sobota, 29 marca 2014

Kato-tata. Nie-pamiętnik

Wstrząsająca, przerażająca nie mniej niż niejeden horror Kinga, autobiograficzna opowieść okrucieństwa jakiego doświadczyła autorka ze strony osoby, która powinna ją chronić. "Kato-tata" to trafne określenie ojca autorki, choć myślę, że i tak zbyt łagodne biorąc pod uwagę wszystkie jego przewinienia.

Mała Halszka od najmłodszych lat była molestowana seksualnie przez swojego ojca. Nie znała więc innego życia. Nie przypuszczała, że to, co jej ojciec robi z nią jest złe. Nigdy nie uzyskała wsparcia od nikogo. Nawet od własnej matki, która nie dbała ani o nią ani o jej rodzeństwo - a jedynie o samą siebie. Jej dzieci mogły chodzić głodne - matki to nie obchodziło.

Przejmująca, często szokująca historia autorki w połączeniu z symboliczną okładką każe mi wysnuć pewien wniosek: molestowana dziewczynka jako nastolatka sama siebie nazywa szmatą (niczym szmaciana lalka). Poza tym czuje się zabawką nie tylko ojca, ale niemal każdego napotkanego na swej drodze mężczyzny. To straszne, że nie mogła liczyć na nikogo, kto by jej pomógł skończyć tę gehennę.

Jak wyglądało życie małej Halszki? Dla kogo jeszcze stanie się ona przedmiotem? Czy w końcu odnajdzie wybawienie? Na te i inne pytania odpowiedzi należy szukać w książce.

"Kato- tata" to opowieść, którą czyta się bardzo szybko, tym bardziej, że rozdziały nie są bardzo długie. Nie jest to książka, którą czyta się z przyjemnością - ze względu na wstrząsającą tematykę. Wciąż nie mogę pojąć jak można wyrządzić własnemu dziecku tyle krzywd? Jak można tak złamać je psychicznie? I to na bardzo długie lata...

Ode mnie siedem gwiazdek. Gdyż jest dobrze opisaną historią. Choć przedstawione w niej (niekiedy brutalne) fakty właściwie nie powinny podlegać żadnej ocenie.
Pojawiło się kilka literówek i często braki niektórych wyrazów (jak np. "się") - co jest winą niedopatrzenia w wydawnictwie. Nie wpływa to znacząco na odbiór książki, ale trochę irytuje gdyż jest dość częste.

Polecam uprzedzając bardzo wrażliwe osoby: nie jest to łatwa lektura.
 
Data przeczytania: 29-03-2014 (od: 26-03-2014)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                         3/5

sobota, 22 marca 2014

Konające zwierzę

David Kapesh jest dobiegającym siedemdziesiątki wykładowcą Krytyki Stosowanej. Pewnego dnia poznaje Consuelę Castillo - swoją studentkę, pochodzącą z Kuby. Zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Oboje nawet nie przeczuwają jak silna więź ich połączy. Czy będzie im dane być razem? Co jeszcze się wydarzy? Na te pytania należy odpowiedzieć sobie zagłębiając się w lekturę książki.

"Konające zwierzę" jest z pozoru opowieścią o gorącym romansie. Oprócz tego głównego tematu porusza też takie zagadnienia jak: sztuka, życie, czas, śmierć, przemijanie, choroba.

Książka ta jest trzecim tomem Trylogii "David Kapesh". Czyta się ją dobrze i dość szybko (zważywszy na fakt, iż liczy sobie jedynie 130 stron). Czasem mnie jednak nużyła co sprawiało, że odkładałam ją na kilka dni (głównie to dotyczy trochę nieciekawych opisów m.in. poprzednie romanse Davida oraz opisy jego syna).

Warto wiedzieć, że ta historia została w 2008 roku zekranizowana i jest znana pod tytułem "Elegia", gdzie w główne role wcielili się Ben Kingsley i Penélope Cruz.
 
Data przeczytania: 22-03-2014 (od: 9-03-2014)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2/5                         5/10                         2,5/5

poniedziałek, 17 marca 2014

Alex

CYKL: "CAMILLE VERHOEVEN" (TOM 2)


To druga powieść Pierre'a Lemaitre'a jaką mam za sobą. I o ile wcześniejsza "Ślubna suknia" była wprost rewelacyjna, o tyle w przypadku "Alex" mam mieszane uczucia. Ale po kolei...

