niedziela, 5 lipca 2026

Czar Polinezji

Luc MacAllister otrzymuje spadek od zmarłego ojczyma. Jednak przed śmiercią senior zamieścił w swoim zapisie jeden, acz niecodzienny warunek: Luc otrzyma fortunę, jeśli zamieszka z niejaką Joanną Forman - dotychczasowa towarzyszką seniora. Oburzony Luc nie może uwierzyć, że jego ojczym miał taki tupet, żeby nakazać mu zamieszkanie z jego własną kochanką! Joanna również nie rozumie tego jakże absurdalnego zapisu. Jak potoczą się losy tej dwójki? Czy będą umieli się dogadać, czy może będą walczyć ze sobą "na noże"? Tego należy dowiedzieć się z lektury książki Robyn Donald.

Przeważnie nie mam oczekiwań co do tego typu literatury, bo z góry zakładam klęskę, co w większości tych książek tylko się potwierdza. Jednak, w przypadku romansu Robyn Donald, miałam pewne oczekiwania. Opis brzmiał intrygująco i sprawiał wrażenie, jakoby to miał być jednym z tych innych, niż te dotychczasowe, które czytałam. Skoro ojczym głównego bohatera po swojej śmierci zapisuje pasierbowi majątek z klauzulą, że ma zamieszkać z kochanką ów ojczyma, to liczyłam na mocną fabułę. Nic bardziej mylnego! Oczekiwania szybko spaliły na panewce, przynosząc rozczarowanie szybciej, niż się spodziewałam. Nie ma tu więc nie tylko spodziewanych emocji, ale też żadnego elementu zaskoczenia.
Ponadto, sporą część dialogów między bohaterami zajmują biznesowe sprawy,  o najbardziej widać w drugiej połowie książki. Na plus jeden element zaskoczenia pod koniec.

Co dziwne, jak na tak krótką książkę: jest to taki trochę slow burn z dość mocno zarysowanym motywem enemies to lovers, Mimo wyżej wspomnienych minusów w fabule wciąż jest to lekka, niezobowiązująca lektura, która jednak nie pozostanie na dłużej w pamięci.

Data przeczytania: 5-06-2026 (od: 28-06-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

5/10          2,5/5                     5/10                         2,5/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty