Wydarzenia w "Pożyczonym narzeczonym" mają miejsce w Stanach Zjednoczonych. To tutaj poznajemy Laurę Stone - nastolatkę podkochującą się w koledze z klasy. Jest to typowa, szkolna miłość, acz nieodwzajemniona. Pewnego dnia, między nastolatkami dochodzi do poważnego spięcia po tym, jak Laura nieświadomie publikuje na portalu społecznościowym swoje pisarskie mrzonki na temat jej rzekomej relacji z kolegą z klasy. Mijają lata. Laura jest poważną - a przynajmniej za taką chce uchodzić - bizneswoman. Zapracowaną do tego stopnia, że nawet nie zauważa, że jej osobiste życie zaczyna się kruszyć. Gdy któregoś dnia wraca z pracy, zastaje swojego partnera pakującego walizki. Od tej pory wali się cały jej świat. Nie dość, że właśnie została singielką, to jeszcze wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym razem z jej już byłym facetem mieli pojawić się na rodzinnym spotkaniu. I co ona teraz powie matce, która tak bardzo liczyła, że pozna ukochanego Laury? A wiecznie przemądrzała siostra? Na pewno ją wyśmieje! Nawet nie uwierzą, że w ogóle miała kogoś, bo przecież nigdy nie widzieli na oczy jej faceta!
Laura postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i zwrócić się po pomoc do Naomi. Przyjaciółka na pewno będzie wiedziała co robić. Naomi wpada na genialny plan - przecież Laura może jechać na to spotkanie z jej facetem Aaronem Colderem. Będą udawali zakochaną parę, rodzina Laury nawet się nie zorientuje, a dla niej i Aarona będzie to świetny test ich uczuć. Kłopot w tym, że Laura i Aaron szczerze się nienawidzą jeszcze z lat szkolnych...
Czy plan Naomi się powiedzie? Jak potoczą się losy bohaterów? Tego już należy się dowiedzieć z książki Joanny Balickiej.
Moje wrażenia z lektury tego romansu są średnie. Nie,
żebym spodziewała się rewelacji - co to, to nie. To,
czego się na pewno nie spodziewałam, to aż takiej przewidywalności. A
trzeba przyznać, że niektóre sytuacje są tutaj tak przewidywalne, jak
burza w lecie. Jeszcze przed połową książki byłam w stanie przewidzieć
największy plot twist - i to na długo przed tym, kiedy rzeczywiście się
pojawił. Możliwe więc, że dlatego odebrałam "Pożyczonego narzeczonego" jako takie "meh, meh".
Już
po przeczytaniu samego opisu, z góry można założyć o czym będzie ta
książka. Autorka nie pokazała tutaj nic odkrywczego - i też nie miała co
pokazywać, bo to miała być dobra rozrywka. Czy była tą rozrywką?
Momentami tak, choć są tutaj rozdziały, których ewentualny brak niczego nie
odebrałby tej historii. Tymczasem, lektura tej książki trochę mi się
dłużyła. Zwłaszcza, gdy wszystkie te rzeczy, których domyśliłam się wcześniej, zaczynały po kolei się pojawiać. Rezultat? Po połowie książki wypatrywałam już końca.
To nie jest zła książka. To taka lekka obyczajówka, w stylu harlequina, tylko dłuższa i z nieco większą ilością zawiłości. Mnie ta książka nie zachwyciła, jednak uważam, że znajdzie swoich czytelników pośród miłośników takich obyczajówek. Tym bardziej, jeśli ktoś lubi motyw enemies to lovers, wówczas losy Laury i Aarona będą w punkt - oni wręcz się nienawidzą.
Lektura do przeczytania na raz. I to najlepiej w okresie zimowym, bo mamy tu właśnie ferie w Aspen, a więc: dużo zimy, mróz i zaspy. Wtedy dobrze rozsiąść się wygodnie w fotelu, pod kocem, koniecznie z ciepłym kakao. Najlepiej, jeszcze podczas śnieżnej zawieruchy - wtedy efekt murowany. Bo "Pożyczony narzeczony" potrafi wciągnąć w swoją fabułę, a jeszcze z odpowiednim klimatem...
Data przeczytania: 11-03-2026 (od: 13-02-2026)
LC Goodreads nakanapie.pl booklikes.com

Czasami taka książka "na raz" jest w sam raz :D Ale podobnie jak Ty, wolę coś mniej przewidywalnego, co będzie mnie ciekawiło do samego końca. Pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuńOd czasu do czasu lubię poczytać taką lekką obyczajówkę.
OdpowiedzUsuńRaczej nie mam w planach. Mam dziwne wrażenie, że czytałam już coś podobnego.
OdpowiedzUsuńA ja mam wrażenie, że widziałam podobny motyw w filmie. 😉
OdpowiedzUsuńMoże z czasem dla resetu sięgnę, ale nie będę na nią specjalnie polować.
OdpowiedzUsuń