O czym jest ta historia?
Alex Prevost jest pielęgniarką i pewnego dnia zostaje porwana przez tajemniczego mężczyznę. Następnie zostaje poddana torturom, zamknięta w skrzyni podwieszonej u sufitu na mocnej linie. Nie ma szans na wyjście z tego cało. A jedyne, na co może liczyć to pewna (bardzo powolna) śmierć.
Dziewczyna nie ma przyjaciół, ani rodziny utrzymującej z nią kontaktów, więc ma pewność, że nikt nie będzie jej szukał. Nie wie jednak, że policja jest już na jej tropie i bardzo się stara odnaleźć ją całą i zdrową. Mimo iż nie znają nawet jej imienia. Komisarze wpadają na trop porywacza. I tak zaczyna się wyścig z czasem...
Jednak kiedy policja dociera już na miejsce, uprowadzonej dziewczyny już nie ma! Co się z nią stało? Zdołała uciec? A jeśli tak to w jaki sposób wycieńczona, skatowana, wyglądająca jak siedem nieszczęść kobieta mogła tak po prostu zniknąć nie wzbudzając niczyjego zainteresowania?
Komisarze Camille, Armand i inni postanawiają poznać całą prawdę o zaginionej dziewczynie. I jak się okazuje, dowiadują się więcej, niż sami chcieliby wiedzieć...

Książka jest podzielona na 3 części.
Cała pierwsza część poświęcona jest porwaniu Alex i przetrzymywaniu jej w skrzyni.
Część druga skupia się na dalszych losach Alex i postępach w poszukiwaniu dziewczyny przez francuską policję. Tutaj dowiadujemy się wielu faktów z jej przeszłości, śledzimy ją razem z policją i mając sporo pytań i mieszanych uczuć brniemy dalej w tą historię.
Trzecia część dotyczy przesłuchań pewnej osoby (nie zdradzę kogo). Ta część wiele wyjaśnia czytelnikowi i zamyka sporo wątków.

Autor podobnie jak we wcześniej czytanej przeze mnie "Ślubnej sukni", umiejętnie stosuje opisy postaci - szczególnie opisy ich zachowań, rys psychologiczny (bardzo widoczny w części trzeciej między innymi u przesłuchiwanej osoby). Lemaitre jak nikt inny potrafi bardzo plastycznie ukazać emocje jakie przeżywają w danej chwili. Czytelnik ma niekiedy wrażenie jakby stał obok nich i obserwował wszystko. Podobnie mamy tutaj z opisami uwięzionej w skrzyni Alex. Te opisy są to dużym plusem tej powieści.
Na plus jest też wartka akcja (najbardziej dotyczy to 2 i 3 części). Przez sporą część książki można z zainteresowaniem śledzić kolejne losy Alex i wraz komisarzem Camille'm odkrywać jej tajemnice.

A teraz pora na minusy:

- warto wspomnieć, iż "Alex" jest drugim tomem trylogii "Verhœven". W związku z tym nasz komisarz wspomina niejaką Irene - swoją żonę - która jest bohaterką pierwszego tomu trylogii (nazwanej jej imieniem). Opisy tych wspominek i rozważań mogą nudzić. Podobnie jak poszukiwania zaginionej Alex. Rozdziały ze śledztwem Camille'a przeplatają się z tymi, w których Alex jest uwięziona. Jeśli ktoś nie lubi zbyt dużej ilości policyjnych "dywagacji" - czy też przerywania interesującej akcji statycznymi opisami niekiedy użalającego się nad sobą komisarza - to może mu się to nie podobać. Dlatego właśnie szczególnie pierwsza część dłużyła mi się, zniechęcało mnie to do dalszej lektury i sprawiało, że odkładałam książkę (czasem nawet na kilka dni).
- drugi minus dotyczy bardziej wydawnictwa, które nie postarało się o fachową korektę. Dlatego w książce spotkać można kilka literówek lub "zjedzonych" łączników wyrazów. Tragedią to nie jest ale czasami irytuje.
- trzeci minus dla tłumaczki, której wydaje się (no właśnie...), że cała Polska mówi "zda się" zamiast owe "wydaje się"/"zdaje się". Długo nie mogłam się przyzwyczaić do tej formy.
Jednak największe "cięgi" powinny być za inną rzecz (i tu nie wiem czyja to wina: czy tłumacza czy to po prostu jakieś niedopatrzenie). Chodzi o zdanie: "Będę patrzyć jak zdychasz". Pojawiające się kilka razy w pierwszej części książki. Występuje rożnie (raz "patrzyć", raz "patrzył" innym razem "patrzeć" tak, jakby ktoś nie potrafił się zdecydować, która forma jej poprawna.

