - ostatnie trzy kartki, więc czytanie byłoby bez sensu. Pozostawiam bez oceny.

"Opaska ślepca" - w tym rozdziale pan Tommy robi pewien eksperyment. Chce się dowiedzieć jak to jest być... niewidomym.
Moja ocena: 6/10 (dobre)

"Człowiek we mgle"
- zagadka tajemniczego morderstwa do rozwikłania dla pary detektywów. Tommy i Tuppence podejmują się wyzwania znalezienia sprawcy. Kto okaże się mordercą?
Moja ocena: 5/10 (przeciętne)

"Szeleszcz" - najsłabszy ze wszystkich rozdziałów. Dotyczy prania brudnych pieniędzy. Cała sprawa niezbyt interesująca. Niektóre dialogi (Tommy'ego i Tuppence) zbędne, niewiele wnoszące.
Moja ocena: 2/10 (bardzo słabe)

"Tajemnica Sunnyngdale"
- nasi bohaterowie podejmują kolejne wyzwanie. tym razem jest to tak zwana Tajemnica Sunnyngdale, morderstwa mężczyzny, którego znaleziono na polu golfowym. Ciekawe rozwikłanie zagadki. Wreszcie typowe dla stylu Christie.
Moja ocena: 7/10 (bardzo dobre)

"Dom, w którym czai się śmierć" - piękna dziewczyna, tajemniczy dom z tajemniczymi domownikami oraz tajemnicze morderstwo z użyciem trucizny. Co z tego wyniknie? W tym rozdziale mamy do czynienia z typowo poprowadzoną przez autorkę historią z morderstwem w tle. Jeden z ciekawszych rozdziałów, trzymający w napięciu do samego końca.
Moja ocena: 8/10 (rewelacyjne)

"Niepodważalne alibi" - kolejny rozdział i kolejna sprawa dla naszych "samozwańczych" detektywów.Tym razem Tommy i Tuppence otrzymują zlecenie od mężczyzny, który dokonał pewnego zakładu... Dość przewidywalne zakończenie.
Moja ocena: 4/10 (może być)

"Córka pastora" - Tommy i Tuppence badają sprawę pewnego nawiedzonego domu.
Moja ocena: 3/10 (słabe)

"Buty ambasadora" - przed naszą parą detektywów kolejna sprawa. Tym razem chodzi o zaginione buty pewnego ambasadora. Tommy ponownie pakuje się w kłopoty. Czy i tym razem uda się rozwikłać zagadkę? I jaki związek w tym wszystkim mają narkotyki?
Moja ocena: 6/10 (dobre)

"Człowiek, który był numerem 16" - finalny rozdział jest niejako podsumowaniem pracy Tommy'ego i jego zony Tuppence. Detektywi krótko wspominają to, co do tej pory udało im się osiągnąć i oczekują na przybycie tajemniczego gościa, Rosjanina. Numer 16 to część hasła jakim sie ów człowiek posługuje. Czytelnik ma do czynienia z pewną prowokacją i grą udawania. Ostatnia tajemnica nabiera tempa i trzyma w napięciu do końca.
Moja ocena: 7/10 (bardzo dobre)

Ogólnie mówiąc niektóre opowiadania są słabe, niektóre ciekawe. Szkoda, że w wydaniu z 1994 roku (Wydawnictwo Dolnośląskie) brakuje stron (a nawet sporo jest powtórzonych kosztem trzech opowiadań - nie ma stron od 65 do 96). W ten sposób jeden z obiecujących rozdziałów ("Złowrogi interesant") urywa się w najbardziej interesującym momencie. Między innymi z powodu tego mankamentu (z winy wydawnictwa) ocena ogólna ulega obniżeniu.

Data przeczytania: 4-08-2012 (od: 27-07-2012)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2/5                         5/10                          2,5/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty