W kolejnym romansie z serii "Światowe Życie", wydarzenia mają miejsce w Hiszpanii. Poznajemy Nathaniala Harcourt'a który dwa lata temu spędził noc z Gabriellą Casas. Mężczyzna nie wiedział jednak, że piękna nieznajoma została przysłana do niego przez matkę Gabriellę - Renatę Casas. Renata kazała córce uwieść Nathaniala, ostatecznie doprowadzając do oszustwa. Po dwóch latach, wszyscy troje spotykają się na sali sądowej. Nathanial jest przekonany, że Gabriella działała wyłącznie na polecenie matki. Chce się się odegrać na Gabrielle. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy odkrywa, że Gabriella nie tylko zeznaje przeciwko swojej matce, ale też jest... matką niemal dwuletnich bliźniaków, zresztą uderzająco podobnych do niego...
Jak potoczą się losy Nathaniala i Gabrielelli? Czy Nate będzie brał czynny udział w wychowywaniu dzieci? Jak na tą znajomość zareaguje Renata Casas? Odpowiedzi na te i inne pytania należy szukać w książce Pippy Roscoe.
Jaki jest ten romans? Ma chaotyczny i mało interesujący początek, z motywem enemies to lovers, później historia się rozkręca, choć nie na długo. Kto
liczy na opisy erotycznych uniesień, ten się zawiedzie. Sceny
miłosne kończą się na pójściu do łózka, po czym zaczyna się nowy dzień, pełen rodzinnych wrażeń. Jeśli
przymknąć oko na ciągłe sceny z życia codziennego matki i dziecka oraz durne, momentami bezsensowne dialogi, to
może czytałoby się lepiej. Niestety, mamy tu opisy przebierania
dziecięcych pieluch, zachwytów ojca nad jego cudownymi pociechami,
obietnice ochrony rodziny za wszelką cenę. Fabuła kręci się wokół tego
przez pierwsze pół książki.
Zresztą, jeśli właśnie wziąć pod uwagę tą fabułę, to... jest ona bzdurna i bardzo nierealna, choć nie jest to dziwne, wszak brak realizmu i głupota fabularna, to znak rozpoznawczy w tych książkach. Pół biedy, jeśli jest to zabawne i nie irytujące.
Trochę szkoda, bo po opisie wydawało się, że to będzie coś w stylu "Króla w obiektywie", gdzie ta fabuła była trochę mądrzejsza, wydarzenia działy się w miarę pomału i jakimś bardziej realnym rytmem. Tutaj kobieta nagle zgadza się na wszystko, byle tylko dać dom dzieciom... Do tego wszystkiego dochodzą problemy zdrowotne Nate'a, które są wsadzone do treści tylko po to, żeby pokręcić trochę wydarzeniami. Ech, rozumiem te harlequinowe bajki, ale żeby były trochę mądrzejsze...
Harlequinowe bajki to jedno, ale fabularne nieścisłości to drugie. Mam na myśli te cudowne osiemnastomiesięczne alfa i omegi - bliźnięta, które po tym, gdy matka przedstawia im ojca, mówią: "Tata, Fajnie!"... O ostatecznej ocenie zaważyła jednak scena, w której Nate pyta Gabriellę: "Czy Ana i Antonio wiedzą o Renacie?", a Gabriella z przekonaniem odpowiada, że "pojęcie takie, jak <<dziadkowie>> nigdy nie funkcjonowało w ich rodzinie". Naprawdę? To są małe niemowlęta, którym Gabriella zmienia brudne pieluchy! One mogą ewentualnie zaczynać mówić, a kojarzenie babci może u nich kończyć się na ewentualnym: "baba, baba", a nie na kojarzeniu jakichkolwiek pojęć...
Przyznam,
że po połowie książki stwierdziłam, że ta bzdura mogła właściwie
zakończyć się na osiemdziesiątej ósmej stronie. Autorka naprawdę nie
musiała dalej w to brnąć.
Data przeczytania: 23-01-2026 (od: 20-01-2026)
LC Goodreads nakanapie.pl booklikes.com

Hmm szkoda, że fabuła okazała się taka słaba.
OdpowiedzUsuńNie miałam jej w planach i dalej nie mam :P
OdpowiedzUsuńNie znam tej książki ale po twojej recenzji raczej nie będę miała w planach czytać 😁
OdpowiedzUsuńNie warto :D
UsuńMyślę że lepiej poświęcić czas na bardziej wartościowe tytuły 😁
UsuńKażdy znajdzie coś dla siebie. Recenzje mile widziane.
OdpowiedzUsuńja niestety nie mam czasu na czytanie
OdpowiedzUsuń