Reasumując, "Alex" jest bardzo intrygująca powieścią, z wieloma zwrotami akcji. Historia, zarówno porwania dziewczyny, jaki i opisy wychodzących na jaw tajemnic potrafi zainteresować czytelnika na długie godziny. Gdyby jednak autor nie umieszczał fragmentów z komisariatu co drugi rozdział byłaby mniej męcząca, a rozbudzone zainteresowanie nie gasłoby wraz z rozpoczęciem nudnego rozdziału z Camille'm w roli głównej.

Książkę mimo to polecam choćby dla poczucia na własnej skórze opisów przeżyć bohaterów, ich psychiki i emocji. Także dla umiejętnie zbudowanego napięcia, niekiedy wstrząsających opisów oraz dla nieprzewidywalności tego thrillera. Bo, gdy już wydaje nam się, że wiemy o co chodzi, autor funduje kolejny zwrot historii na kompletnie inny tor pozostawiając czytelnika z pytaniami. Szczególnie z najważniejszym pytaniem: kto w tej historii tak naprawdę jest winny?
 
Data przeczytania: 17-03-2014 (od: 27-02-2014)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

7/10          4/5                         7/10                         3,5/5

wtorek, 25 lutego 2014

Mniej niż nic

Elisabeth Kim w swojej autobiograficznej książce pokazuje czytelnikowi losy swojego dzieciństwa.
Poznajemy ją jako trzyletnią koreańska dziewczynkę, która będąc ukrytą w plecionym koszu widzi śmierć swojej matki. Później przez całe następne życie będzie miała tę scenę przed oczami...
Dalsze losy tej bezimiennej dziewczynki są wręcz tragiczne. Kiedy już otrzymuje imię Elisabeth i wraz z nową rodziną wyjeżdża do Ameryki - można by pomyśleć, że to koniec jej koszmarów. Nic nie zapowiada, że to dopiero początek...

Jakie jeszcze przeciwności losu dosięgną małą (później nastoletnią) Elisabeth? Czy jako dorosła kobieta zazna spokoju? I jaki wpływ na jej dzieciństwo (oraz dorosłe życie) będą miały demony przeszłości? Odpowiedzi na te i inne pytania w tej autobiograficznej historii.

Większa część książki jest intrygująca i wstrząsająca. Wciąż nie mieści mi się w głowie jak dorośli mogą skrzywdzić, małą, bezbronną istotę na dodatek wmawiając jej, że wszystko co robią, robią dla jej dobra?
Opowieść ta jest tym bardziej wstrząsająca, że wydarzyła się naprawdę.

Książkę czyta się szybko od samego początku do większej połowy. To właśnie ta część jest najbardziej ciekawa - gdzie poznajemy losy Elisabeth. Na kilka rozdziałów przed końcem tempo czytania zmalało, a opisy snów autorki (oraz kilku epizodów z jej późniejszego życia) zaczęły nieco nużyć. Jednak dotyczy to wyłącznie ostatniej - czwartej części.
Ze strony wydawnictwa minusem są: zgubione niektóre wyrazy-łączniki, gdzie niekiedy zmieniało to sens zdań i lekko irytuje.

Mimo to uważam ją za dobrze opowiedzianą historię. Niejednokrotnie wywołującą wachlarz różnych emocji: w niektórych momentach empatię, wzruszenie, w innych złość, wzburzenie a czasem wstręt dla poczynań tak dorosłych wobec dziecka, jak i wobec dorosłej kobiety.

Polecam każdemu, kto lubi książki oparte o autentyczne wydarzenia, poruszające smutne, tragiczne losy ludzkie.
 
Data przeczytania: 25-02-2014 (od: 21-02-2014)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          2,5/5                      6/10                         3/5

poniedziałek, 17 lutego 2014

Auteczko

To pierwsza książka Hrabala z jaką mam do czynienia - i może niedobrze, że padło akurat na nią.
Autor opisuje tu swoje przeżycia: z jednej strony mamy wielką miłość do kotów (wręcz uwielbienie), z drugiej zaś czytamy o tym jak sam autor zmuszony był pozbyć się ukochanych zwierząt. I tak Pan Hrabal okrutnie uśmierca Rendę, Szwarcwawę i Auteczko. Poza [nieszczęsną] historią kotów mamy też opisy wielu różnych sytuacji (zakupy autora w sklepie, wypadek samochodowy, a także bardzo "interesujący" opis pewnego łabędzia (w epilogu). Ale po kolei...

Z opisu książki dowiedzieć się można, że przeczytamy o "życiu, którym rządzi przeczucie, że każde istnienie jest ważne". Zdaniem wydawnictwa jest to "pogodna a zarazem dramatyczna ballada o prostym życiu, prostych wartościach i trudnych wyborach".
Owszem jest to historia o trudnych wyborach (w końcu autor bardzo kochał swoje koty, zapewne tym bardziej ciężko mu było je zabić).
Dramatyczna? Powiedziałabym brutalna i z pewnością nie pogodna. Chyba jednak za bardzo kocham zwierzęta, by móc przełknąć na spokojnie "Auteczko". A już tym bardziej zrozumieć (zaakceptować?) poczynania autora...

Dodatkowy minus - i moje największe zastrzeżenie - tyczy się układu tekstu. Przede wszystkim bardzo mała liczba akapitów (nie wspominając o jakichkolwiek odstępach. Książka sprawia więc wrażenie, że jest napisana "ciurkiem". Jakby tego było mało: częste powtórzenia w jednym zdaniu niektórych słów, używanie wyliczanek: "albo", "no i (...) no i", "i wtedy" - oraz chyba nagminne - "a potem", "no i potem" sprawiają, że czytanie denerwuje. Kilkakrotnie zdania zaczynają się tu od "A (...)" albo słynnego "No i potem (...)". W takich momentach parę razy zastanawiałam się czy aby na pewno napisał to dorosły człowiek - czasami brzmiało to jakbym czytała zapiski z pamiętnika ledwo nastoletniego chłopca.
W dodatku większość tekstu to zdania wielokrotnie złożone. To, w zestawieniu z tymi powtórzeniami i wyliczankami sprawia, że książka jeszcze bardziej nudzi i irytuje.

Druga sprawa: o ile początek (już nie wliczając wywiadu) - nawet interesował, o tyle im dalej czytałam, tym bardziej miałam ochotę odłożyć ją bez dokończenia. Jednak brnęłam dalej, bo nie lubię zostawiać niedokończonych książek.
Książka liczy sobie dziewięć rozdziałów (dziesiątym jest epilog) pierwsze trzy (może cztery) rozdziały przeczytałam z zaciekawieniem. Reszta to już zbędne rozpisywanie się o rzeczach nieistotnych (jak np. relacja z tego jak to autor kupił samochód - owszem istotny fragment jeśli chodzi o późniejsze porównanie owego samochodu do pewnego worka, ale sam opis nabywania pojazdu nużący). Podobnie ma się sprawa z opisywaniem wielu czynności dnia codziennego, które z czasem zaczynają nudzić (już dziś tych czynności nie wyliczę bo były tak frapujące i wiele wnoszące do treści, że ich nawet nie pamiętam). Wielokrotnie powtarzane zdanie (jakiego miała używać małżonka autora): "Co my będziemy robić z tymi wszystkimi kotami?" przewija się tu niezliczoną liczbę razy do znużenia i ku irytacji czytelnika.
Rozpisywanie się autora na temat wyżej wspomnianego łabędzia (w epilogu) przebiły chyba wszystko... Właściwie gdybym podarowała sobie ten epilog to niczego bym nie straciła.

Po pierwszych czterech rozdziałach sądziłam, że na końcowym etapie mojej przygody z "Auteczkiem" uznam ją za przeciętną. Niestety daję tylko trzy gwiazdki, gdyż przez całą drugą połowę męczyłam się z nią przez zbyt dużą ilość mało konkretnych informacji. 
 
Data przeczytania: 17-02-2014 (od: 23-01-2014)

Ocena 

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

3/10          1/5                         3/10                         1,5/5

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty