wtorek, 10 marca 2026

Ona i jej kot

"Ona i jej kot" to krótki komiks, który można przeczytać dosłownie w pół godziny. Pewnego wiosennego dnia, młoda kobieta - imieniem Miyu, znajduje w pudełku kota. Nazywa go Chobi. Od tego momentu kot i jego nowa Pani stają się nierozłączni. To właśnie Chobi jest narratorem wydarzeń w tej opowieści. To z nim czytelnik obserwuje małą codzienność tych dwóch mieszkających ze sobą istot.
 
Jaka jest ta codzienność Miyu? Z pozoru zwyczajna, wypełniona żmudną pracą pod presją czasu, lecz pod tą powłoką zwyczajności kryje się coś więcej - bezsilność, samotność i niestety... depresja. Więzi Miyu z matką są sporadyczne. Jej życie wypełnia głownie praca, spanie, zajmowanie się kotem. Dziewczyna przebywając na zewnątrz jest uśmiechnięta, lecz gdy wraca do "czterech ścian" swojego domu, ten uśmiech znika z jej twarzy, a w jego miejsce pojawia się smutek i przygnębienie. Miyu jest przepracowana, ma problemy ze snem, koncentracją, a przede wszystkim z ogarnięciem własnego życia. Jedynym towarzyszem - i jednocześnie przyjacielem - w tym jej smutnym świecie jest tylko ten  kot-przybłęda. To on tęskni za nią, za każdym razem, kiedy Miyu wychodzi z domu. To on obserwuje każdy jej krok. To on przeżywa każdy jej gorszy dzień, choć jego koci rozum nie wie dlaczego jego Pani jest taka smutna...

Rycina: Kadry z komiksu "Ona i jej kot"*
 
Opowieść Miyu wprawia czytelnika w nostalgiczny i przygnębiający nastrój. Może też powodować lekki niepokój. Mimo tego przygnębienia, jest to ładna, ciepła historia, która daje nadzieję. Pokazuje, że żadne problemy nie są warte uciekania w depresję, kiedy są istoty, które na nas liczą. Pokazuje, że przeciwności losu można pokonać, kiedy mamy obok siebie kogoś, dla kogo warto żyć - choćby miał to być tylko kot, z którym dzielimy swoje smutki, za którego jesteśmy odpowiedzialni na co dzień. Ponadto, pokazuje, że mimo wszystko, warto cieszyć się każdym dniem.
 
Warto też zwrócić uwagę na bardzo ładną kreskę. Rysunki Tsubasy Yamagutschiego są tak urocze, że rekompensują to przygnębienie wywołane ciężkim tematem opowieści. Można nie lubić komiksów - tym bardziej mangi, która bywa specyficzna. Uważam jednak, że historia Makoto Shikaiego może zainteresować najbardziej wybrednych czytelników - tak tematem, jak i końcowym przesłaniem, a jeśli nie tym, to przynajmniej tą kicią pełną uroku w jego rysunkowych oczach.
 
Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to fakt, że historia jest trochę za krótka. Czuję lekki niedosyt, bo chciałoby się więcej. Możliwe, że to kwestia gatunku. Wszak komiksy rządzą się sowimi prawami. Inaczej też wygląda odbiór czytelnika, przez co może powstawać sporo niedopowiedzeń. Dlatego zamierzam jeszcze skonfrontować graficzną historię z jej odpowiednikiem w prozie.
 
*Zdjęcia autorskie z książki "Ona i jej kot", Wydawnictwo: Waneko, 2018r.

Data przeczytania10-03-2026 (od: 10-03-2026)

LC            Goodreads            nakanapie.pl            booklikes.com

6/10          3/5                         6/10                          3/5

4 komentarze:

  1. Nie mam obecnie ochoty na taki nostalgiczny nastrój ale nie mówię tej książce nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Komiks wart uwagi, kreska rzeczywiście świetna. Moje pierwsze skojarzenie z tą historią to "Sukienka z mgieł" J.M. Chmielewskiej - opowiada wielowątkową, ciekawą historię kobiety, której historia zaczyna się właśnie od znalezienia kota-przybłędy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam odwrotną opowieść jak to kot znajduje kobietę. Coś w ten deseń, podobna historia. Ale nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy jest też pomysł, żeby narratorem był kot – dzięki temu codzienne sytuacje można zobaczyć z zupełnie innej perspektywy. Takie opowieści często pokazują, jak wielką rolę w życiu człowieka potrafi odegrać zwierzę, nawet jeśli samo nie rozumie wszystkich ludzkich problemów. Szkoda tylko, że całość jest tak krótka, bo przy takiej atmosferze łatwo się wciągnąć i chciałoby się zostać z bohaterami trochę dłużej.

    OdpowiedzUsuń

"Zbyt głośna samotnosć" (Bohumil Hrabal)

Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.

Popularne posty