sobota, 17 stycznia 2026

Kiedy żurawie odlatują na południe

Akcja książki "Kiedy żurawie odlatują na południe" dzieje się w Szwecji. Głównym bohaterem jest Bosse Andersson (w skrócie Bo) - staruszek, który korzysta z usług Pomocy Domowej - opiekunów, których zadaniem jest doglądanie starszych osób oraz pomaganie im w codziennym funkcjonowaniu. Poznajemy Bo w momencie, kiedy snuje przemyślenia na temat swojego syna Hansa, który twierdzi, że dla jego ojca najlepszym wyjściem byłoby odebranie mu jego psa - Sixtena. Głównym powodem tej decyzji jest fakt, iż mężczyzna nie może już wychodzić z nim na spacery, gdyż jest coraz słabszy i mógłby na przykład zasłabnąć albo przewrócić się podczas wędrówki z pupilem. Ukochana żona Bo - Frederica, cierpi na demencję i od od dłuższego czasu przebywa w ośrodku całodobowej opieki. Sixten jest więc dla Bo jedną z najwierniejszych i najbardziej bliskich mu istot, dlatego staruszek nie wyobraża sobie, że mógłby się rozstać ze swoim pupilem. Przy okazji tych rozważań, czytelnik ma okazję poznać pozostałe osoby z otoczenia Bo, a także jego przeszłość, która na kartach tej powieści przewija się w jego wspomnieniach.

"Kiedy żurawie odlatują na południe" to z pewnością nietuzinkowa książka. Bardzo refleksyjna opowieść o życiu, egzystencji, przemijaniu, a przede wszystkim o starości i relacjach międzyludzkich. To historia człowieka, który spogląda na swoją przeszłość z perspektywy starszej już osoby. Wspomina młodzieńcze lata, czasy gdy mieszkał z żoną i małym wówczas Hansem - a więc najlepsze lata swojego życia, kiedy był w pełni sił. Tamten czas zestawia z teraźniejszością, która nie jest już tak kolorowa. Chwile, które obecnie przeżywa są dla niego trudnym czasem. Bosse jest coraz bardziej zniedołężniały i zależny od innych osób. Najprostsze czynności jego codziennej egzystencji, urastają do problemów wysokiej rangi. Do tego dochodzi wstyd i zażenowanie sytuacjami, które mu się przytrafiają, a które niegdyś nie sprawiały mu żadnych trudności. Żeby tego wszystkiego było mało, dochodzi do tego wszystkiego ogromny żal i złość względem syna, który chce odebrać mu jedyną żywą istotę, z którą przebywa.
 
Mimo, iż książka porusza ważne i trudne tematy, to czyta się ją zadziwiająco szybko. Duża w tym zasługa lekkiego pióra Autorki. Co więcej, nie znajdziemy tutaj pędzącej fabuły pełnej zwrotów akcji, a jedynie melancholijną, niespieszną opowieść, która wciąga czytelnika w świat głównego bohatera, poruszając w nim wrażliwe nuty. Niewątpliwie jest to jedna z tych lektur, które nie tyle się „pochłania”, ile przeżywa powoli, z uwagą, pozwalając myślom na refleksje egzystencjalne.
Motyw egzystencjalny jest tu zresztą wyraźnie zaznaczony. Czas odgrywa tu ważną rolę, nie tylko będąc tłem wydarzeń. Przemijanie przenika niemal w każdym rozdziale - zmienia bohaterów, relacje i sposób postrzegania otoczenia. Autorka pokazuje tutaj, że życie składa się z kruchych i ulotnych chwil. Śmierć jest tutaj przedstawiona jako powolny proces: myśli, lęku, oswajaniem się z tym, co nieuniknione. Refleksje nad godzeniem się ze śmiercią – czy to własną, czy też cudzą – należą do jednego z najmocniejszych punktów książki.
 
Kolejnym mocnym punktem tej powieści jest relacja ojciec-syn. Relacja niełatwa, pełna niedopowiedzeń, napięć i trudnych emocji, które mają charakter eskalujący, ale znajdują ujście we wzajemnym przebaczeniu.
Pięknie i wzruszająco ukazano przywiązanie człowieka do zwierzęcia. Pies Sixten jest tutaj symbolem bezwarunkowej obecności i wierności - jedynym przyjacielem człowieka. Tym mocniej wybrzmiewa tutaj chęć odebrania głównemu bohaterowi jedynego towarzysza codziennej niedoli. Wzruszająco ukazano tą relację pod koniec książki.
Ważnym elementem książki są opiekunowie. Autorka ukazuje ich jako osoby bardzo potrzebne, odgrywające kluczową rolę, choć nie idealne. Mają odmienne charaktery, różne poziomy cierpliwości, popełniają błędy, ale jednocześnie mają bardzo duży wpływ na ich podopiecznego. I choć ich obecność jest niemal niezauważalnym tłem, to właśnie opiekunowie Pomocy Domowej towarzyszą w najtrudniejszym etapie życia Bo.  To oni podtrzymują jego codzienność, są świadkami jego wspomnień, lęków, wstydu. Są jego  powiernikami, wychodzą na spacer z jego psem, gdy on już nie może tego robić, wciąż utrzymują kontakt z jego synem, pomagają w codzienności, ale także w godnym odchodzeniu.
 
"Kiedy żurawie odlatują na południe" to lektura wymagająca emocjonalnej uważności, głębokiej refleksji nad przemijaniem, relacjami rodzinnymi, godzeniem się nieuchronnością śmierci. To jedna z tych książek, które mogą na długo pozostać w pamięci. Zachęca do zatrzymania się, spojrzenia na własne relacje i pogodzenia się z myślą, że starość to wiele wyrzeczeń, a odejście to nieodłączna część życia. Bardzo polecam tą książkę, zwłaszcza tym, którzy lubią przeczytać taką wartościową, zmuszającą do refleksji, momentami wzruszającą literaturę. 

Data przeczytania17-01-2026 (od: 3-01-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                          3,5/5

4 komentarze:

  1. Coś dla mnie, lubię takie książki, które skłaniają do refleksji 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo zainteresowana lekturą tej książki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tej książce już tyle dobrego, że od jakiegoś czasu czeka u mnie na półce na swoją kolej. Po Twojej recenzji czuję, że nie mogę już dłużej czekać z jej przeczytaniem – temat relacji z psem i godności w starości wydaje się niesamowicie poruszający. Zapraszam też przy okazji do mnie na bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na taką refleksyjną prozę muszę mieć odpowiedni nastrój.

    OdpowiedzUsuń

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty